Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
niedziela, 20 września 2009
Kruche rogaliki
Pieczone wyłącznie na specjalną okazję. Pełna porcja to około 100 rogalików i 5 godzin pracy. Pół porcji - rogalików 50, pracy tak z 3 godziny.

Zaczynamy:



Składniki (pełna procja):
- 1 kg mąki tortowej
- dwie kostki margaryny do pieczenia
- śmietana (najlepiej łaciata, ale nigdzie nie było)
- drożdże
- dwa opakowania cukru wanilinowego
- trochę cukru/mleka do rozpuszczenia drożdży
- czekolada/konfitury/marmolada - do nadziewania



Mąka, cukier wanilinowy, margaryna + drożdże. To wszystko mieszamy i wyrabiamy i wyrabiamy i wyrabiamy...
Trochę to trwa, po drodze przychodzą chwile zwątpienia... nie poddawajcie się :)



A tak wygląda wyrobione i latające ciasto.



Wrzucamy na godzinę do wyrośnięcia. Tak ciasto wygląda na początku...



... a tak godzinę później.



Sypiemy na blat mąkę, wałkujemy, by ciasto było naprawdę cieniutkie. Po czym wykrawamy trójkąty równoramienne.
Przy podstawie nakładamy trochę nadzienia.



Dalej postępujemy zgodnie z obrazkami. Po kilku rogalikach nabiera się odpowiedniej wprawy.



Tak powinny wyglądać rogaliki po zawinięciu.



A tak po upieczeniu. 180 stopni, kilkanaście minut. Może dłużej.
Lepiej patrzeć na rogale, nie na zegar.

Oczywiście po tym warto rogale posypać cukrem pudrem, polać lukrem albo nawet na to dodać trochę wiórków kokosowych. Wszystko zależy od inwencji.
Powodzenia!
niedziela, 06 września 2009
Pierś z indyka w sosie musztardowo-chrzanowym
Zgadnijcie jaki dziś będzie foto-przepis? :)

Ponoć indycza pierś nie jest wdzięcznym tematem do gotowania. Potrzeba większych umiejętności lepszego przepisu. Nie wiem na ile ta obiegowa opinia jest rzeczywiście prawdziwa ale sam chyba z rodzinnej kuchni wyniosłem przeświadczenie, że pierś z indyka jest na specjalne okazje. Bywała rzadko i wyłącznie w wymyślnej formie.
Przez lata samodzielnego gotowania też nigdy nie wziąłem piersi z indyka, nie pokroiłem w kawałki i po prostu nie usmażyłem na patelni. Mam dla niej swego rodzaju... szacunek? Jakkolwiek brzmi to śmiesznie - tak właśnie jest.

Poniższy przepis jest bardzo fajny. Szybki, tani, smaczny. I prosty. Banalnie prosty - każda łamaga może po niego sięgnąć.



Składniki:
- pierś z indyka pokrojona w plastry
- musztarda
- chrzan
- jogurt naturalny
- cebula
+ przyprawy. Wedle gustu.



Tworzymy sos. Na 200g jogurtu naturalnego dajemy 3-4 łyżki musztardy i 3-4 łyżki chrzanu. Po czym mieszamy, aż dotaniemy...



... mało apetyczną breję. Taką jak na powyższym zdjęciu.



Piersi z indyka rozbijamy na cienkie plastry i przyprawiamy.
Ja oczywiście zapomniałem o rozbiciu, więc te na zdjęciu są zdecydowanie za grube. Po tłuczek sięgnąłem dopiero po zrobieniu zdjęcia.



Cebule szatkujemy, wrzucamy na patelnię i posypujemy solą/vegetą. Trzymamy chwilę, aż przybierze rumiany odcień.



Piersi podsmażamy na cebuli po 2 minuty na każdej ze stron. Dość szybko powinny przybrać biały kolor.



Po podsmażeniu zalewamy wodą. Powinna ona sięgać tak wysoko jak same piersi. Przykrywamy i dusimy 10 minut.



