Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
piątek, 31 października 2008
Cmentarne kurtuazje
Akcja:
Cmentarz w małej wiosce, gdzie każdy każdego zna. Tam kiedyś chodziłem do podstawowej szkoły, więc teraz za każdym razem, gdy odwiedzam cmentarz, rozglądam się za znajomymi osobami.
I dziś taką osobę spotkałem.

Przedstawienie postaci:
K: Owa osoba, 50-letnia kobieta.
T: Tatko, czyli rodziciel.
J: Ja - syn, czyli czyściciel.


Akt pierwszy:
Właśnie wykonywałem swoją pracę (czyściłem grób bliżej mi nieokreślonej osoby z rodziny mojej rodzicielki) gdy zostałem zagadany:

K: Rysiu... to Ty, prawda?
J: Tak, tak - dzień dobry
K: Zmieniłeś się, ledwie Cię poznałam.
T: Na lepsze czy gorsze?
K: Zmężniał Panu syn przez tych pięć lat.
J: Od podstawówki to już osiem lat... Pani się za to nic nie zmieniła.
K: (rozpromieniona) Zmieniłam, zmieniłam, tylko już nie pamiętasz
J: Jeśli tak, to naprawdę niewiele.
K: Dziękuję :)


Akt drugi (przemieszczamy się o kilka grobów i 15 minut)
J: Tatko...
T: Tak?
J: Kim była ta kobieta?
T: Mnie pytasz? To Ty z nią rozmawiałeś.
J: Wiem, dlatego chciałbym wiedzieć z kim :)
23:43, venomik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 października 2008
Ryś miał romans. No, prawie ;)
Dzwoni domofon. Nikt się nie podnosi, lenie... podnoszę słuchawkę.

- Tak?
- To ja!
(Kobiecy głos... przez głowę przeleciały mi wszystkie dziewczyny, które tak się do mnie odzywały, ale żadna nie pasowała mi do dzisiejszego dnia. Zrobiłem to, co każdy rozsądny facet w tej sytuacji – udawałem, że nie dosłyszałem)
- Słucham?
- Miśku, to ja!
(hmm...)
- Aha, to ja już Ci otwieram i mówię Michałowi, że przyszłaś.


/A już miałem nadzieję, na jakiś romans :)
16:32, venomik
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 października 2008
Znak czasów
Najpierw, pijąc colę, rozmawiało się o szkole, Power Rangers i o tym, czy wciąż opieramy się na czterech kółkach jeżdżąc na rowerze.
Później piliśmy piwo, rozmawialiśmy o filmach, muzyce, wybierając uczelnie do której pójdziemy, opierając się na opiniach znajomych.
Następnie piło się wódkę, rozmawiało o kobietach i religii, opierając się o ścianę gdy człowiek musiał wstać. Albo o podłogę, gdy akurat chciał sobie poleżeć.
Wczoraj przyszedł czas by pijąc wytrawne wino rozmawiać o ekonomii, polityce i o tym, jaki jest sens opierania waluty na wartościowych kruszcach.

Co dalej? Brandy, rozmowy o ‘dawnych czasach’ i ‘dzisiejszej młodzieży’ i podpieranie się o laskę (która często ma 25 lat i różową mini)? Wcale mnie to nie kusi.
W tej perspektywie pociąga mnie jedynie brandy. Ale pewnych trunków w moim wieku pić po prostu nie wypada.

(dziś bez kącika muzycznego)

13:18, venomik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 października 2008
Czego nie robić rano, będąc samemu w mieszkaniu?
1. Nie wychodzić do toalety po wstaniu z łóżka, bez ubierania na siebie czegokolwiek
2. Nie śpiewać tej piosenki na głos:


Co grozi:

1. W momencie gdy będziesz w toalecie wróci współlokator. Niestety nie sam – razem ze swoją dziewczyną i jej koleżanką. Drzwi do swojego pokoju zostawi otwarte, a Ty z przerażeniem zorientujesz się, że nie dość, nie masz absolutnie nic do ubrania ze sobą, to w łazience nie ma żadnego ręcznika. Postanowisz przeczekać aż zamkną drzwi bądź wyjdą – z rozmowy wynika, że niedługo wychodzą. Umyjesz zęby, weźmiesz prysznic, ogolisz się… nic z tego, wciąż siedzą w otwartym pokoju. W końcu zrezygnowany wystawisz głowę i poprosisz współlokatora o zamknięcie drzwi. Idąc do swojego pokoju mężnie znosisz słabo tłumione chichoty.
2. Po 15 minutach wokalnych popisów okaże się, że współlokator dziś nie poszedł do pracy, został w mieszkaniu. Zważywszy na pootwierane drzwi – musiał wszystko słyszeć, jednak dzielnie znosił te muzyczne tortury. Dłużej niż przeciętny człowiek mógłby wytrzymać.

