Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
wtorek, 12 lipca 2011
Działo się to miesiąc temu, kiedy odwiedzałem chłopaka mojej siostry. Bateria w telefonie mi padła, domofon siostra ma popsuty, więc nie do końca wiedziałem jak się do nich dostać.
Zadzwoniłem do wszystkich sąsiadów z klatki i nikt, po prostu NIKT, nie odebrał. Poczekałem chwilę, ale ostatecznie (raz się żyje) postanowiłem wspiąć się po rynnie. 
W połowie drogi, kiedy rękoma chwytałem już balkon, słyszę obok kroki. Jakaś staruszka przechodzi, dziwnie przy tym spoglądając na mnie. Ale skoro wyciąga klucz od klatki, to szybko zeskakuję na ziemię. Zerkam za drzwi, czując świdrujące spojrzenie. Uśmiechnąłem się, próbując rozładować atmosferę.
- O, to Wy tutaj macie schody! - udałem zdziwienie, ale nie pomogło - Bardzo wygodne rozwiązanie - dodałem.
Bez reakcji. Chciałem powiedzieć jeszcze coś w stylu, że u nas na wsi to po rynnach wchodzimy, ale ostatecznie spuściłem głowę i grzecznie podreptałem na schody.
Do dziś się zastanawiam czy zrozumiała, że to żart...

A propos staruszek. Jadąc przedwczoraj tramwajem usiadłem obok dwóch rezolutnych pań (w kwiecie wieku, jak to się ładnie mówi), które prowadziły sympatyczną i lekko złośliwą rozmowę, z której wynikało, że jedna jest poznanianką, a druga gościem.
Siedząc tuż obok nie dało się nie słyszeć o czym panie rozmawiają, a słysząc nie dało się nie uśmiechać. Oczywiście ukradkiem, żeby nikt nie zauważył. 
- Zobacz, ten pan się z nas śmieje!
Chyba średnio mi wyszło... nim zdążyłem przeprosić i zapewnić, że nie śmieję z nich i nic złego nie mam na myśli...
- Dobra dobra. Teraz się śmieje, ale jak powiem skąd jesteś to Cie zaraz zlinczuje :)
Ta poznańska niechęć do Warszawy i wszystkiego co z nią związane. Nawet ja powoli nią przesiąkam :)

16:40, venomik
Link Komentarze (1) »