Po 10 minutach dodajemy sos. Przez 5 minut dusimy pod przykryciem, po czym sprawdzamy stan piersi. Powinny już byś odpowiednio miękkie. Jeśli nie - dusimy dalej. W przeciwnym razie zdejmujemy pokrywkę i czekamy kilka minut, aż z sosu odparuje woda i stanie się on odpowiednio gęsty.



Przełożyć na talerz, udekorować (jeśli mamy gościa) albo zjeść od razu.
Smacznego!
środa, 05 sierpnia 2009
Sałatka z kurczakiem w przyprawie gyros
Jak się domyślam - znana i lubiana sałatka. Odmian wiele, ale wszystkie do siebie w smaku zbliżone. Jako że zdjecia już zrobiłem (sałatkę przygotowywałem na urodziny mamy) to jednak fotoprzepis tutaj wrzucę. Nie zmarnuje się.



Tutaj widać prawie wszystkie składniki:
- duży filet z kurczaka
- puszkę kukurydzy
- ogórki konserwowe
- cebula
- kapusta pekińska
- ketchup
- majonez
- przyprawa gyros
- inne przyprawy
- czerwona papryka (jej właśnie na zdjęciu brak)



Mięso kroimy w kostkę i wrzucamy na patelnię. Dosypujemy sporo przyprawy gyros. Do tego pieprz, zioła - co tylko chcemy.



Etapy przydządzania sosu, kluczowego elementu sałatki. Po kolei wrzucamy do miseczki: majonez, ketchup, gyros, pieprz. Na koniec wszystko dokładnie mieszamy.
Ilość sosu na zdjęciu - nie wystarczyła. Musiałem dorabiać.
Dwukrotnie.



Ogórki kroimy w drobną kostkę



Cebulę - w pół talarki.



Paprykę w drobną kostkę. I na tym koniec krojenia.



Tutaj idealne naczynie. Sałatka jest warstwowa - więc naczynie nie może być płytkie. Nie powinno mieć też kulistego kształtu, żeby spodnia warstwa nie znalazła się wyłącznie na środku naczynia.



Warstwa pierwsza - mięso. Tylko wcześniej warto ostudzić.



Na mieso kładziemy cebulę. Powinno być trochę więcej, ale ja nie lubię jej obierać ani kroić. A mama stwierdziła 'nawet o tym nie myśl, sam chciałeś robić sałatkę to sam sobie krój' :]



Smarujemy to połową sosu.



Posypujemy odsączoną wcześniej kukurydzą



Posypujemy poszatkowaną kapustą pekińską. Połowa główki powinna wystarczyć, ale wszystko zależy od wielkości naczynia.



Na to dajemy pozostałą część sosu, smarując dokładnie dookoła.
Dokładniej niż to widać na zdjęciu, oczywiście :)



Wierzch posypujemy skrojonym ogórkiem i papryką.
Teraz możemy sie już cieszyć z gotowej sałatki.





Smacznego
środa, 17 czerwca 2009
Pizza
Z Panną B.

Składniki:





(sos zrobiony wczesniej przez Pannę B.)

A tutaj rośnie ciasto. Na samą myśl o jego wyrabianiu (głupio zgłosiłem się dobrowolnie) palce same kleją się do siebie.
Uwaga! Robienie pizzy na kupnym cieście to nie jest robienie pizzy! W takich chwilach zawsze przypomina mi się ten ambitny przepis.



Tutaj ciasto posmarowane sosem 9w tle książka z przepisami):



Pierwsze składniki na cieście i pierwsze kłótnie co do ich kolejności. Chyba ustąpiłem.



I tak dalej, aż do końca:




(tak, powyżej widzicie kiełki)



A tak prezentuje się ostateczny efekt:







Efekt przepyszny!
Ale nie ma się co dziwić, Panna B. należy do tej bardzo skromnej grupy osób, które mogłyby mi gotować codziennie :)
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Złote runo - fotoprzepis

Kolejna potrawa, ale najprawdopodobniej ostatnia w najbliższym czasie. W przyszłości jednak obiecuję do tego wrócić.
Potrawa dotychczas nie miała konkretnej nazwy. Znów Owca poratowała mnie swoją kreatywnością (rodem z UAMu). Tak powstało (prosimy o werble)

Złote Runo!