Skąd niby mogę wiedzieć? Niestety możecie mi wierzyć na słowo...
00:33, venomik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 października 2008
Sen w wielkim mieście
Niedawny powrót do Poznania był przyjemniejszy niż się spodziewałem. Oczywiście nie sama jazda pociągiem, skrajne pustki w wagonie są gorsze niż skrajne przepełnienie – na wolnych miejscach zasiada nuda. Zazwyczaj niewidzialna, ale jakże rzeczywista.
Wszelkie wyprawy pociągiem zaczynają się zawsze według utartego scenariusza. Najpierw znaleźć odpowiednie miejsce. Położyć torbę i plecak tak, by nikomu nie przeszkadzać. Wypowiedzieć zaklęcie „Przepraszam, czy mogłabyś popilnować mojej torby? Za chwilkę wrócę” (jakoś zawsze bardzie ufam kobietom). Później pobliskie stoisko z gazetami (lub czasopismami). Oglądam przez 10 minut kolejne pozycje, udając przed samym sobą wahanie. Newsweek, Forbes, Playboy, Auto tuning świat, Enter… ok, wszystkie okładki już za mną.
I tak na koniec zawsze wybieram pomiędzy dwiema pozycjami: Nowa Fantastyka bądź Focus. Przeglądam spisy treści – tym razem bardziej zaabsorbowała mnie Nowa Fantastyka. Dorzucam wodę mineralną i czuję się wystarczająco uzbrojony na powrót do Poznania.
Tyle tytułem wstępu.
Co później? Obowiązkowy bilard ze znajomymi. Słowo ‘tęskniłam’ z kobiecych ust zawsze wywołuje radość na twarzy (i nie tylko). Pominę tylko skrajną niegościnność poznańskich bilardzistów – kolejnymi wygranymi partiami próbowali podkopać moją bilardową pewność siebie i zaufanie wobec kątów (oczywiście nieskutecznie), jedna Pauli postanowiła ratować mój honor, unikając wbijania swoich bil… dziękuję :)
I tak znów znalazłem się w Poznaniu.
W mieście, gdzie o 2 w nocy można wyjść do sklepu po cappuccino.
Gdzie w deszczowym zmroku miło jest szukać sprzedawcy biżuterii.
Gdzie sam deszczowy zmrok dodaje uroku i kolorów, a słoneczny poranek budzi dźwiękami ‘muzyki’ techno z sąsiedniego bloku.

Mawia się, że pierwsza miłość zawsze będzie miała swoje miejsce w sercu. W moim – tuż obok – będzie pierwsze wielkie miasto.

A skoro już o moim ulubionym mieście mowa – przyznam się, że należę do tych wyjątków, które z reguły mogą pochwalić się czymś jednym ulubionym.
Ulubiona piosenka, ulubiona książka, ulubiony film czy ulubiony kolor na kostce Rubika.
Skoro poznaliście moje ulubione miasto – czas wielki na ulubioną piosenkę.
Posłuchajcie:

22:18, venomik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 26 października 2008
W chowanego inaczej
Rodzinna impreza. W przerwie oglądania meczu Juventusu zerkam do pokoju gościnnego jak się wszyscy bawią.

-    Ryś, dzieci nakablowały na Ciebie!
-    Za co?
-    Nie chcesz się z nimi bawić w chowanego!
-    Jak to nie? Schowałem Julie do szafy!


To moja autorska wersja zabawy w chowanego. Pochować dzieci i obejrzeć mecz. Skuteczność gwarantowana :)
01:11, venomik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 października 2008
Petycja o przywrócenie raju
Kilka osób wczoraj zaskoczyłem dość głupim (ponoć) pytaniem.
„Czy wiesz dlaczego Adam i Ewa zostali wygnani z raju?”
Wszystkie odpowiedzi takie same – za zjedzenie owocu z zakazanego drzewa. Dwie osoby mnie wyśmiały za niewiedzę (nie wypierałem się jej, póki co), w tym jedna za pomocą czterech różnych emotek na gg :)
Przyjmowałem wszystko z miną niewiniątka.
Skąd pomysł i skąd ‘niewiedza’? Przyznaję, że nie pierwszy raz tak robię. Jako ateista nie byłbym sobą, gdybym nie próbował popisać się od czasu do czasu odrobiną wiedzy z zakresu religii katolickiej.
Ale dość mych słów. Odnieśmy się do natchnienia.
Tego Boskiego:

