Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Jak było?
Po sobotnim spływie leczę odpażenia i gorączkę, wciąż suszę buty i telefon :)
Lekko gubi zasięg, ale z godziny na godzinę jest mu coraz lepiej.

 
Tak wyglądał móje kciuki wczoraj, dziś są fikuśnie obandażowane :)

Moja mama, choć matematyczka, nie lubi typowego dla matematyków sposobu wysławiania się.
- Zimno Ci? - spytała widząc, że ubrałem ciepłe spodnie i sweter (to przez gorączkę)
- Nie
- To po co się tak ubrałeś?
- Właśnie po to, by nie było mi zimno.
Usłyszałem, że pajacuję :]
13:44, venomik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 sierpnia 2009
Domowa rutyna
Przebywając tyle czasu w rodzinnych stronach popada się w niebezpieczną rutynę.
Rano: pobudka, śniadanie, kilka chwil by się uszykować i wyjazd do rodzinki by pomóc im przy żniwach.
Powrót.
I… No właśnie, co dalej? Miasteczko nudne, ciekawsi ludzie dawno wyjechali, a z większością rodziny widuję się właśnie w polu. Od telewizora raczej stronię. Wszelkie ciekawe książki już przeczytane, w akcie desperacji sięgnąłem nawet po ‘S@motność w sieci’. Dzięki Ci, Panno P., że mi ją zabrałaś. Wbrew moim oczekiwaniom ani to lekka, ani przyjemna lektura.
Teraz męczę kolejne skoroszyty kursu ‘Excel w praktyce’ –  takie moje zboczenie. Różne są odcienie przyjemności.
Okoliczny skromny las już mi się dawno znudził. Poza lasem próżno szukać ciekawszych miejsc. Z nudów zwykle kończy się na jeziorze/siłowni/bieganiu/jeździe na rowerze. Z pożytkiem dla kondycji, ale kumulującym się ładunkiem nudy.

 Tak wygląda moja okolica. Uroczo, prawda?

Ale od czego się ma przyjaciół? Zaskakując mnie totalnie spod Poznania na dwa dni zawitała do mnie Panna P. Trochę niemęsko przyznawać, ale zdążyłem się już stęsknić za tą bestią :)
Oczywiście nie obyło się bez pytań staroświeckich rodziców – jak to tak, że Cie dziewczyna odwiedza? Jesteście razem? Nie? To kiedy będziecie? Jak to ma chłopaka? Nie rób ze mnie głupka :]
Ahh… uwielbiam ich za to.
Na krótką metę… szczęśliwie wieczorem zjechała się rodzinka i mogliśmy się trochę odizolować od wszystkich na spacerze. No, niemal wszystkich – z dwójką dzieci poszliśmy na pobliski plac zabaw. Ten wieczorem zamienia się w miejsce schadzek i pijalnię piwa na świeżym powietrzu.
Tam zamiast planowanego odpoczynku 13-letnia kuzynka namówiła nas na… grę w klasy :x

   

Wiecie co? Wygrałem :)

Żal się było po dwóch dniach rozstawać, zwłaszcza że wciąż mój wyjazd do Poznania jest odwlekany o kilka dni, a Panna P. wkrótce opuszcza stolicę wielkopolski.


Ale, ale… oprócz liczenia na przyjaciół ma się jeszcze rodzeństwo, prawda?
O dziwo wcale nie piszę ironicznie :)
Miesiące temu, gdy pomagałem Pannie B. pisać pracę – plan marketingowy firmy wchodzącej na rynek spływów kajakowych, bardzo mi ta forma wypoczynku przypadła do gustu. W tym roku nic odpowiedniego nie udało mi się zorganizować, z resztą to nie jest tania rozrywka.
Dlatego tym większe było zaskoczenie telefonem siostry.
Wiecie co? Jutro jadę na spływ :)

Może nie jest to wymarzony spływ, bo zamiast tygodnia trwa kilka godzin, ale już się nie mogę doczekać. Uszykowałem już plecak, aparat, koszulkę na przebranie, ręcznik, kąpielówki, deszczówkę i masę przydatnych (w teorii tylko) przyborów.
Pogodę sprawdzam średnio co kilka godzin. Prognozy dobre nie są, ale mnie to akurat cieszy. To ma być prawdziwy spływ rzeką, a nie opalanie się na kajakach.