Nazwa dziwna, przyznaję. Teoretycznie ma logiczne podstawy, ale owa logika także jest rodem z UAMu, więc pozwolę sobie jej nie przytaczać. Przyznam jednak, że nazwa potrawy sprawiła, że przygotowanie tego przepisu okazało się znacznie trudniejsze.

 

Jak przystało na przepisy
Będą zdjęcia i opisy
Jednak skoro ‘Runo złote’
To na rymy mam ochotę
Aby nazwa i smak cały
Dobrze z przepisem współgrały

 

 
Plaster ciasta francuskiego
paski boczku wędzonego
Rozmarynu, oregano
I bazylii też tu dano.
Ziół najlepiej świeże listki
Ale w sklepach były czystki
Nie znalazłem. Szkoda. Pech.
Lecz suszone – też nie grzech.


Szczyptę pieprzu, trochę soli
Innych przypraw – jak kto woli
Do ziół serca dziś nie mamy
W palcach mocno rozcieramy
Aby w kuchni, słowo daję!
Zapachniało ciepłym majem

Porcją boczku lub wędliny
Ciasto łatwo upiększymy

 

 Brzeg do środka po raz pierwszy
Brzeg do środka po raz drugi
Kształt potrawy coraz lepszy
Jej charakter już się budzi


 Chcecie krzyczeć: ‘toż to lina!’?
Kształtem trochę przypomina
Ale w smaku, proszę wierzyć
Żadna lina się nie mierzy!

 
Przy krojeniu: grubość kciuka
Jeśli miary ktoś chce szukać

Taka grubość, daję słowo
Da potrawę wyborową


Jeśli ogień gazu płonie
Delikatnie w swoje dłonie
Chwytaj ciasto. Każ mu leżeć
Na brytfannie, na papierze

Jako chłopak sobie cenię
Gdy jest szansa na zbliżenie



Zapominaj o litości
Diabłem bądź – do szpiku kości
Choćby nie wiem co Ci rzekła
Wrzuć potrawę wprost do piekła

Przed oczami czaszkę trupią
Widzisz? Więc chyba Ci głupio
Znowu władzy chce sumienie
To odwieczne ludzkie brzemię
Lecz wytrzymaj! Minut piętnaście
Później wszystkim będzie raźniej
Gdyż potrawa Twoja miła
Ślicznie się zarumieniła.



Czy tylko mi się wydaje, że to na zdjęciu powyżej pokazuje mi złośliwie język?!

 

Na koniec garść porad:
- Jeśli wybieracie boczek do potrawy (osobiście polecam, jest pyszne) to uważajcie na jego jakość. Boczek wędzony z biedronki był mało wędzony, tłusty. Ogólnie można uznać, że...
- Jakość potrawy jest mocno uzależniona od jakości wędliny. Najlepiej wybierać te posiadające mało tłuszczu, w przeciwnym razie wsiąknie on w ciasto i znacznie pogorszy jego smak.
- Znów polecam unikanie soli
- Nie wiem w jakiej temperaturze piec, mój piekarnik pozbawiony jest dobrodziejstwa termometru. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że ciasto francuskie w niskiej temperaturze (a dłużej pieczone) staje się większe i bardziej kruche (oraz, oczywiście, suche).

środa, 14 stycznia 2009
Sztuka kulinarna
Lubię gotować.
Tak, jestem facetem – ale lubię czasami ugotować coś smaczniejszego.

