Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
poniedziałek, 28 września 2009
Wróciłem
Wróciłem.
Zostawiłem za sobą rodzinne strony i wróciłem do Poznania (i na bloga, wciąż nie mogę się przemóc by coś więcej napisać będąc w domu). Chwilowo tęsknić nie będę.
Nie, żebym marudził – w sumie kogo rodzice po 2 tygodniowej rozłące witają kolacją na stole i piwem w lodówce? 
Ale ja przecież nie dla przyjemności podniebienia wracałem do domu. Powody były dwa: naprawić film z wesela i oczywiście wykopki.
W dzień w polu, wieczorem przed komputerem – próbując dojść do tego jak coś zrobić, a później żmudnie dzielić film na części i edytować każdą z osobna. Mrówcza praca, nie lubię takich.
No, ale nie marudzę. W końcu coś z tego pobytu w domu wyniosłem. I to sporo… choćby komplet sztućców (w zasadzie same noże i łyżeczki, bo tych najwięcej nam w Poznaniu brakowało). Albo trzy kartofle – bo obiecałem Pannie P. że jej przywiozę. Prosto z babcinego pola, przeze mnie z ziemi wybrane.
No i górę jedzenia. Rodzice jeszcze nie pozbyli się nawyków dokarmiania syna – dostałem więc na drogę masę serków, wędlin, warzyw, surówkę czy wielki kawał gotowanego mięsa. I pół butelki słodkiego vermoutha. Tego właśnie popijam, obowiązkowo wyciskając do niego sok z cytryny. Inaczej się po prostu nie da.
00:27, venomik
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 września 2009
Roczek
To już roczek.
A zleciał... właściwie to powoli zleciał. Więc żadne już - dopiero roczek. A będzie więcej.


23:38, venomik
Link Komentarze (6) »
Kruche rogaliki
Pieczone wyłącznie na specjalną okazję. Pełna porcja to około 100 rogalików i 5 godzin pracy. Pół porcji - rogalików 50, pracy tak z 3 godziny.

Zaczynamy:



Składniki (pełna procja):
- 1 kg mąki tortowej
- dwie kostki margaryny do pieczenia
- śmietana (najlepiej łaciata, ale nigdzie nie było)
- drożdże
- dwa opakowania cukru wanilinowego
- trochę cukru/mleka do rozpuszczenia drożdży
- czekolada/konfitury/marmolada - do nadziewania



Mąka, cukier wanilinowy, margaryna + drożdże. To wszystko mieszamy i wyrabiamy i wyrabiamy i wyrabiamy...
Trochę to trwa, po drodze przychodzą chwile zwątpienia... nie poddawajcie się :)



A tak wygląda wyrobione i latające ciasto.



Wrzucamy na godzinę do wyrośnięcia. Tak ciasto wygląda na początku...



... a tak godzinę później.



Sypiemy na blat mąkę, wałkujemy, by ciasto było naprawdę cieniutkie. Po czym wykrawamy trójkąty równoramienne.
Przy podstawie nakładamy trochę nadzienia.



Dalej postępujemy zgodnie z obrazkami. Po kilku rogalikach nabiera się odpowiedniej wprawy.



Tak powinny wyglądać rogaliki po zawinięciu.



A tak po upieczeniu. 180 stopni, kilkanaście minut. Może dłużej.
Lepiej patrzeć na rogale, nie na zegar.

Oczywiście po tym warto rogale posypać cukrem pudrem, polać lukrem albo nawet na to dodać trochę wiórków kokosowych. Wszystko zależy od inwencji.
Powodzenia!
W pociągu

A ta pani ma takie same cycuszki jak Ty - komentarz 5-latki do swojej mamy na widok dosiadającej się naprzeciwko kobiety z dużym dekoltem :)

