Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
I love Samba
Wróciłem!
Zmęczony, niewyspany, z obolałymi stopami i ani odrobinę nieopalony. Jakoś nie było okazji :)
Były ważniejsze sprawy na głowie.

Więcej napiszę w przyszłości. Póki co nadrabiam zaległości w wiadomościach o Juventusie i obowiązkach (w tej właśnie kolejności). I zbieram siły - za trzy tygodnie kolejny intensywny kurs, tym razem w Poznaniu - dwadzieścia godzin tańca w cztery dni (teoretycznie).

I słucham samby. Wystarczyło wprowadzić odrobinę figur i człowiek od razu pokochał ten taniec. A przy okazji muzykę :)

ps: jak najlepiej leczyć pęcherze? Kiedyś nawlekałem igłę namoczoną w alkoholu, przebijałem pęcherz i zostawiałem samą nitkę. Ale jakoś mnie nie ciągnie, żeby to powtórzyć na tych 10 pęcherzach jakich się nabawiłem na stopach...
20:36, venomik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 sierpnia 2010
Atrybut męskości, czyli Rysiowego bloga (nie)wrogie przejęcie, część 2
Nie pytajcie jak, nie pytajcie skąd. Po prostu jest. Oto najnowsza notka Ryszarda. Bez cenzury!


Jak pisałem wcześniej – czwartkowy wieczór sponsorowany był przez literkę C. Jak węgiel. Ten, który wraz z tatą i sąsiadem wrzucaliśmy do jego kotłowni. Odprężająca praca.A jeszcze bardziej odprężający był prysznic.Ale też nie o tym chciałem pisać.Parę minut po 20 wpada do nas sąsiad z prośbą, żeby go zawieźć do sklepu, jak tylko się uszykuje. Sam oczywiście ma prawko, ale bał się, że policja może mu je zabrać. W końcu wcześniej wrzucał węgiel. A tu jest Polska, tutaj się fizycznie na trzeźwo nie pracuje.Kwadrans później sąsiad przychodzi z niewyraźną miną i zwraca się, ni to do mnie, ni to do mojej Rodzicielki:- Jednak nie musicie mnie zawozić do sklepu- Dlaczego?- Moja małżonka pojechała na ploty i zabrała mój ostatni atrybut męskości.Ale jak, przecież nie wyjechała z pilotem od telewizora?- Czyli co wzięła?- Moją kartę do bankomatuAha.Tutaj wtrąciła się mama:- Ale to przecież nie jest Twój ostatni atrybut męskości!- Ostatni, ostatni… wcześniejsze zabrała mi najdalej dwa lata po ślubie:)
Nie pytajcie jak, nie pytajcie skąd. Po prostu jest. Oto najnowsza notka Ryszarda. Bez cenzury!

Jak pisałem wcześniej – czwartkowy wieczór sponsorowany był przez literkę C. Jak węgiel. Ten, który wraz z tatą i sąsiadem wrzucaliśmy do jego kotłowni. Odprężająca praca.
A jeszcze bardziej odprężający był prysznic.
Ale też nie o tym chciałem pisać.
Parę minut po 20 wpada do nas sąsiad z prośbą, żeby go zawieźć do sklepu, jak tylko się uszykuje. Sam oczywiście ma prawko, ale bał się, że policja może mu je zabrać. W końcu wcześniej wrzucał węgiel. A tu jest Polska, tutaj się fizycznie na trzeźwo nie pracuje.

Kwadrans później sąsiad przychodzi z niewyraźną miną i zwraca się, ni to do mnie, ni to do mojej Rodzicielki:
- Jednak nie musicie mnie zawozić do sklepu
- Dlaczego?
- Moja małżonka pojechała na ploty i zabrała mój ostatni atrybut męskości.
Ale jak, przecież nie wyjechała z pilotem od telewizora?
- Czyli co wzięła?
- Moją kartę do bankomatu
Aha.

Tutaj wtrąciła się mama:
- Ale to przecież nie jest Twój ostatni atrybut męskości!
- Ostatni, ostatni… wcześniejsze zabrała mi najdalej dwa lata po ślubie
:)

08:55, venomik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 sierpnia 2010
O strasznych skutkach picia kawy, czyli Rysiowego bloga (nie)wrogie przejęcie, część 1

Stało się. Nasz drogi gospodarz wyruszył na daleką północ, by tam, poza wszelką cywilizacją (bo jak inaczej nazwać brak dostępu do Internetu) móc swobodnie oddawać się przedziwnym rytuałom (raz-dwa-trzy-cza-cza, raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy i inne tym podobne).

Beztroska, z jaką autorzy blogów potrafią opuścić swoich czytelników, napawa mnie przerażeniem. Świadczy o zupełnym braku wyobraźni. Warunkiem dobrze rozpoczętego dnia jest przecież nowa, błyskotliwa notka przeczytana na ulubionym blogu do porannej kawy.

A jeśli notki nie ma? Cóż, wtedy należy się liczyć z tym, że czytelnik może nie unieść emocjonalnego ciężaru...