Z rodzinnego domu wyniosłem mylne wrażenie. Niemal wszystkie obiady mógłbym zamknąć w najwyżej kilku pozycjach: zupa, ziemniaki, surówka, kotlet schabowy, pieczone mięso, surówka. Gdy brakowało czasu najczęściej kończyło się na jajecznicy bądź smażonej/gotowanej kiełbasie.
Owszem, od czasu do czasu zdarzały się wyjątki. Placki na ziemniakach, naleśniki, zupa śledziowa, latem kluski z truskawkami, jednak zdecydowaną większość obiadów można było zamknąć we wspomnianych wcześniej pozycjach.
Nie to, by moi rodzice nie umieli gotować. Okresy większym imprez (wigilia, urodziny, itp.) upewniały mnie o tym, że umiejętność gotowania nie jest im obca. Pieczeń z karkówki, duszone żeberka, faszerowane mięsa, bigos (najlepszy bigos tylko u moich rodziców), kotlety mielone z grzybami, ryby na kilka sposobów… przygotowanie tego przychodziło im bez trudu. A było sporo, sporo innych potraw.
Wydaje mi się, że tak przyzwyczaili się żyć. Zwykły dzień wymaga zwykłego obiadu. Niedziela wymaga rosołu, ziemniaków, kotletów schabowych i surówki (przez długie miesiące mogło nie być żadnych odstępstw!). Nawet jeśli było więcej czasu wszelkie urozmaicenia wykluczone!
Mniej zwykłe potrawy były zachowywane na mniej zwykłe okazje. I nikomu nie przychodziło do głowy by z tym dyskutować.
Gdy przeprowadziłem się do Poznania dość szybko doznałem szoku. Początkowo moje żywienie opierałem na tym, co przywiozłem z domu, kanapkach, zupach w proszku, ewentualnie ryżu/makaronie z sosem z torebki.
I nagle, choć wyda się to Wam głupie, zderzyłem się z rzeczywistością. Świadomość tego, że przecież mogę ugotować co tylko chcę, wystarczy znaleźć przepis i wybrać się do sklepu – uderzyła mnie jak grom z jasnego nieba.
I wpadłem.
Od tamtych chwil minęło już kilka lat. Teraz mam w głowie kilkanaście przepisów, od prostej piersi kurczaka na słodko (banalne wykonanie, a zachwyt gwarantowany) po dużo bardziej skomplikowaną zapiekankę rybno-warzywną. Albo nadziewane rogaliki.
Raz na jakiś czas szukam też czegoś nowego.

Te lata gotowania nauczyły mnie jednego – w dzisiejszych czasach setek przepisów, kuchenek inteligentniejszych od przeciętnego dresa, sklepowych półek pełnych wszystkiego, mieszankach przypraw dobranych za nas – jedyna trudna część gotowania kończy się, nim się ono w ogóle zacznie.
To wybór odpowiedniego przepisu.
Bo co nas czeka dalej? Krojenie, szatkowanie, smażenie, gotowanie, mieszanie, miksowanie, ucieranie. To w zasadzie wszystko!
Która czynność sprawia komuś z Was problem?
No właśnie. Żadna! Śladowa ilość inteligencji wystarczy, by wykonać wszystko zgodnie z poleceniami.

Na opisywanym niedawno sylwestrze miałem prawdziwą przyjemność spróbowania dzieła koleżanki – szpinak z mięsem i czosnkiem zapiekany w cieście francuskim. I momentalnie chciałem móc samodzielnie coś takiego zrobić (pycha!). Poprosiłem o przepis, otrzymałem.

Kilka dni później na gg:

- Trochę zmodyfikowałem Twój przepis.
- Tzn?
- Dodałem cebulę i ograniczyłem mocno czosnek. Brokuły zastąpiłem grzybami. Dodałem ser.
- Lol

A jak wyszło?
Cóż, za pierwszym razem jeszcze nienajlepiej (wybacz Dil, że jadłaś najgorszą wersję). Za drugim razem naprawiłem swoje niedociągnięcia w przyprawianiu, przygotowując kolację dla wspominanej ostatnio randki (jak widać powiedzenie ‘przez żołądek do serca’ ustępuje w tych czasach znacznie dokładniejszemu ‘przez żołądek do łóżka’). A wczoraj było podejście numer trzy, z którego powstała poniższa fotorelacja. A raczej fotoprzepis.

