Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
sobota, 31 lipca 2010
Późny telefon
Godzina 23.20. Męczący dzień, problemy zdrowotne… leżę już w łóżku.
Przychodzi sms. A figa, nie pisze się o takich godzinach. Nie wstaję. Spróbuję zasnąć.

Pół godziny później ktoś zadzwonił. To już MUSIAŁO być coś pilnego. NIKT nie dzwoni bez powodu o tej godzinie. Wstałem i poszukałem telefonu.
Rodzice.
Są nad morzem, na wczasach. O tej godzinie powinni imprezować i bawić. Miałem bardzo, bardzo złe przeczucia.
- Cześć.
- Cześć.
- Coś się stało?
I po krótkiej, pełnej napięcia chwili, dowiedziałem się dlaczego musieli zadzwonić.
- Rysiu, jak nazywa się wielbłąd jednogarbny?
- CO?!
- Wielbłąd jednogarbny, jak się na niego mówi
- Dromader
- A dwugarbny?
- Nie wiem…
- To sprawdź w sieci

I pomyśleć, że ja się naprawdę martwiłem…

Minutę później wszystko było jasne. Wielbłąd odnaleziony. Tylko za nic nie chcieli mi powiedzieć po co im ta informacja.
Ale rodzicom trzeba pewne rzeczy wybaczać. Zwłaszcza, jak wchodzą w okres wytężonego imprezowania.
- Fajnie, że się tak dobrze bawicie nad morzem.
- Bawimy się świetnie, ale skąd wiesz?
- Poznałem po telefonie
- Ale my jeszcze nic dziś nie piliśmy
- Nic?
- Nic
- To się napijcie. Zdecydowanie.

15:57, venomik
Link Komentarze (2) »
Stało się
Stało się. Obóz opłacony, siły na kilkadziesiąt godzin tańca w tydzień zbierane, kieszonkowe odłożone. Znając moje szczęście zamiast na lody i zimne piwo przyda się raczej na płaszcze przeciwdeszczowe i rozgrzewającą herbatę.
Ale nawet wtedy nie będę marudzić. A może zwłaszcza.
I tak nie lubię morza. Żadnego. 

Na ostatnim kursie.
Instruktor:
- Drogie Panie, ja nie ukrywam, że już na Was patrzę jak na przyszłe tancerki. Takie, które będą mogły startować w zawodach. Dlatego tak bardzo chcę, żebyście pojechały na obóz. Z Malwiny zrobimy tancerkę, z Sylwii… Magda jeszcze się trochę podciągnie i też dołączy do najlepszych. A u Panów…
(spojrzał na nas jednym okiem)
… to na obozie na pewno damy radę coś z Wami zrobić.
:)
Trzymam za słowo.

Ponoć jesteśmy zdolni.
Ponoć nawet nie wszystkim to powtarza :]
15:19, venomik
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 lipca 2010
Rozstanie
Początki rozstania były ciężkie. 
I nieskuteczne.
Widać nie jestem w tym najlepszy. Powinienem wbić sobie do głowy, że muszę ją wyrzucić i już nigdy nie myśleć o powrocie. Ale nie umiałem.
Oczywiście w momencie rzucania trzeba było mieć dla niej… następczynię. Koniecznie ładniejszą, lżejszą (o co nietrudno) i… cóż, bardziej posłuszną. Nie ma co ukrywać ani udawać przywiązania. To te trzy cechy zawsze będą najważniejsze.
Pierwsze rozstanie zakończyło się totalną porażką. Wróciłem po kilku dniach. Nowa nie była ideałem. W ogóle nie potrafiłem zrozumieć o co jej chodzi. I ta stylizacja, wielokolorowa.
Zostawiłem ją bez żalu.
Drugie rozstanie było niemal skuteczne. Nowa była fajna. Sympatyczna, że tak powiem. I umiała naprawdę wiele.
Nie pamiętam już dlaczego po miesiącu wszystko runęło. 
Niestety musiałem więc podkulić ogon i wrócić do starej.