09:03, venomik
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Pożegnanie
Z obiecanych sobie stu kilometrów biegu przed obozem nie wszystko wyszło. Dokładnie skończyło się na 84,5 kilometrach. Brakujących piętnaście usprawiedliwiam tańcem, tenisem stołowym, ziemnym i pływaniem. I wiarą w moją kondycję. Nie powinno być źle. Ale kciuki możecie potrzymać ;)
Tydzień nowych kroków, figur, techniki, trzymania i prowadzenia. Nawet pogoda zdaje się dopisywać (jak wspominałem Owcy), bo w prognozie zapowiadają deszcze. Oby tak zostało.
Wiem, że inni mają plany na pływanie, zwiedzanie, spacery i imprezowanie. Ale co tam, jestem egoistą. Jadę się uczyć tańczyć :]

Powrót za tydzień, wbrew pozorom, nie oznacza ciszy na blogu. Więc możecie śmiało zaglądać.
Nie, nie jestem uzależniony i nie mam zamiaru szukać w Mrzeżynie kafejki internetowej. W końcu są osoby na które zawsze można liczyć.
Nawet jeśli zwykle nie ma okazji.

A po powrocie obiecuję relację i nawet kilka zdjęć wrzucę.
Do zobaczenia!

01:33, venomik
Link Dodaj komentarz »
Wiedza rodzinna
Siedząc ostatnio w ubikacji niechcący podsłuchałem rozmowę mojej mamy przez telefon. Dzwoniła ciocia.
- Nie, nie można. Rysiu w niedziele wyjeżdża.
- Nad morze jedzie.
- Nie, obóz taneczny.
- Obóz taneczny
- Tak, taneczny. Czego nie rozumiesz?
- Oczywiście, że będzie tańczyć.
- Osiem godzin dziennie
- Tak, Rysiu
- No poważnie przecież mówię!
- Nie rozumiem dlaczego miałabym żartować.

:)
Jak miło wiedzieć, że rodzinka mnie jednak dobrze zna.

01:00, venomik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 sierpnia 2010
Nikt mnie nie słucha
Spędzenie kilku dni w rodzinnym miasteczku z reguły skutkuje stanem chorobowym: przewlekłą nudą. Łatwo dojść do momentu gdzie opowiedziało się wszystko, obgadało wszystko, wszędzie było i wszystko zrobiło.
Taki stan może się różnie objawiać. A jak na takiego lenia jak ja – czasami bardzo dziwnie.
- Gdzie jest tata?
Mama zajęta opalaniem jest stracona dla reszty świata.
- Mamuś, gdzie jest tata?
- Co?
- Pytałem gdzie jest tata...
- Poszedł do sąsiada, będą węgiel wrzucać.
- Aha. To ja pójdę zobaczyć czy nie potrzebują pomocy. I tak nie mam nic lepszego do roboty.
Rodzicielka nawet nie próbowała udawać, że mnie słucha.

- Cześć tatko, pomóc Ci?
- A chce Ci się?!
- I tak nie mam co robić, więc mogę Ci trochę pomóc przecież.
- To chwytaj gable i wrzucaj węgiel na taczki!
- Daj mi kilka minut, muszę się jeszcze przebrać.

Wracam do domu, przechodzę obok rodzicielki…
- Może pójdziesz im pomóc?
Spojrzałem na nią tylko.
- Przebierz się i pomóż im trochę. Gorąco jest, przyda im się.
Westchnąłem. W tym domu nikt mnie nie słucha…
- Tylko nie mów im, że to był mój pomysł. Powiedz, że sam przyszedłeś.
… i się wcale z tym nie kryje.

Reszta przebiegła zgodnie z polskimi standardami. Gdzie pracuje fizycznie trzech mężczyzn, zawsze kończy się tak samo…
Po 5 minutach pracy zrobili sobie przerwę na papierosa. Ja nie palę, więc wrzucałem dalej.
Po kolejnych 5 minutach pracy zachciało im się piwa. Niestety nie mieli, więc ktoś musiałby do sklepu iść. Zrobili sobie przerwę na papierosa by to obgadać. Przyszła rodzicielka, posłuchała ich, ale nie skomentowała.
Znów pięć minut pracy, wróciła rodzicielka. Bez piwa, ale z wódką. Nikt oczywiście nie protestował.

A mi nawet lepiej się pracowało bez nich.