Do kajaku przydzielono mi jakąś bogu ducha winną dziewczynę. Przypomina mi się moje dawne kajakowanie z dziewczyną. Za pierwszym razem wzięliśmy dwa wiosła – później już tylko dla mnie, bo drugie wtedy przeszkadzało. Nie mieliśmy go gdzie położyć :)


22:21, venomik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 27 sierpnia 2009
Nad jeziorem
Moja ulubiona plaża znajduje się na terenie należącym do trzygwiazdkowego hotelu. Obok pola namiotowego. Wstęp oczywiście wolny dla wszystkich, tylko samochód należy zostawić kawałek dalej, bo strażnik z szlabanem wpuszcza tylko klientów hotelu.
Dziś także się wybrałem popływać. Jak wsiadałem do samochodu pogoda była dość niepewna, ale szybko zmieniła się… na gorszą. Rozpadało się.
Trudno, pomyślałem, woda z góry czy z jeziora – bez różnicy. Zostawiłem samochód na parkingu i będąc w spodenkach, koszulce bez rękawów i sandałach pomaszerowałem na plażę. Kuląc się pod kroplami deszczu.
- A Pan dokąd? – zaczepił mnie strażnik. 
- Na plażę.
- Po co?
Zawahałem się. Na takie pytanie nie byłem przygotowany :)
- Popływać trochę
- Ale przecież deszcz pada!
Inteligent jeden. Sam zauważyłem, że pada. No, ale zamiast westchnąć z irytacją postanowiłem błysnąć nieprzemyślanym humorem:
- Wiem, a ja nie lubię moknąć. Dlatego chcę się schować do jeziora przed deszczem.
O dziwo nie zaśmiał się. Nawet nie uśmiechnął. Tylko kiwnął głową, że mogę iść.
Najwyraźniej uznał, że nienormalna odpowiedź pasuje do nienormalnego człowieka, a tylko taki w deszczu idzie na plażę.

Po chwili jednak mnie dogonił i powiedział, że ratownika nie ma. I że mam na siebie uważać, bo nikt mnie z wody nie wyciągnie.
Więc jednak całkiem miły z niego gość.

A samo jezioro? Oczywiście super. W taką pogodę ma się je całe dla siebie, a równiutka tafla idealnie nadaje się by płynąć jak najdalej Choćby na drugi brzeg, bez obaw o śmigające motorówki i skutery, o gwizdek ratownika nakazujący powrót. Albo o pary na rowerkach wodnych, które mają mylne wrażenie, że środek jeziora to już zupełne odludzie. 

00:15, venomik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Kochana rodzinka
O naszej rodzince wiele można powiedzieć. Niekoniecznie w samych pozytywach. Część tych wad zacząłem zauważać wraz z nasiąkaniem wielkomiejskością Poznania i bardziej świadczą one o mnie, niż o nich.
Ale są.
Jednak jest coś, co zawsze mnie urzekało. Gdy tylko przychodzi koniec sierpnia, w dzień odpustu, wszyscy zjawiają się na corocznej imprezie rodzinnej. Babcia podejmuje swoje dzieci i wnuków, a jej brat (mieszkający przez płot) swoje. Razem wszystkich zawsze jest ponad 50 osób. Nieobecność jest usprawiedliwiana tylko w poważnych przypadkach. Nawet jeśli ktoś ma 3 godziny drogi przed sobą, nawet jeśli nie każdemu jest to na rękę ('Diabli nadal ten odpust dzisiaj' - jak powtarzał dziadek, który miał inne plany na ten dzień). Tydzień temu byli niemal wszyscy.

Był też tort z wielkimi świeczkami, grill, wspólne śpiewanie, były nawet fajerwerki. Zabrakło natomiast zeszłorocznego ogniska, ale zabawa, jak widziałem, była przednia.
I raczej widziałem niż uczestniczyłem, bo rodzinne rozmowy dorosłych wciągają mnie tak samo jak wtedy, gdy miałem 15 lat. Póki co cieszę się, że grzeczność nie wymaga ode mnie jeszcze siedzenia przy stole i prowadzenia dyskusji z innymi, dzięki czemu mogę pobawić się z dzieciakami w chowanego, albo udawać, że wierzę w ich opowieści. Choćby w tę o żyrafie, która przechodziła obok domu mojej chrześnicy :)






Wspólne biesiadowanie. I opijanie, oczywiście.
Nawet za mnie został wzniesiony toast, bo rozwoziłem kilka rodzin do domów :)



Opijanie było? To można pośpiewać :)
Ale nawet bez śpiewania atmosfera zrobiła się sympatyczna:





Na górze siostra z chłopakiem.
Niżej rodzice.