Na szczęście niedawno pojawiła się kolejna. Póki co wydaje się być zdecydowanie lepsza od poprzednich. Nie myślę więc o zmianie. Może kiedyś przyjdzie na to czas, na razie dopiero ją poznaję. Ale już cieszę się, że potrafi dużo więcej niż poprzednie. Jest bardzo lekka. I, przyznaję, łatwa i szybka (ja to sobie bardzo cenię). No i zdecydowanie bardziej otwarta na nowości. Przynajmniej takie mam wrażenie, jeszcze nie zacząłem tego wykorzystywać. Póki co cieszę się klasycznym związkiem.

Poznajcie więc Mirandę.
Dla niej porzuciłem aplikację gg i na pewno nie żałuję odejścia
13:50, venomik
Link Komentarze (3) »
niedziela, 25 lipca 2010
Plany
Mogłem się tego spodziewać. Tak się ostatnio moje plany kończą. Na dosadnym przekleństwie i słowach 'może następnym razem'.
Właściwie nastawiając o 3.30 w nocy budzik na 8 rano wyłącznie po to, by iść biegać - spodziewałem się, że nic z tego nie wyjdzie. Zakładałem, że mogę rano się podnieść z łóżka i roztrzaskać brzęczący telefon o ścianę.
Ale wstałem. Pełen werwy i wigoru wyskoczyłem z łóżka, ubrałem się i pobiegłem do kuchni na lekkie śniadanie. Tam dopiero zobaczyłem nawałnicę za oknem. I się wkurzyłem.
Poważnie.
Nie lubię w soboty wstawać tak wcześnie, a już w ogóle nie po to by oglądać ulewę.

Koło godziny 18 deszcz zamienił się w lekką mżawkę. Optymistycznie założyłem, że takim zostanie. Wrzuciłem sportowy strój do samochodu i pognałem na stadion.
A tam mecz. Miejscowej drużyny.
Co tam, pewnie jakaś IV liga, może będę mógł pobiegać dookoła nich? W końcu wstęp i tak za darmo. A dookoła pustki, wszak pada.
Spytałem kogoś, kto wyglądał dość ważnie. I na dodatek miał różową parasolkę.
- Co?! Biegać dookoła? Panie, czyś Pan zwariował? My tu ważny mecz gramy, a Ty chcesz sobie biegać wokoło? Tak przecież nie można!
Oj. Głupi poznaniak chyba uraził tubylczą dumę. Chyłkiem wycofałem się z powrotem do auta.

A swoją drogą powinienem lepiej wszystko planować. Zerkając czasami na prognozę pogody.
Już pal licho, że nie mogłem pobiegać. Ale pakując się na weekend...
- Sweter? A na co mi sweter w weekend, przecież takie upały są, nie będzie mi potrzebny.
Uhm.
00:46, venomik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 lipca 2010
Odliczanie
Pozostało:
dni: 23 dni
dystans: 69 kilometrów
średnio: 3km dziennie
01:34, venomik
Link Dodaj komentarz »
Przygotowania
W ramach przygotowań do obozu tanecznego trzeba popracować nad kondycją. Trzy godziny kursu tańca po śniadaniu, trzy godziny po obiedzie, dwie po kolacji. I tak przez kilka kolejnych dni, to musi dawać w kość. Szczęśliwie przez ostatnie miesiące udało się pozbyć kilkunastu (bardzo) zbędnych kilogramów, więc jest szansa, że wszystko wytrzymam.
I tak na około 45 dni przed wyjazdem obiecałem sobie, że do obozu przebiegnę przynajmniej 100 kilometrów. Nie jest to nic trudnego. Zakładając systematyczność to ledwie 2 kilometry dziennie, kilkanaście minut biegu.
Właśnie, zakładając systematyczność…
Cóż, pozostało mi już tylko 23 dni i wciąż mam 69 kilometrów przed sobą :) 
Trzeba będzie wziąć się w garść. Jutro (dziś!) pobudka o 8 rano, śniadanie i, korzystając z uroków rodzinnego miasteczka, wycieczka rowerem na bieżnię. Zawsze dookoła stadionu biegało mi się jakoś łatwiej. Zupełnie nie wiem dlaczego*.
Cel minimum: 15 okrążeń czyli 6 kilometrów. 
Cel realny: 25 okrążeń czyli 10 kilometrów. Teoretycznie da się zrobić, nawet bez przesadnego forsowania. Dziesięć dni temu przebiegłem 7 kilometrów, dwa dni później 11, a po dwóch kolejnych dniach niespełna 6. Zakończyło się to ostatecznie utykaniem, smarowaniem maścią i, przyznaję z bólem, obkładaniem lewej łydki mrożonkami. Oczywiście w zaciszu własnego pokoju, żeby nikt nie widział. W ogóle miałem to zachować całkiem dla siebie…