Białe mięso z farszem grzybowym i serem zapiekane w cieście francuskim, czyli ‘kopiec kreta na pustyni’*

nazwa by Owca, wszelkie prawa zastrzeżone.


1.Potrzebne składniki: filet z kurczaka (ok. 600 gramów), pieczarki, ser żółty, ciasto francuskie, cebula, czosnek, przyprawy. Cebuli z czosnkiem niestety na zdjęciu nie ma. Jest sól, ale doradzam ostrożność w jej używaniu - ciasto francuskie samo w sobie jest słone.



2. Do wrzątku wrzucamy filet z kurczaka. Tak na 10-15 minut.



3. W tym czasie 8-10 dorodnych pieczarek kroimy w plastry, wrzucamy na patelnię i zalewamy wodą. Podłączamy gaz i czekamy.



4. Kroimy połowę dużej cebuli. Do tego 3-4 ząbki czosnku (na zdjęciu jest mniej, niestety więcej nie miałem). To wrzucamy do grzybów na patelni.



5. Ugotowaną pierś z kurczaka studzimy przez chwilę w zimnej wodzie. Wybieramy ulubiony nóż. Kroimy na pół by sprawdzić, czy nie jest zbyt surowa w środku. Ta na zdjęciu nie jest.



6. Kroimy w kostkę (byle nie za dużą!), wrzucamy na patelnię. Przyprawiamy do smaku - najlepiej będzie wyraźniej, zioła + curry/imbir. Przynajmniej moim zdaniem. Podłączamy gaz i smażymy przez kilka minut.



7. Starty ser żółty mieszamy z ostrą papryką. Ja kupiłem gotowy ser, ale równie dobrze można samodzielnie zetrzeć ulubiony.



8. Usmażone grzyby, cebulę i czosnek wrzucamy do odpowiedniego pojemnika:



9. Wykorzystujemy urocza asystentkę by nam je zmiksowała.


(zdjęcie wykorzystane bez zgody sfotografowanej osoby. A dokładniej: mimo jej zdecydowanego sprzeciwu)

10. A tak powinna wyglądać starta masa grzybowa (z cebulą i czosnkiem):



11. Naszą masę mieszamy z kawałkami mięsa. Nie wygląda po tym bardziej apetycznie, ale póki co wygląd nas nie martwi.



12. Sięgamy po pierwsze opakowanie ciasta francuskiego i kroimy w prostokąty (te na zdjęciu mają średnio 25x14 cm)



13. Nakładamy na środek mieszankę z mięsem. A później warstwę sera (tego niestety nie ma na zdjęciu)



14. Na wierzch nakładamy takie same kawałki ciasta francuskiego. Brzegi delikatnie dociskamy do siebie łyżeczką. Na warstwie papieru chowamy do piekarnika. Temperatura ok. 175 stopni. Czas: 20-30 minut. Najlepiej sprawdzać.



15. Gdy wyrośnie i przyjmie odpowiednią barwę możemy jeść. Powinno to wyglądać tak:








Polecam wszystkim. Gdy jest gotowe - wygląda jakby było niezwykle trudne do przygotowania. A wcale takie nie jest. W końcu to tylko gotowanie.


Przy okazji pozwolę sobie przypomnieć wcześniejsze fotoprzepisy:
Warzywna wariacja na temat mintaja
Pierś na słodko
wtorek, 18 listopada 2008
Warzywna wariacja na temat mintaja

Niektórzy już zdążyli we mnie zwątpić, ale na pohybel im. W piątym sklepie znalazłem w końcu musztardę francuską i zioła prowansalskie (już myślałem, że sam będę musiał mieszać).
Dumny z udanych zakupów, zapoznałem się z przepisem, uszykowałem składniki, wlałem wino do szklanki…
I tu zagadka – choć do przepisu potrzebowałem ¾ szklanki (robiłem z niepełnej porcji) to na koniec zostało mi tylko pół butelki. Za to z każdą chwilą coraz trudniej mi się gotowało ;-)

