Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
sobota, 02 października 2010
Sen
Po tym jak potrafiłem zmienić się z hitlerowca w żyda prowadzonego przez papieża na rozstrzelanie albo poprzez stepy gonić mordercę na rowerze myślałem, że nic podczas snu mnie już nigdy nie zaskoczy.
Myliłem się.
Trzy dni temu nocą znalazłem się w... teoretycznie chyba barze, w praktyce zwyczajny większy pokój z ławkami dookoła. Pośrodku pełzał sobie grzechotnik z zadziwiająco przerażającą grzechotką na końcu ogona. Oczywiście jadowity - o czym przekonał nas właściciel baru, wyciągając zawczasu strzykawki z surowicą. Grzechotnik miał ponoć tendencje do atakowania klientów, którzy zamawiają wódkę.
Rzecz jasna musiałem ją zamówić.
Obudziłem się w momencie gdy grzechotnik wślizgnął się w moją nogawkę i dotarł już do uda, a ja rozpaczliwie przez spodnie próbowałem złapać go za głowę byle tylko nie wpił swoich kłów nogę. Albo jeszcze gorzej... i choć kładłem się do łóżka wykończony (miewam ostatnio problemy ze snem), a wąż obudził mnie gdzieś po 4 godzinach snu to już nie potrafiłem zmrużyć oczu.
Pierwszy raz obudziłem się przerażony, spocony i ściskając sobie udo dłonią. Zdecydowanie nic przyjemnego.
00:56, venomik
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 27 września 2010
Babcia z piętra wyżej
Wychodziłem właśnie z bloku na kurs tańca. Miałem dziesięć minut żeby kupić sobie wodę i dojechać na miejsce - rzecz absolutnie niewykonalna - dlatego też tak bardzo mi się spieszyło. Wychodząc z klatki (mieszkam w 4-piętrowym bloku bez windy) natknąłem się na babcie, która targała ze sobą jakąś solidną paczkę. W trzech przypadkach na cztery bym jej pomógł wnieść, ale za bardzo się spieszyłem - wybacz babciu. Pobiegłem dalej.
Po 15 sekundach przypomniałem sobie, że nie zabrałem butów. Trzepnąłem się w czoło - i biegiem z powrotem do mieszkania. Na drugim piętrze natknąłem się na babcię. Wywiązał się dialog.
- Przetestowałam sobie na panu moje życzenia.
Nie miałem zielonego pojęcia o czym ona mówi - uśmiechnąłem się tylko grzecznie.
- Fajnie
- Bo jak mi pan na dole nie pomógł mi wnieść tej paczki, to sobie życzyłam, żeby pan czegoś zapomniał i musiał się wracać.
Z trudem tłumiąc śmiech (nie chciałem jej tak w twarz) zbiegłem ze chodów.
Tak jak ja rozumiem, że starsi nie ze wszystkim sobie dają radę i przyda im się pomoc - tak i ja wymagam zrozumienia, że mogę nie mieć sił czy czasu, a moim obowiązkiem to nie jest.
Skreśliłem tę babcię ze wszelkiej pomocy w przyszłości...

Nie pamiętam teraz czy skreśliłem ją od razu, czy dopiero dzień później.
Schodzę sobie ze schodów niosąc komputer, wychodzę na zewnątrz. Naprzeciwko jacyś starsi sąsiedzi stoją przy samochodzie. Gdzieś z tyłu padło jakieś 'Dzień dobry' - być może nawet do mnie. Mea culpa, że się nie obróciłem sprawdzić, ale nikt mi tam dzień dobry nie mówi. Zresztą pewnie nie do mnie - lecz do nich.
- Widzi pani jakiego mamy kulturalnego sąsiada!
Tym razem się odwróciłem się... tak, dziesięć metrów za mną stała ta babcia z poprzedniego dnia i to ona właśnie te słowa mówiła.
- Niewychowane pewnie to i takie wyrosło
- Jakie tam niewychowane, samo się powinno wychować. Dorosłe to przecież, a takie chamstwo i brak kultury.

Gdyby nie niesiony komputer to pewnie wróciłbym i powiedział szczerze co o tym myślę - a wtedy nie jeden dzień, ale przez rok cały babcia opowiadałaby wszystkim dookoła, że mają niekulturalnego (i chamskiego!) sąsiada.
00:35, venomik
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 września 2010
Mimo meczu - żyję
Spokojnie, żyję. Nie zabili mnie kibice Lecha Poznań – ogólnie przez okres jak byłem na meczu okazali się całkiem sympatyczni, mimo barw rywala. Niepotrzebnie się martwiliście w komentarzach.
Ale na meczu przetrwałem 45 minut. Później przestało mnie to interesować. Chłopak mojej siostry miał wylew i pojechałem do niej (i niego) do szpitala.
Trzydzieści lat i coś takiego, to mi się zupełnie w głowie nie mieści. Konieczna była ciężka operacja w neurologii, teraz leży w śpiączce farmakologicznej, a lekarze chyba boją się go budzić. Jutro kolejne badania, a rokowania są złe. Zbyt duży wylew, w fatalnym miejscu.
W takich chwilach człowiek żałuje, że nie wierzy w Boga. Byłaby modlitwa, wiara… tak zostaje tylko czekanie. I ignorowanie (absurdalnych przecież) podszeptów w głowie. Dlaczego akurat on? To niesprawiedliwe, jest zbyt dobry na to. To nie on powinien odejść, nie on.
Nie spodziewałem się, że sam się rozkleję tak bardzo. Ale pisząc ‘chłopak siostry’ mogłem Was zmylić. Są ze sobą bodaj od 4 lat, przyjeżdżał na wszelkie imprezy rodzinne, spędzał z nami wigilię, urodziny, imieniny, itp. Nie był teoretycznie członkiem rodziny, ale był kimś więcej. Przynajmniej dla mnie. Wiecznie pogodny, uśmiechnięty, z uśmiechem patrzyło się jak znosił wszystkie nastroje mojej siostry.