Drugi cel, powzięty kilka dni później po owych 45 kilometrach to absolutny brak alkoholu do obozu. Zważywszy na to, że codziennie ktoś przy mnie pije – niełatwy. Do wczoraj szło mi całkiem nieźle, jednak po tym jak czwartkowe ćwiczenia tańca zamieniły się stopniowo w rozgrywki tenisa stołowego (kto by pomyślał, że ping pong jest taki męczący?!) wymiękłem. Wracając do siebie kupiłem piwo.
Z odsieczą przyszedł mi Bóg Niezdarności, który pozwolił mi wypić tylko małą część zakupionego trunku. Znaczy się – 2/3 piwa wylądowało na podłodze po tym jak upuściłem puszkę i nie mogłem jej znaleźć.
Nie jest źle :)

Zastanawiacie się może po co w ogóle o tym piszę?
To proste - dla motywacji. Będę się chwalił postępami (bądź ich brakiem) w bieganiu. Teraz już nie mogę nie wstać rano i nie pojechać na stadion.


*oczywiście wiem dokładnie dlaczego tak dobrze mi się biega na bieżni dookoła stadionu. Ot, jedno okrążenie zajmuje około 150 sekund. Wystarczy za każdym razem spoglądać na zegarek, a później…
 liczyć średnie, liczyć zaoszczędzone sekundy, ustalać minimalne tempo na pozostałe okrążenia, jeśli średnia nie może wzrosnąć powyżej 150 sekund (można zakładać stałe tempo, ale można też tworzyć ciąg arytmetyczny i próbować dopasować odpowiednie parametry). Albo szukać funkcji najlepiej obrazującej zmiany. I tak co okrążenie wszystko od nowa. I znów jest frajda.
Bycie matematykiem ma jednak swoje zalety – wyobrażacie sobie, by w analogicznej sytuacji, próbując zająć czymś swój umysł, zmęczony humanista rozważał o Absolucie albo podważał poglądy Kirkegaarda? (nie mam pojęcia jakie miał poglądy, ale strasznie lubię jego nazwisko :) ).
Po prostu nie ma szans.

A jak się już znudzi zabawa liczbami to można sobie pośpiewać pod nosem - szukając takiej piosenki by kroki były idealnie dopasowane do tempa. A potem można stworzyć błyskotliwą fabułę na opowiadanie. Albo jak ostatnio - wymyślić 10 powodów dla których pan koszący właśnie trawę na stadionie chciałby mnie zamordować.
Ot, odrobina adrenaliny dla łatwiejszego biegu.
01:29, venomik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 lipca 2010
Familiada
W dzisiejszej familiadzie padło pytanie o najdłuższą rzekę w Europie. Pierwsza osoba wymieniła Dunaj... a później zaczęły się schody. Następna wymieniła Wisłę (!), kolejna Odrę (!!), potem ktoś pomylił Dniestr z Dnieprem, wymienił kolejny raz Wisłę... padła jeszcze głupia sugestia, której niestety nie zapamiętałem.
Do dzisiaj myślałem, że jestem geograficznie upośledzony. Ale może nie jest ze mną tak źle...