21:14, venomik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 września 2009
Umarł Mózg
Moja myszka.
Przeszukałem komputer w poszukiwaniu jej zdjęć, ale niestety wszystkie przepadły przy awarii dysku. Szkoda, wielka szkoda.
Myszka zmarła prawdopodobnie ze starości – średnia długość życia wynosi w granicach 2 lat, a Mózg miał już trochę ponad, powoli gubił sierść i stawał się coraz mniej ruchliwy.
Pamiętam jak go oswajałem. Po kilku podróżach pociągiem w pojemniku (myszy tego strasznie nie lubią) bał się mnie coraz bardziej. Brałem więc jego ulubiony smakołyk (pestki słonecznika albo dyni), kładłem na dłoni i trzymałem w terrarium tak długo, jak musiałem. Czasami 5, czasami 20 minut w zupełnym bezruchu. Mysz początkowo podchodziła bardzo nieufnie. Wyczuwała zapach, ale bała się zbliżyć. Po chwili zwabiona okrążała dłoń i uciekała. Wracała, chodziła niepewnie dookoła i znów uciekała. I tak wiele razy, z każdym powrotem okazując coraz większa pewność wobec nieruchomej dłoni. Podchodziła bliżej, dotykała wąsem, stawiała niepewnie łapkę, wchodziła obiema… i kiedy już ręka mi cierpła – porywała jedno ziarno i uciekała do swojej kryjówki.
Po kilku tygodniach takich zabaw Mózg już całkiem oswoił się z moją obecnością. Wybierałem wówczas jak największa pestkę dyni, łapałem mocno pomiędzy palce i wkładałem do terrarium. Podbiegał szybko, chwytał w zęby i... piszczał wściekle nie mogąc wyrwać. Zapierał się mocno o podłoże, później nawet przednimi łapkami o moje palce i szarpał z całych sił. I kiedy wreszcie puściłem – koziołkował do tyłu. Momentalnie wstawał, chwytał upuszczone ziarno i czmychał jak najdalej mógł. Czyli do narożnika terrarium, 25 cm dalej.
Tak… to była naprawdę pocieszna mysz.

Ale najbardziej w tym wszystkim rozczuliła mnie reakcja mamy. Na początku uważała mysz za coś obrzydliwego, ale z czasem niesamowicie się z nią zżyła. Jak była w domu – nie pozwalała mi jej zabrać do Poznania. Przychodziła do niej, bawiła się, karmiła…
A jak zmarła – nie mogła się z tym pogodzić.
Ale dlaczego zmarła? Po co? Nie powinna była umrzeć. W ogóle zwierzęta nie powinny umierać, nie tak szybko. Ani nie po tym, jak się z nimi zżyje. To bez sensu. Dlaczego ona umarła?!
Dawno nie miałem tak wielkiej ochoty podejść i tak po prostu ją przytulić. 

02:11, venomik
Link Komentarze (6) »
niedziela, 06 września 2009
Pierś z indyka w sosie musztardowo-chrzanowym
Zgadnijcie jaki dziś będzie foto-przepis? :)

Ponoć indycza pierś nie jest wdzięcznym tematem do gotowania. Potrzeba większych umiejętności lepszego przepisu. Nie wiem na ile ta obiegowa opinia jest rzeczywiście prawdziwa ale sam chyba z rodzinnej kuchni wyniosłem przeświadczenie, że pierś z indyka jest na specjalne okazje. Bywała rzadko i wyłącznie w wymyślnej formie.
Przez lata samodzielnego gotowania też nigdy nie wziąłem piersi z indyka, nie pokroiłem w kawałki i po prostu nie usmażyłem na patelni. Mam dla niej swego rodzaju... szacunek? Jakkolwiek brzmi to śmiesznie - tak właśnie jest.

Poniższy przepis jest bardzo fajny. Szybki, tani, smaczny. I prosty. Banalnie prosty - każda łamaga może po niego sięgnąć.



Składniki:
- pierś z indyka pokrojona w plastry
- musztarda
- chrzan
- jogurt naturalny
- cebula
+ przyprawy. Wedle gustu.



Tworzymy sos. Na 200g jogurtu naturalnego dajemy 3-4 łyżki musztardy i 3-4 łyżki chrzanu. Po czym mieszamy, aż dotaniemy...