Rdz, 3, 22-24:
„I rzekł Pan Bóg: Oto człowiek stał się taki jak my: zna dobro i zło. Byleby tylko nie wyciągnął teraz ręki swej i nie zerwał owocu także z drzewa życia, i nie zjadł, a potem żył na wieki!
Odprawił go więc Pan Bóg z ogrodu Eden, aby uprawiał ziemię, z której został wzięty.
I tak wygnał człowieka, a na wschód od ogrodu Eden umieścił cheruby i płomienisty miecz wirujący, aby strzegły drogi do drzewa życia.”


Swoją drogą, do tej pory zawsze uważałem, że Cheruby (Cherubini) to małe i słodkie aniołki.



Ale nie Ci biblijni:


"Istota biblijna, zazw. przedstawiana z wielkimi skrzydłami, ludzką głową i zwierzęcym ciałem, uważana za strażnika miejsc świętych i sługę Boga"
"Gdy szły, słyszałem poszum ich skrzydeł jak szum wielu wód, jak głos Wszechmogącego, odgłos ogłuszający jak zgiełk obozu żołnierskiego. Ich całe ciało – plecy, ręce, skrzydła [...] u wszystkich wypełnione były oczami"


Zastanawiam się tylko czy Wąż skusił Ewę na odpowiedni owoc. Lepszy owoc z drzewa poznania dobrego i złego czy ten z drzewa nieśmiertelności? Czy życie, choćby nawet wieczne, bez rozróżniania dobra i zła nie byłoby śmiertelnie nudne?
I najważniejsze: skoro ludzie nie rozróżniali wówczas dobra i zła - jak mogą być karani za coś złego? Podpiszecie moją petycję o przywrócenie raju? :)

I na koniec: kącik muzyczny. Nie tak fajna piosenka jak wszystkie poprzednie, ale skoro już piszę w internecie o Bogu to pasuje jak ulał.



Tylko za to "kliknąłem w klawiaturę" mam ochotę skazać Mogielnickiego na codzienne słuchanie Radia Maryja.

Prosze o przymrużenie jednego oka na czas czytania tekstu.
O tak: ;)
22:22, venomik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 października 2008
Studenckie życie
Mówi się, że studenckie mieszkanie można rozpoznać dość łatwo. Poza podstawowym wyposażeniem:
- ściany
- sufit
- meble
- internet
są tez inne, zdawałoby się, niezbędne elementy:
- alkohol
- kobiety
- bałagan

Mieszkam w studenckim mieszkaniu. Teoretycznie.
Alkoholu się u nas zbyt często nie pija, ot, piwko do meczu, właściwie to wszystko. Jeśli człowiek chce coś wypić – wychodzi do pubu, a nie do sklepu.
Kobiety – jeden z nas ma stałą dziewczynę, drugi komputer i Call of Duty, a ja... cóż, jeśli dowolna przedstawicielka płci pięknej mnie odwiedzała, to raczej nie z zamiarem noclegu. A jeśli została, to naszą „bliskość” najczęściej wyznaczała odległość pomiędzy komputerem a łóżkiem. Ona spała w łóżku, ja stukałem na klawiaturze... To długa historia*
Zostaje bałagan. Coś, w czym potrafiliśmy odnaleźć nasze studenckie powołanie. Skoro nie udaje się nam w kobietach i alkoholu – cóż więcej nam pozostaje? A muszę przyznać, że momentami osiągaliśmy w tej dziedzinie aż nadto.
Aż tu tydzień temu... nie, najpierw dygresja.
Znacie uczucie Deja Vu? Dziwne wrażenie, że to co mamy przed oczami już gdzieś widzieliśmy, może trochę inaczej to wyglądało, ale podobieństwa są uderzające.
Otóż ja od tygodnia takiego uczucia doświadczyłem wielokrotnie... Wchodzę, patrzę półprzytomnie, przekonany, że obraz wygląda dziwnie znajomo...
Tak! To przecież nasza kuchnia! (dociera to do mnie po chwili) Tylko jest czysto i ciężko ją poznać :)
Nic się nie przykleja do stóp, naczyń nie trzeba odrywać od blatu, a śmieci nie grożą procesem, gdy się je wyrzuca.
Jakby rzeczywistość alternatywna. I trwa już pełen tydzień...
Co nas podkusiło? Nie mam pojęcia. Ale już pobieramy opłaty za wstęp do naszej kuchni (niczym do muzeum), bo 90% znajomych postanowiło zobaczyć to na własne oczy. Niewierni.