22:47, venomik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 sierpnia 2009
Za błędy
Mówią, że mądrzy uczą się na błędach innych.
Głupi – na własnych.
Czasami mam wrażenie, że ja znajduje się jeszcze niżej w tej hierarchii…

Lata temu na lekcji biologii dowiedziałem się, że rany odkaża się jodyną. Do tej pory wszelkie skaleczenia starałem się obmywać wodą z kranu, o ile oczywiście nie było to zbyt kłopotliwe. Z boiska na przykład nie chciało mi się wracać do domu.
Okazja do przetestowania w praktyce nabytej wiedzy zdarzyła się szybko. Byłem na tyle ruchliwym dzieckiem, że rany na kolanach goiły mi się jedynie zimą. Poza tym regularnie wracałem pokrwawiony z boiska (bo mnie sfaulowali), z lasu (bo to złe drzewo było, łamliwe gałęzie miało) czy nawet z zabawy w chowanego (w końcu ciemna piwnica budowanego domu to większa frajda niż chowanie się za krzakiem).
Tak więc gdy tylko zdarłem sobie kolana, pełen dumy z siebie i z miną niezwykle odpowiedzialnego 10-latka wziąłem się za odkażanie. Nalałem tyle jodyny na gazę, że niemal z niej kapało, pewnym ruchem przyłożyłem do krwi i docisnąłem.
Co było dalej pewnie sami dobrze wiecie.
Tak… to był błąd, na którym bardzo łatwo można się uczyć. Z jodyny do tej pory więcej nie korzystałem. Ale, jak się zaraz dowiecie, to nie wystarcza.

Tydzień temu dentystka poleciła mi płyn do płukania ust, wspominając mimochodem bym stosował się do zaleceń ulotki. Ale co może być skomplikowanego w używaniu takiego płynu? Tak sobie myślałem wieczorem odkręcając buteleczkę.
Kilka chwil później, gdy poczułem już palące pieczenie dziąsła, zrozumiałem, że coś na pewno. I tak przez pół godziny przeklinałem w duchu własną głupotę, czekając aż dziąsło przestanie boleć, a przez następne dwa dni starałem się jeść drugą stroną. A ulotkę przeczytałem momentalnie. Dzięki temu wiem już, że płynu nie wolno używać w ciągu tygodnia od zabiegu dentystycznego. Oraz, że ze względu na mocne stężenie alkoholu należy go rozcieńczać w stosunku 1:4.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że już zawsze będę uważał na jodynę i płyny do płukania ust. Ciekawe co następne :)
14:07, venomik
Link Komentarze (4) »
wtorek, 18 sierpnia 2009
W ośrodku sportu
- Pan czegoś szuka?
- W zasadzie tak… chciałem się upewnić, czy tutaj faktycznie siłownia jest.
- Jest
- A w których godzinach jest otwarta?
- Codziennie do godziny czternastej.
- Rozumiem. To ja wiem wszystko, dziękuję.
- Ale wymagane jest zaświadczenie od lekarza.
- Słucham?
- Lekarz musi potwierdzić, że nie zrobi sobie pan krzywdy na siłowni
- To mam przynieść zaświadczenie od lekarza rodzinnego czy psychologa?
Spojrzał na mnie dziwnie.
- Od lekarza rodzinnego.

Chyba nie zrozumiał żartu.

19:28, venomik
Link Komentarze (6) »
Komplementy
Nat (skrót od imienia, ale chyba obiecałem nie mówić jakiego, więc siedzę cicho ;-) ) to momentami niepoprawna optymistka. Buszuje na czacie i dla niej każdy kolejny facet to potencjalny ideał.
Od czasu do czasu usłyszę o tym bądź owym od niej. Wyrażę niesmak nad zboczeńcami, którzy notorycznie oferują jej seks bez zobowiązań czy też pomarudzę razem z nią nad inteligencją użytkowników internetu.
Tym razem akurat ponownie jest zachwycona jednym (potencjalnie idealnym) rozmówcą.  