Składniki podane w poprzedniej notce, więc lecimy z foto-przepisem:

1. Tutaj poszczególne składniki:

Składniki

2. W głębokim naczyniu układamy rybę, posypujemy sola, pieprzem, skrapiamy sokiem z cytryny i kładziemy na to warstwę cebuli. Na to kolejną warstwę ryb, przyprawiamy, dodajemy soku… i tak 2-3 warstwy, w zależności od ilości ryby. Całość szczelnie przykrywamy i odkładamy do lodówki przynajmniej na 20 minut.

Rybka w cebuli

3. Gotujemy dwie szklanki wody, do wrzątku wrzucamy mieszankę warzywną.

Torturujemy warzywa wrzatkiem

4. Po 10 minutach dodajemy brokuły i wlewamy ½ szklanki wina. Zostawiamy na umiarkowanym ogniu aż do odparowania całej wody – po czym odkładamy na durszlak do odcieknięcia.

Dodajemy wspolwinnych

5. Do miski wlewamy jogurt naturalny, ¾ słoiczka musztardy francuskiej, dodajemy niemal całe opakowanie ziół prowansalskich, sól i pieprz do smaku.

Fatalnie wyglada przed wymieszaniem

6. Wszystko mieszamy przez kilka chwil.

po wymieszaniu jedynie bardzo zle

7. Gotujemy kilka szklanek wody, dodajemy wegetę, do wrzątku wlewamy pół szklanki wina i wkładamy rybę. Gotujemy aż stanie się jędrna.

nawinela sie ryba


8. Na dno naczynia żaroodpornego układamy blisko połowę ryb, dodajemy 1/3 warzyw i połowę sosu. Na to resztę ryb, pozostałe warzywa i sos na wierzch. Tak to powinno wyglądać z góry:

z gory

9. A tak z boku (zapiekanka bardzo dzielnie pozowała):

zapiekanka dzielnie pozuje

10. Całość wkładamy do piekarnika (250 stopni) na około 6 minut. W tym czasie ser Camembert kroimy w cienkie plastry.

topiony ser krojony

11. Po 6 minutach wyjmujemy zapiekankę, układamy ser na wierzchu i wkładamy ponownie na 2-4 minuty.

 ukladamy ser

 12. Efekt końcowy jest następujący:

jemy Jemy JEMY!

 

Jeśli ktoś mówi, że mu nie smakuje - oskarżamy taką osobę o kłamstwo i szerzenie herezji, po czym palimy na stosie.

 

ps: odnalazłem moje kolejne zboczenie matematyczne. Za kazdym razem jak próbowałem napisać 'wariacja' pisałem: 'wariancja'. Źle ze mną.

piątek, 14 listopada 2008
Pierś. Na słodko.

Powiedzmy sobie szczerze: zdjęcia przygotowywanego obiadu interesują Was zapewne równie mocno, co mnie Wasze zdanie.
Słowem: musiałem to umieścić.

 

1, Składniki (litr soku jabłkowego 100%, filet z kurczaka, czosnek)

Składniki

 

2, Pierś rozcinamy na płaty, przyprawiamy, odstawiamy do lodówki na godzinę.

Kroimy

 

3. Podsmażamy delikatnie z obu stron, zdjemujemy z patelni:

Podsmazone piersi

 

4. Kilka ząbków czosnku kroimy w słupki, wrzucamy na patelnię by delikatnie zarumienić:

Czosnek

 

5. Wrzucamy do tego piersi, wlewamy część soku jabłkowego:

Na patelni jest wesoło

 

6. Jak soku naprawdę zaczyna brakować - dolewamy!

Więcej soku!

 

7. Akcję powtarzamy kilka razy (najczęściej do wyczerpania soku). A później możemy cieszyć się daniem:

Gotowe!

 

Najlepiej spożywać w okolicy niewiast, udając skromnego przy licznych pochwałach.

(po udanym kliknięciu zdjęcia się powiększają)