* zawsze gdy ktoś wspomina o długiej historii, możemy być pewni, że jest ona krótka. Ta podobnie – do opowiedzenia w jednej linijce. Określenie ‘długa historia’ to jedna z nierozwiązywalnych zagadek ludzkości. Podobnie jak z przesądami, najgorzej nie jest rozsypać sól ani zobaczyć czarnego kota przebiegającego przez ulicę. Najgorzej jest usłyszeć od kogoś: ‘to Twój szczęśliwy dzień’. Po tym można spodziewać się tylko najgorszego.

22:52, venomik
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 października 2008
Nie lekceważ mocy Gazety
Nie tak to miało wyglądać.
Planowałem mały prezent dla osoby, która będzie miała okazję jako 1000 unikalny użytkownik odwiedzić moją stronę.
Forma niespodzianki dla mnie również była zagadką, a wiele zależało od tego, kto tym szczęśliwcem zostanie. O jednej możliwości jednak zapomniałem. Wróciłem do Poznania, skorzystałem z obcego komputera i...
Oto widok:

Cóż, może przy innej okazji.
Kolejna kwestia:
Zgodnie z obietnicą – kilka obrazków na temat mojego dawnego romansu z stroną główną.
Wygląda to tak:


(odwiedziny unikalne)


(wszystkie odwiedziny)

Dwa 'nieco' większe paski symbolizują dni gdy wisiałem na gazeta.pl.
I na koniec:
Skoro mam okazję, pochwalę się kolejną perełką znalezioną w folderze z muzyką The Doors. Działa na mnie hipnotyzująco. Potrafię przez chwilę wpatrywać się ślepo w ścianę gdy piosenka płynie z głośników.
Co w niej takiego? Wokal rodem z pijackiej tawerny, podkład dźwiękowy bogaty niczym kultura Leppera oraz obowiązkowe oklaski (na nich wzorował się Rubik). To połączenie nie mogło się udać.
Ale to The Doors. Ich to nie dotyczy:




A teraz prawdziwy sens istnienia tego wpisu:
a) chciałem się podzielić piosenką
b) jeśli komuś nie działa piosenka, powinien odświeżyć stronę. Najczęściej pomaga.
c) jeśli to nie pomogło to wystarczy kliknąć na napis pod piosenką, przeniesie na odpowiednią stronę. Tam musi działać.
/bo niestety dostałem kilka głosów, że muzyka nie działa
21:13, venomik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 października 2008
Nastrojowo.
Piątkowy wieczór. Rzekomo najbardziej imprezowe godziny  w trakcie tygodnia. Mimo deszczu poznański rynek tętni życiem… zapewne.
Nawet przez pewien czas chciałem zostać kropelką adrenaliny, wnieść swój mały wkład do tego tętna. Wielkie miasta w deszczową pogodę są… piękne. Po prostu piękne.
Później jednak mi przeszło. Jeśli mam ochotę zmoknąć i zmarznąć to o wiele łatwiej będzie wziąć prysznic i otworzyć okno (gdzieś mnie codzienność chwyciła w swoje szpony).
Na wieczorny chłód jest prosty przepis: piwo, miód, laska cynamonu, goździki. Choć wrzucenie tego wszystkiego do garnka i postawienie na gazie jest pomysłem fatalnym.
Uwielbiam grzańce. Zimowe wyjścia do kawiarni zawsze nęciły mnie smakiem grzanego wina/piwa czy pitnego miodu z korzennymi przyprawami. Rozgrzewa, rozwiązuje język, wprowadza miłą atmosferę. Gdybym tylko mógł nosić grzańca w termosie na wszystkie wypady ze znajomymi – byłbym królem towarzystwa.

Przy okazji pochwalę się moim znaleziskiem. Nastrojowa piosenka, idealnie pasująca mi do zawartości kubka. Znaleziona, jak to bywa z największymi skarbami, przypadkiem. Podczas udawania, że sprzątam bałagan na komputerze.
Posłuchajcie sami:


My Music - Love street
Dlaczego mi nie działa?!


(tym wpisem chciałem tylko zaznaczyć mój powrót z zaświatów. Krótka nieobecność spowodowana była awarią internetu. Coś bardziej konkretnego pojawi się w przyszłości. Najpierw jednak zademonstruję Wam potęgę Gazety)
23:03, venomik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2