Nat: Znów mi prawi komplementy :)
Ryś: Znów intelekt chwali?
Nat: Tym razem wygląd
Ryś: Aaa… to już etap ze zdjęciami.
Ryś: NIE PISZ NIC!
Ryś: Sam zgadnę… ‘Masz piękny uśmiech. I cudowne oczy’
Nat: Skąd wiesz? :D
Ryś: Też się wychowałem na amerykańskich komediach romantycznych.
Nat: O uśmiechu nie mówił. Nawet się nie uśmiechałam na zdjęciu. Ale oczy naprawdę pochwalił.
Ryś: Jak chcesz mogę Ci jego komplementy tłumaczyć. To nie powinno być trudne.
Nat: Czyli?
Ryś: ‘Masz piękne oczy’ = ‘zobacz jakim jestem romantykiem, nie to co inni.’
Nat: Ha.
Nat: A ‘wyróżniasz się spośród wszystkich innych dziewczyn tutaj’
Ryś: To proste. ‘Może się dasz namówić na kawę w snobistycznej kawiarni, a później na wino u mnie?’
Nat: A nie mogę się tak po prostu wyróżniać na plus?
Ryś: Ależ możesz, możesz… od tego jest w końcu czat, by te wyróżniające się zaprosić na kawę i na wino później :)

Zdaje się, że internetowym podrywaczom cały czas brakuje inwencji i polotu. Aż dziwne, bo większość z nich takich podrywów zaliczyła pewnie dziesiątki, jeśli nie setki – więc chyba przez ogrom godzin rozmów kilka bardziej wyszukanych komplementów powinno przyjść im do głowy. A te są przecież wielokrotnego użytku.
‘Masz piękne oczy’ – no litości…
‘Wyróżniasz się’ – każdy tak o sobie myśli.
Oczywiście to nie ogranicza się tylko do internetowego światka. W prawdziwym świecie nie jest wcale lepiej. Wprawdzie nie wchodzę ludziom do sypialni ani do kuchni (ponoć tam najłatwiej o komplementy), ale to, co słyszę – nie napawa optymizmem.

Tyle marudzenia na innych. Sam sobie mam to samo do zarzucenia. No, może nie do końca ściśle to samo.
Regularnie miałem problemy z ilością komplementów. Wyjątkowa osoba zasługuje przecież tylko na wyjątkowy komplement, prawda?
Jeśli machinalnie przytaknęliście przed chwilą – to przemyślcie wszystko raz jeszcze (względnie pierwszy raz). Bo napisałem tam kompletną bzdurę.
Pamiętam jak na początku bliższej znajomości z moją Asią (patrz tu i tu) machinalnie (i fatalnie) sparafrazowałem sławne bajkowe zdanie, mówiąc ‘Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najcudowniejszy na świecie’. Oczywiście w momencie, gdy ona, nie ja, przeglądała się w lustrze. Krótkie spojrzenie w jej oczy i już wiedziałem, że zamiana ‘najpiękniejszy’ na ‘najcudowniejszy’ była błędem :)
Intencje były czyste, bo dla mnie komplement pełniejszy. Ale ja nie jestem kobietą, ani nawet nie udaję, że potrafię je zrozumieć.
Ot, małe faux pas, jakich popełniłem później jeszcze dziesiątki. A przecież ona wcale nie musiała mieć moich zapewnień, że jest piękna. Była, zdecydowanie. Wciąż jest – mieliśmy przyjemność spotkać się w niedzielę. Jeśli się zmieniła, to tylko na lepsze.
Koniec historyjki, która tylko pozornie odnosi się do tematu.

Wracając więc - miałem problem z ilością komplementów, bo chcąc, by był on wyjątkowy, czasami milczałem z braku inwencji. A to był błąd, wielki błąd. Dla bliskiej osoby komplementy nie zawsze muszą być wytworne i oryginalne. Po prostu muszą być.
Jak to mawia przysłowie – lepsze wrogiem dobrego.
13:34, venomik
Link Komentarze (1) »
środa, 12 sierpnia 2009
Oddam siostrę w dobre ręce!
Przydomek: Siostra
Wiek: 26 lat
Cechy charakteru: Miła, inteligentna, uczciowa
Wygląd: Ponoć ładny, ciężko siostrę oceniać
Związek: Ma chłopaka, ale on często wyjeżdza
Wady: Uwielbia załamywać brata