00:14, venomik
Link Komentarze (3) »
piątek, 16 lipca 2010
Mój kotek
Wiem, wiem - powinno być ponad 20 godzin wcześniej. W małej części zapomniałem, w wielkiej nie miałem czasu. tudzież odwrotnie, ale nie chcę się przyznać ;)
Kot trafił już do moich rodziców, jak od początku było planowane. Owija ich sobie wokół pazura, tak jak mnie prawie zdążył owinąć. Jeszcze trochę i będą mu całkowicie posłuszni.
Sam raz wracając z zakupów złapałem się na tym, że mam w siatce wołowinę w puszcze i kiełbasę dla kota oraz zupkę instant i dwie bułki dla siebie :]






Jego ulubione miejsce za komputerem. Nawet kalendarz sobie zrzucił. Zawsze na nim leżał, więc nie miałem sumienia mu go zabierać.











Zrobiłem mu zdjęcie gdy własnie udało mu się po ciężkich bojach upolować reklamówkę i zaczynał polowanie na własne odbicie.



Podrapać po materiale. Niezawodny sposób wywołać kota, gdziekolwiek by się nie chował.



A później podrapać pod szyją, aż zmruży oczy i zacznie mruczeć z przyjemnością.


PS: Kotu nadano imię, które średnio się mi (i rodzicom) podoba. Macie może dobry pomysł?
02:15, venomik
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 05 lipca 2010
Małe, rude oraz żwawe
Próbowałem pisać, ale nie daję rady - bo płaczę ze śmiechu. Mam najpiękniejszego kota pod słońcem, ale przy tym najgłupszego. I z ADHD. Wybuchowa mieszanka.
Karta w aparacie pęka w szwach od wszystkich zdjęć i filmów.
01:16, venomik
Link Komentarze (9) »
piątek, 02 lipca 2010
Dzień bez excela...
...jest dniem straconym. Może to i pewnym stopniu żart, ale znacznie mniejszym niż się spodziewacie. Bo potrafię włączyć Excela nie mając ku temu żadnego powodu, przez godzinę pracować w nim nie mając wcale żadnej pracy – a na koniec z żalem wyłączyć. I skasować wszystko co robiłem.
Mimo wszystko jak ktoś mi następnym razem wyśle arkusz z tabelą obudowie kafelkowej i poprosi o zbudowanie jakiejkolwiek formuły, to najpierw zabiję, poćwiartuję i spalę, a dopiero później się będę zastanawiał ile czasu by mi to mogło zająć.

Kafelkowa tabela wygląda tak:


(oryginał był wielokrotnie większy)

Ma mnóstwo wad:
- jest mniej czytelna
- ciężko porównywać dane
- gdy ma większe rozmiary jest niewygodna do oglądania
- STRASZNIE utrudnia budowanie nawet najprostszych formuł.

Ale oczywiście nie jest pozbawiona zalet
Ryś: Dlaczego w ogóle stworzyłeś takiego potworka, a nie normalną tabelę?
M.: Bo ładnie wyglądała… :(
O zgrozo, M. to facet!

Tabeli na normalną nie dało się zmienić, bo ponoć wszyscy u niego w pracy się do tego przyzwyczaili i zmian nie chcą.
Ale już formułę wyszukującą – jak najbardziej. Więc siadaj i rób. Byle sprawna, wygodna i odporna na błędy.
Na początku usiadłem z przyjemnością, czując w tym wyzwanie. Po godzinie zacząłem odczuwać znużenie. Po drugiej godzinie irytację, a po trzeciej złość. Dopiero po czwartej ulgę, że koniec.
Ostatecznie funkcja wygląda tak:


i podobno świetnie się spisuje.

A przy normalnej tabeli byłoby:


I sami powiedzcie, jak tu nie mordować?
13:12, venomik
Link Komentarze (1) »