W pierwotnej wersji ten notki poniżej były jeszcze dwa akapity. Ale nie przeszły autocenzury. Były nieco zbyt brutalne w poglądach…
Na koniec dodam tylko, że nie lubię świeczek, banałów i taniego pocieszania (zresztą nie do mnie powinno być kierowane) i nie mam nic przeciw temu, by pod tą notką nie pojawiły się żadne komentarze.

22:06, venomik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 września 2010
Odwaga kibica
Ponoć kibice Lecha Poznań są tymi przyjaznymi. Nie biją się, nie organizują ustawek, nie zabierają noży na mecz.
Czas to przetestować na własnej skórze (oby nie dosłownie!).
Właśnie wybieram się na mecz Juventusu z Lechem do pubu. W centrum Poznania.
Z herbem Juve na piersi.


16:54, venomik
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 13 września 2010
Korepetycje
Od trzech dni pomagam dwóm braciom przed wtorkowym egzaminem ze statystyki opisowej. Dziś zrozumiałem co miałem źle na egzaminie parę lat temu i dlaczego musiałem mieć poprawkę u Rutkowskiego :)
A także dlaczego ta poprawka została ledwie zaliczona.

A rozwiązanie jednego problemu z testami parametrycznymi przyśniło mi się przedwczoraj w nocy. Poważnie!
(zawsze to lepiej niż te dziwactwa o trupie z wampiryczną aurą czy wszechwiedzącym proboszczu z minionej nocy... zapamiętałem cztery sny, a kolejny jeszcze bardziej nienormalny od poprzedniego)
00:27, venomik
Link Dodaj komentarz »
Porozumienie
Na stole stoją dwie butelki
- Które chcesz piwo?
- Jasne.
- Ale oba są jasne!
- To ciemne!
I jak tu się dogadać z dziewczyną?
00:21, venomik
Link Komentarze (4) »
sobota, 04 września 2010
Bezpośredniość
W piątkową noc, tuż przed północą, nie spodziewam się zbyt wiele.
A w szczególnośc telefonu, który rozpoczyna się słowami...

- Cześć Rysiu. Mam super notkę na Twojego bloga.
- ???  Jesteś pijana?
- Jestem, ale to nie ma nic do rzeczy.

Dzowniła sprzed sklepu nocnego. Ponoć nie chciała czekać, żeby nie zapomnieć. A całość przebiegała tak: mężczyzna stoi przy kasie w sklepie nocnym. Prosi o butelkę martini i prezerwatywy. Niestety kartą płacić nie można, a gotówki wystarczająco dużo nie ma.
- To ja poproszę tylko martini.
- Ciekawe ma pan priorytety
- Na trzeźwo to ona cnotliwa, a tak może przynajmniej loda zrobi
Ludzie chyba nigdy nie złapią kiedy warto być szczerym, a kiedy nie :)
17:11, venomik
Link Komentarze (2) »
środa, 01 września 2010
Romantyzm
Rozmawiają rodzice:

- A Twoja mama to ma nadciśnienie czy niedociśnienie?
- Nadciśnienie
- To niedobrze
- Dlaczego?
- To oznacza, że ja też będę wydawała setki złotych na lekarstwa za dwadzieścia lat.
(chwila ciszy)
- Jednak muszę z Tobą zostać, będziesz miał wyższą emeryturę
01:22, venomik
Link Dodaj komentarz »
Mieszane uczucia
Kiedy po kilkunastu godzinach ignorowania dysku, po pożyczeniu innego komputera, po długich chwilach zgrywania danych (przed formatem) komputer postanowił jednak ruszyć.
Jestem tak do tyłu z obowiązkami, że nawet nie mam ochoty się cieszyć.

Za to wczoraj kupiony 'Solaris' dziś został już pochłonięty do ostatniego słowa. I niniejszym zapełniła się oddzielna półka na książki Lema. Czas szykować kolejną.
01:19, venomik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
I love Samba
Wróciłem!
Zmęczony, niewyspany, z obolałymi stopami i ani odrobinę nieopalony. Jakoś nie było okazji :)
Były ważniejsze sprawy na głowie.

Więcej napiszę w przyszłości. Póki co nadrabiam zaległości w wiadomościach o Juventusie i obowiązkach (w tej właśnie kolejności). I zbieram siły - za trzy tygodnie kolejny intensywny kurs, tym razem w Poznaniu - dwadzieścia godzin tańca w cztery dni (teoretycznie).

I słucham samby. Wystarczyło wprowadzić odrobinę figur i człowiek od razu pokochał ten taniec. A przy okazji muzykę :)

ps: jak najlepiej leczyć pęcherze? Kiedyś nawlekałem igłę namoczoną w alkoholu, przebijałem pęcherz i zostawiałem samą nitkę. Ale jakoś mnie nie ciągnie, żeby to powtórzyć na tych 10 pęcherzach jakich się nabawiłem na stopach...
20:36, venomik
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41