Godzina 10.00
Iwona: Mam to, to, to… to i to do zrobienia. Pomożesz?
Ryś: Jasne, pokaż co Ci nie wychodzi a ja poprawie

Godzina 10.30
Ryś: Zupełnie mi się to nie podoba. Centrowanie marginesami w polach go głupota. Pola tekstowe zastąp tabelami, prawa kolumna z obramowaniem bez lewej krawędzi. Wyrównanie na środek linii, nie komórki. Przed nazwą biura pusty wiersz, czcionka ta sama co numer pokoju.
Siostra: ???
Ryś: Ok., zrobię Ci trzy przykładowe wiersze. Skopiujesz sobie to ile razy trzeba i jedynie pozmieniasz napisy.

Godzina 11.30
Iwona: Jesteś pewien, ze tak będzie lepiej? Nie polami tekstowymi?
Ryś: Tak, będzie odporne na dwulinijkowe nazwy biur, na zmianę rozmiaru czcionki czy wielkości wiersza.
Iwona: Ok.

Godzina 17.00
Iwona: Ryś, ratuj. Psuje mi się
Ryś: Dlaczego Ci się psuje?
Iwona: Bo zrobiłam tak jak wcześniej robiłam. I teraz jak tylko coś zmieniam to mi się wszystko psuje.
Ryś: Nie robiłaś tak, jak Ci kazałem?
Iwona: Nie
Ryś: …

I tak to zawsze bywa. Kobiety najpierw proszą, by rzucić wszystko i im pomóc. Później robią wszystko po swojemu, a na koniec ponownie proszą, by wszystko rzucić. I naprawić ich błędy. 

23:08, venomik
Link Komentarze (4) »
wtorek, 11 sierpnia 2009
Rocznica
M: Hej
M: Masz chwilę na rozmowę?

M to pierwsza litera jej imienia. Całości oczywiście nie podam: ‘Tylko nie pisz o mnie imieniem. I nie tytułuj żadną panną’. M, nie wiedzieć czemu, nie lubi swojego imienia. Według mnie jest ładne.

Ryś: Chcesz komuś pomarudzić?
M: Skąd wiesz?
Ryś: W Twoim przypadku ‘możemy porozmawiać?’ a ‘mogę pomarudzić’ to synonimy.
M: Co prawda do prawda

Z M poznaliśmy się przez net. Nie na czacie czy portalach randkowych – na forum o2, gdzie szukała jakiejś piosenki. Postanowiłem wybawić ją z opresji i przesłać. Przez późniejsze miesiące dość często przesyłaliśmy sobie piosenki. Czy to też korzystając z forum, czy też już bardziej prywatnie.
Od czasu do czasu M. próbuje mi wmówić, że to ona wysłała mi tę pierwszą piosenkę, ale nie dajcie się nigdy przekonać :)
Tak więc znamy się już siedem lat. Od ponad sześciu jesteśmy umówieni na kawę. Póki co jakoś nie było okazji.

Ryś: Śmiało, posłucham
M: Adam zapomniał o naszej rocznicy
Ryś: Długo jesteście razem?
M: Półtora roku :)
Ryś: To takie 6-miesięczne rocznice też świętujecie?
M: Jak widać tylko ja :)
Ryś: A przypomniałaś mu, że macie rocznicę? 
Ryś: Wiesz, ale tak wprost, bez przesadnych subtelności. To facet.
M: Nie… dobra, następnym razem na kilka dni przed rocznicą zrobię maślane oczy i spytam czy pamięta co robiliśmy dwa lata temu.
Ryś: Widzisz, to są właśnie te subtelności, o których wspominałem ;-)
M: To co mam zrobić? Zaznaczyć mu w kalendarzu datę różowym serduszkiem?
Ryś: Hmm… lubisz te rocznice?
M: Nie rozumiem
Ryś: Czy lubisz spędzać z nim rocznicę, nie wnikam w to co wtedy robicie…
M: I dobrze :)
M: Pewnie, że lubię
Ryś: No to mam idealna radę. Następnym razem w ramach prezentu na rocznice zrób mu streptease.
Ryś: Nie dość, że o kolejnych będzie pamiętał sam, to będzie jeszcze Tobie przypominał kilka dni wcześniej.
M: Tak, a później się okaże, że takich 6-miesięcznych jubileuszy mamy pięć w każdym roku :)
Ryś: Dlatego pytałem czy lubisz ;-)