... mało apetyczną breję. Taką jak na powyższym zdjęciu.



Piersi z indyka rozbijamy na cienkie plastry i przyprawiamy.
Ja oczywiście zapomniałem o rozbiciu, więc te na zdjęciu są zdecydowanie za grube. Po tłuczek sięgnąłem dopiero po zrobieniu zdjęcia.



Cebule szatkujemy, wrzucamy na patelnię i posypujemy solą/vegetą. Trzymamy chwilę, aż przybierze rumiany odcień.



Piersi podsmażamy na cebuli po 2 minuty na każdej ze stron. Dość szybko powinny przybrać biały kolor.



Po podsmażeniu zalewamy wodą. Powinna ona sięgać tak wysoko jak same piersi. Przykrywamy i dusimy 10 minut.



Po 10 minutach dodajemy sos. Przez 5 minut dusimy pod przykryciem, po czym sprawdzamy stan piersi. Powinny już byś odpowiednio miękkie. Jeśli nie - dusimy dalej. W przeciwnym razie zdejmujemy pokrywkę i czekamy kilka minut, aż z sosu odparuje woda i stanie się on odpowiednio gęsty.



Przełożyć na talerz, udekorować (jeśli mamy gościa) albo zjeść od razu.
Smacznego!
sobota, 05 września 2009
Tajemnice języka polskiego
Spostrzegawczość:

W czasie jazdy samochodem nad jezioro:
Panna P: To już jest nasza plaża?
Ryś: ???
Ryś: Nie, to wysypisko śmieci


Subtelność:

Ze względu na moją nieobecność w Poznaniu szukanie nowej osoby do zwolnionego pokoju spadło na barki współlokatora. Relacje otrzymuję jedynie telefonicznie
Współlokator: Więc już wszyscy chętni obejrzeli. Niby wszyscy fajni, ale najlepsze wrażenie zrobiły dwie osoby. Jeden chłopak i jedna dziewczyna.
Ryś: Mi to obojętnie. Poza tym Ci ufam, wiec wybierz osobę, która bardziej Tobie odpowiada
Współlokator: Tak sobie myślałem, żeby tym razem dla odmiany wziąć sobie dziewczynę do mieszkania?


Bezczelność:

Zapomniałem dziś o wizycie u dentystki. No, w pewnym sensie - byliśmy umówieni razem z siostrą, a ja nie chcąc wytężać pamięci od razu założyłem, że to Iwona będzie pamiętać. A tu nici, siostra zrezygnowała, a dziś dentystka po 30 minutach czekania zadzwoniła po mnie. Zrobiła wykład mojej mamie, która miała pecha odebrać telefon, że ona opiekuje się trójką dzieci (przyjmuje w domu) i nie lubi zmieniać godzin przyjęć. Mamie zrobiło się głupio, więc mi się oberwało po uszach (i słusznie). Ale szybko wskoczyłem w samochód i pojechałem.
Po powrocie od dentystki sytuacja dokładnie ta sama

Mama: No jak mogłeś zapomnieć?
Ryś: Dobrze, mamuś, zapomniałem, przeprosiłem ją. Nic strasznego się nie stało.
Mama: No jak nie?!
Ryś: Każdemu się zdarza zapomnieć.
Mama: Mi się nie zdarza!
Ryś: (i tu miałem kilka przykładów na końcu języka, ale powiedziałem krótko) Tobie też
Mama: Nie! Mi nigdy.

Westchnąłem i poszedłem do kuchni. Do taty. Który był w wybitnie radosnym nastroju.
Ryś: Co Ciebie tak rozbawiło?
Tatko: Mnie? Zuuupeeełnieee niiiccc
Uwierzyc się w to nie dało, ale wzruszyłem ramionami
Ryś: A mama dlaczego wciąż w domu? Nie miała jechać na 12 na konferencje, szykowała się rano.
Tatko: Miała jechać, faktycznie
Ryś: Więc dlaczego jest w domu?
Tatko: Bo zapomniała, że konferencja jest na 10, a nie na 12.

20:11, venomik
Link Dodaj komentarz »