13:49, venomik
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 sierpnia 2010
Poranek
Środowe poranki w rodzinnym miasteczku przebiegają zawsze tak samo. A wszystko przez to, że miasto jest zielone, a władze gminy przyjazne (czytaj: mnóstwo mieszkańców ma trawniki, a radni lubią swoje stołki).
Efekt jest taki, że co środę pomiędzy 12 a 13 przez miasto przejeżdża traktor i zbiera (za darmo!) wystawione przed domy worki ze skoszoną trawą. Gmina to wszystko utylizuje; wcześniej wszyscy wyrzucali gdzie popadnie. Najczęściej wywozili do lasu albo wrzucali do rowów.
Niestety, podobnie jak miasto, ludzie też są zieloni i planować nie potrafią. Choć termin stały, to właśnie w środy o 8 rano odzywają się wszystkie okoliczne kosiarki, byle tylko zdążyć na czas. I spać nie można.
Jak tylko udaje mi się o tym pamiętać, to mam zamiar iść wcześniej do łóżka i zamknąć okno (sąsiad ma trawnik tuż pod moim pokojem). Tylko, że jeszcze nigdy nie udało mi się zapamiętać ;) 
Wczoraj było trochę inaczej. Oczywiście zapomniałem o wszystkim i poszedłem spać o 3 w nocy, siedząc wcześniej przed kompem nad obowiązkami. A okno zostawiłem otwarte.
O 6.30 zszedłem do ubikacji. Niechcący obudziłem kota, który spał w pokoju obok. Kota, który przez blisko 20 dni był głównie zamknięty, bo rodzice byli na wczasach. Odwiedzała go tylko babcia i kuzynka. I już oczywiście nie dał mi spać. Miauczał tak przeraźliwie, że wziąłem go do siebie do pokoju. Miałem nadzieję, że to mu wystarczy. Nic z tego… ja próbuję spać, a on wskakuje mi do łóżka. Wciska swoją głowę pod moją rękę. Mam go głaskać. Poświęciłem mu dziesięć minut, wymruczał się (miałem nadzieję) i odstawiłem na podłogę. Po chwili usnąłem…
Najpierw własnym mokrym nosem dotknął mojego. Wciąż śpiąc odepchnąłem go delikatnie.
Wrócił, tym razem szturchając mój nos swoją łapą. Ostentacyjnie odwróciłem się na drugi bok. Przeskoczył nad moją głową i znów zaczął mnie zaczepiać, dotykając i liżąc moją twarz. Odwróciłem się ponownie, przysuwając głowę możliwie blisko ściany.
Ugryzł mnie w ucho!
Koniec, popłakałem się ze śmiechu. Wygłaskałem ile tylko chciał (a chciał dużo) wciąż chichocząc nad jego talentem, po czym jak odszedł znudzony, opadłem zmęczony na poduszkę.
Dwadzieścia minut później odezwały się kosiarki…
03:01, venomik
Link Komentarze (1) »
środa, 11 sierpnia 2010
Prezent
Moi kochani rodzice nie przestają mnie zaskakiwać. 
Dziś wrócili z nadmorskich wczasów. Spędzili tam ponad dwa tygodnie, więc przyjechali brązowi, wypoczęci i, co najważniejsze, z prezentami dla rodziny. Na przykład dziadek dostanie lokalne piwo, niedostępne u nas. Siostra... zapomniałem co mają dla niej.
Ja natomiast dostałem małą butelkę wody źródlanej 'Licheńska', którą sobie właśnie piję.
A żebyście mieli pełny obraz - nad morze mamy kilkaset kilometrów. Do Lichenia 15 :|
01:12, venomik
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 sierpnia 2010
Wpis sponsorowany

AngeeJeżeli szukasz profesjonalnego masażysty na terenie Poznania, to zapraszam do skorzystania z moich usług. Świadczę usługi profesjonalnego masażu na terenie Poznania z wykonaniem usługi masażu bezpośrednio w domu u klienta.
Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom moich klientów w ofercie masażu znalazły się:
- masaż relaksujący
- masaż klasyczny
- masaż pobudzający*

Na tę chwilę przyjemności na pewno Cię stać.
Dojazd do klienta gratis! Masaż wykonuję również w swoim mieszkaniu.

Konkurencyjne ceny i rabaty!
W razie pytań proszę kontaktować się telefonicznie.
605651899

 

Od siebie dodam, że masażystka jest bardzo sympatyczna i ładna, więc chyba mogę z czystym sumieniem polecić ;)

*masaż pobudzający to leczniczy, regenerujący, pobudzający głębsze tkanki. Żebyście, panowie, nie myli rozczarowani ;)
00:40, venomik
Link Komentarze (2) »
środa, 04 sierpnia 2010
Spokojnie, tylko spokojnie...
Wytrzymuję różne głupoty ludzi. W tym fakt, że na Facebooku dziewczyna zaprosiła mnie do grona znajomych, jak wyjaśniła po moim pytaniu, tylko dlatego, że moja mama udzielała jej ponoć korepetycji z matematyki. I prawdopodobnie nigdy się w życiu nie spotkaliśmy.
Ale jest coś mnie ostatnio szczególnie wkurza.
Szlak to droga, ścieżka. A także sposób myślenia, jak podpowiada słownik.
Więc na litość boską...
Szlag! Szlag to właśnie jest kurwica. Nie trafia Was droga, nie trafia Was trasa, ani tym bardziej nie jest to określony sposób myślenia. To kurwica Was trafia. Szlag. SZLAG!
01:06, venomik
Link Komentarze (5) »