18:41, venomik
Link Komentarze (1) »
Absurdy w TVP
Ta notka początkowo była dwukrotnie dłuższa. Z racji zupełnie nieprzydatnego wstępu – gdzie rozwodziłem się nad wieloma kwestiami filmowymi, od wyższości amatorskich tłumaczeń list dialogowych po irytującą mnie osobę lektora.
Ale nie o tym wcale chciałem pisać. Pół biedy, gdyby było ciekawe… ale nie było. Choć nie mogę obiecać, że teraz będzie lepiej :)

Kilka dni temu postanowiłem obejrzeć film w telewizji. Koniecznie na TVP, bo tutaj nie ma przerw reklamowych. W ciągu ostatnich kilku lat liczbę filmów obejrzanych w telewizji mogę zliczyć na palcach obu rąk. Dokładniej od czasu, gdy przesiadłem się ze modemu telefonicznego na stałe łącze i ściągnięcie nic mnie nie kosztuje.
Czas było to zmienić i zamiast zasiąść na krześle przed monitorem – rozłożyć się na kanapie i skorzystać z dobrodziejstw kina domowego. Oraz pozbawić się możliwości przesunięcia filmu jednym ruchem palca podczas nudnego fragmentu (przed monitorem niestety nie potrafię się opanować, a słabe produkcje potrafię obejrzeć nawet w 40 minut, choćby trwały i po dwie godziny).
Zawsze bronię TVP przed zarzutem, że nie ma tam nic ciekawego. Bo jest i to regularnie. Często na stronie portalu o2 rzucały mi się w oczy całkiem niezłe tytuły.
Zerknąłem więc w program na najbliższe dni i… załamałem się. Nie brakiem ciekawych pozycji, ale ich kompletnym marnotrawieniem. Podczas gdy w normalnych godzinach lecą powtórki, tasiemce bądź telewizyjne produkcyjniaki, do naprawdę dobrego kina trzeba przygotować sobie termos z kawą. Rzadko kiedy kończy się przed pierwszą w nocy, a bywają sytuacje, gdy wówczas dopiero zaczynają.
Ostatecznie więc z telewizji zrezygnowałem. Sięgnąłem znów do internetu po film ‘Coś’ – horror z 1982 roku. I dobrze zrobiłem*.
Co nie oznacza, że nie nabrałem ochoty ponarzekać sobie na TVP i na ludzi układających ramówkę.

Czwartek. ‘Good night and good luck’, godzina 23.35. Dla Amerykanów jeden z najlepszych filmów ostatnich lat, choć oni opowiadaną historię mają jeszcze w pamięci. Europejczykom aż tak bardzo nie zapada w pamięć. Ale to wciąż kawał kapitalnego kina – wciągającego i jednocześnie inteligentnego. 
Co leci wcześniej? Przeciętny paradokument ‘Londyńczycy’, uwielbiana przez moją babcię ‘Sprawa dla reportera’ oraz dwa powtórkowe odcinki serialu Lost.

Piątek: ‘Barton Fink’, godzina 23:30. Dzieło braci Coen. Przedstawiać ich oczywiście nie trzeba. Nie jest to najlepsze dzieło tego duetu (cóż, z klasą ‘To nie jest kraj dla starych ludzi’ mało co może konkurować), ale wciąż film bardzo  wartościowy. Ba! W niektórych kręgach uważany za kultowy. 
Co leci wcześniej? Sopot Festiwal. Mizerne cudo, które próbuje się wcisnąć ludziom jako prawdziwą kulturę. Cóż, przynajmniej na żywo – niech leci. Ale w takim razie ‘Barton Fink’ można byłoby przenieść na inny dzień. 

Niedziela: ‘Czarna Dalia’, godzina 23.00. Czarny kryminał, trochę w stylu dawnych filmów noir. Nie jest najwyższych lotów, de Palma nagrywał dużo lepsze – ale wciąż wyróżnia się wobec większości filmów serwowanych w porze największej oglądalności. Najgorsze jednak przychodzi po tym filmie: ‘Sens życia wg Monty Pythona’ – rozpoczyna się tuż po godzinie pierwszej. Jakieś pytania? Kto obejrzy komedię, która kończy się w środku nocy? Duch Giertycha wciąż krąży nad TVP?
Co leci wcześniej? ‘Blizny miłości’. Nie chce wyśmiewać filmu, którego nie oglądałem (a pierwszym odruchu przyszło mi do głowy by obejrzeć i sprawdzić), ale gdzie telewizyjny romans wojenny, a gdzie Monty Python?

