Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
czwartek, 18 października 2012
O tym jak Keynes z Cantorem ukradli mi randkę. I troche o kupnie mięsa.
Tęsknię za pisaniem. Tak zwyczajnie.
Na blogu od dawna nie pojawiło się nic nowego. I choć w tym czasie nieraz miałem w codziennych sytuacjach nie jeden pomysł na wpis, nawet często machinalnie zaczynałem go w głowie układać, to nic na stronie się nie pojawiło. Dzielę czas pomiędzy pracę, hobby i dziewczynę. I wierzcie, cała trójka bywa naprawdę czasochłonna:
- o pracy nie warto wspominać
- hobby: siedząc przed komputerem na zmianę czytam o Juventusie, oglądam filmy z turniejów tańca, piszę o Juventusie, oglądam poradniki taneczne i rozgryzam taktykę Juve... póki co nie mogę znaleźć nic o tańczących graczach Juventusu, ale nie ustaję w staraniach.
- dziewczyna: wiadomo. Miło mieć wspólne największe hobby (taniec), miło mieć wspólne zainteresowania (gry planszowe) i fajnie, kiedy wiele rzeczy możemy wspólnie robić (choćby oglądać Community do posiłku, taki zwyczaj z ostatnich dni. Teraz bez dziwactw Abeda i sarkazmu Jeffa nie potrafię się najeść). Choć z drugiej strony wyciąganie mnie z ciepłego łóżka już po północy, żebym powybijał złe elfy ze świata Azeroth, jest po prostu... hmm...no... na tyle wspaniałe i cudowne, że lepiej tego nie marnotrawić nazbyt często (tak, Ona to czyta!).

A tak poważnie - brak wspisów nie oznacza, że nic tutaj nie mogłoby się w tym czasie pojawić. Choćby wczoraj przeprowadziłem fascynującą rozmowę w sklepie w dziale mięsnym:
- poproszę filet z kurczaka, pojedynczy, duży
- czyli podwójny?
- nie, nie. Chcę pojedynczy, ale niech pani wybierze z nich jakiś większy
- ale te większe są podwójne!
Zastanowiłem się jak to jasno wyjaśnić... ale to nigdy nie wróży najlepiej
- proszę zobaczyć jakie ma pani filety z kurczaka, ale pojedyncze. To będzie zbiór pojedynczych filetów. I proszę z tego zbioru wybrać jak największy filet.
Rozpormieniła się
- czyli ma być podwójny!
Mogłem się tego spodziewać...

Największe wrażenie jednak zrobiła na mnie babcia stojaca bezpośrednio przede mną. Podczas gdy kolejka w dziale mięsnym była już dość długa, obsługa pozostawała jednoosobowa. Druga ekspedientka kroiła niestety klientom sery.
- Taka długa kolejka, dlaczego nie ma więcej pracownic?
- Koleżanka sprzedaje sery obok. A więcej już nie mamy.
Babcia wróciła na swoje miejsce mamrocząc coś pod nosem
- Nie ma pracowników. Każdy szuka pracy, a oni pracowników nie mają!
Uśmiechnąłem się do niej
- Przecież nie mogą zatrudnić nowej osoby tylko po to, żeby sprzedawała coś pomiędzy godziną piętnastą a siedemnastą (tylko w takich godzinach są tutaj kolejki).
- Nie mogą, nie mogą - rzuciła babcia w przestrzeń - jakby zapłacili bardzo dużo to by się pracownik znalazł.
Piękne podsumowanie zasad ekonomicznych. Jeśli się odpowiednio dużo zapłaci, to znajdzie się pracownika gotowego robić dwie godziny dziennie... a ja jak głupi zasuwam kilka razy więcej.

A propos wcześniej wspomnianych zbiorów. I przy okazji jasnego wyjaśnienia o co mi chodzi. Na drugim roku studiów uczyłem się w czytelni o historii ekonomii. Naprzeciw mnie dwie studentki próbowały rozgryźć różnice pomiędzy podejściem kolektywnym a dystrybutywnym do grupy elementów (nie powiem: zbioru, gdyż matematycznie zbiór zawsze ma charakter dystrybutywny). Strasznie przy tym rzecz mieszając i komplikując.
Sam na studiach tego nie miałem, ale zainteresowania matematyczne robią swoje. Pierwsze kroki w teorii mnogości stawiałem jeszcze w szkole podstawowej, kiedy na gwiazdkę dostałem od rodziców książkę o zbiorach (wcale nie byli sadystami! Naprawdę świetnie się ją czytało!).
Sam problem zajmujący owe dziewczyny faktycznie był prosty.
Grupa w ujęciu kolektywnym: grupa elementów skłądowych tworząca całość, zwykle fizyczną całość
Grupa w ujęciu dystrybutywnym: grupa elementów posiadających określoną cechę.
Ewentualnie: w ujęciu kolektywnym element części grupy jest jednocześnie elementem grupy, w ujęciu dystrybutywnym już nie.
Przykład: planety układu słonecznego to grupa w ujęciu dystrybutywnym. Grupa elementów posiadających cechy: bycie planetą, krążenie wokół słońca. Jednocześnie element planety (jak choćby słynna marsjańska twarz czy zwykły głas) nie jest częścią zbioru. Bo owa twarz czy głaz nie są planetami układu słonecznego.
Grupą w rozumieniu kolektywnym może być grupa elementów tworzaca konkretny samochód. Samochód składa się z silnika, kół, foteli, itp. Jednocześnie fragment silnika (jak układ rozrządu) jest elementem samochodu.
Prawda, że proste?
To samo wtedy pomyślałem, kiedy zabrałem się za tłumaczenie tym dwóm biednym (jak się okazało) studentkom. Chciałem im tę skomplikowaną dla nich rzecz wyjaśnić tak, że po minucie same uznają ją za banalną. I nie robiłem tego by im zaimponować czy je poderwać. Absolutnie nie. Naprawdę!
No, może trochę...
Niestety z moim talentem do tłumaczenia zamiast im to uprościć tylko wszystko pokomplikowałem. I zamiast podziwu, że trudne wcześniej dla nich definicje wyjaśniam w prosty sposób, zaimponowałem im faktem, że takie skomplikowane pojęcia matematyczne są dla mnie proste i oczywiste.
Efekt niby podobny, ale poziom frustracji zupełnie inny. A wkurzałem się w (trochę) większym stopniu na siebie niż na nie. Ostatecznie zamiast wymiany numerami telefonów albo propozycji dalszych korepetycji, ale już u mnie w pokoju, uśmiechnąłem się i grzecznie (jak na moje wyczucie) uciąłem rozmowę. Wróciłem do czytania o krańcowej skłonności do konsumpcji i jej wpływie na wielki kryzys w Ameryce na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku (nie żartuję!). Zirytował mnie trochę fakt, że zamiast spróbować zrozumieć kluczowy element teorii mnogości byłem obiektem taniej kokieterii: ‘Ale Ty musisz być inteligentny, że to wszystko tak po prostu łapiesz. Ciekawe o ile mniej będę mógł opowiadać wnukom o młodzieńczych przygodach ze względu na brak odpowiednich matematycznych predyspozycji u płci przeciwnej...
06:39, venomik
Link Dodaj komentarz »