Poniedziałek: ‘Appaloosa’, godzina 23.35 – czyli film z nieśmiertelnym Marlonem Brando. Western. Nie znoszę westernów, nawet tych rzekomo najlepszych. Ale ten jest inny – przykuwa do telewizora od pierwszego wejrzenia na Brando. 
Co leci wcześniej? ‘Zagubiona w ciemnościach’. Znów nie oglądałem. Ale telewizyjna produkcja o fabule: ‘Niewidoma dziewczyna jest terroryzowana przez zbiegłego więźnia, który zabija jej babcie i przypadkowego policjanta. Na ratunek dziewczynie jedzie jej chłopak’ nie brzmi zachęcająco. 

Wtorek: ‘Skazany na bluesa’, opowieść o wokaliście Dżemu. Filmu nie widziałem, ale muzyka tego zespołu z pewnością ma wielu pasjonatów. Zapewne wg pracowników TVP pasjonaci i tak poczekają do godziny 23.20, wcześniej lepiej puścić serial ‘Tancerze’ i ‘Strażnika pierwszej damy’. Serialu oczywiście nie znam, ale sam fakt, że wyrósł na modzie podobnych kinowych czy telewizyjnych produkcji nie wróży najlepiej. Do drugiego filmu nie mam nic, jest sympatyczny – ale ILE RAZY MOŻNA? Przecież to leci kilka razy w roku.

Środa: ‘Elizabeth I’, godzina 00:25  – film kostiumowy. Nie oglądałem, oceniam jako potencjalny widz. Film ma na tyle dobre recenzje, że chętnie bym sięgnął. Przeszkadza jeden drobiazg – ten film trwa niemal trzy godziny. Pora transmisji jest dla mnie śmieszna. A żeby było jeszcze zabawniej – o tej samej godzinie na TVP2 można obejrzeć ‘Fahrenheit 451’ (nie mylić z ‘Fahrenheit 911’) – film S-F na podstawie powieści Raya Bradbury’ego. Przedstawia on świat, w którym system totalitarny w USA jest dość przyjazny człowiekowi – władza nie ogranicza, policja jest grzeczna, społeczeństwo bogate. Niestety też coraz bardziej ogłupiane ze względu na kategoryczny zakaz posiadania i czytania książek. 
Wśród pracowników rządowych są tzw. strażacy, odpowiedzialni za odnajdywanie i niszczenie wszelkich przejawów pisma. Jeden z nich buntuje się i podejmuje nierówną walkę z systemem.
Jeśli ktoś z Was będzie cierpiał na bezsenność tej nocy – polecam przesiedzieć ją przed telewizorem.
Wcześniej tego dnia na TVP1 jest towarzyski mecz reprezentacji, na TVP2 najpierw ‘Dr House’, po nim kiczowaty film kiczowatym tytule ‘W pogoni za przeznaczeniem’. 

Na tym skończę wyliczankę. I tak wszyscy rozumiecie mój punkt widzenia. I podejście TVP, dla której widz oczekujący rozsądnego kina to jednocześnie widz cierpiący na bezsenność albo na bezrobociu (by mógł po nocach siedzieć przed telewizorem). W ciągu tygodnia wyszperałem osiem wartościowych pozycji, z których żadna nie była emitowana nawet w umiarkowanie rozsądnej porze. Wszystkie po nocach.
Nie twierdzę, że o godzinie 20 czy 21 nie można trafić na nic ciekawego. Czasami można.
Ale przecież mamy siedem wieczorów w tygodniu, zawsze dwa kanały dające możliwość wyboru. Niech choć jeden (!!) film zostanie wyemitowany w porze, która pozwoli na cieszenie się nim, bez konieczności walki z zamykającymi się oczami.

 
* Dobrze to mało powiedziane. Film ‘Coś’ automatycznie wskakuje na podium najlepszych horrorów jakie oglądałem (obok ‘Inni’ i ‘Lśnienie’) i do grona najlepszych filmów w ogóle.

12:00, venomik
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3