Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
piątek, 24 lipca 2009
Śliwowica
Ryś: Tato, a jak tam Twoja śliwowica?
Tatko: Dobrze, muszę tylko niedługo przesączyć wszystko przez filtr, zamknąć szczelnie i odstawić na kilka miesięcy, by nabrało smaku 
Ryś: Rozumiem

To taka mała tradycja. Owa mityczna śliwowica robiona jest już od dwóch lat. Nie do końca jestem pewien, czy wciąż istnieje i czy kiedykolwiek faktycznie istniała.
Ale identyczną rozmowę, niemal słowo w słowo, przeprowadzam z tatą od roku. Za każdym razem jak zawitam do domu :)

00:04, venomik
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 20 lipca 2009
Bora bora

Bora bora - jedna z najlepszych herbat aromatyzowanych, mieszanka jabłek, papai, owoców czarnego bzu, malin, truskawek, kwiatu hibiskusa, płatków słonecznika, płatków chabru i aromatu.
Z taką herbatą jest tylko jeden problem - starając się, by w szklance znalazł się każdy element mieszanki trzeba się mocno nagimnastykować.
Ale i tak polecam.


21:15, venomik
Link Dodaj komentarz »
Koniec imprezy
Imprezę urodzinową mojej mamy uznaję oficjalnie za zamkniętą. Rozwiozłem wszystkich, których rozwieźć miałem (jako jedyny trzeźwy dorosły), a ostatni goście wyszli piętnaście minut temu, przy licznych protestach moich rodziców.
Oni sami z resztą postanowili nie przejmować się końcem zabawy i zrobili sobie ‘ostatniego, a może przedostatniego kielicha’, jak  to stwierdził tatko.
Teraz mogę powiedzieć, że to był ostatni. Zdecydowanie.
W połowie oboje usnęli na kanapie.
Sam wlałem sobie jedyną tego wieczoru lampkę wina i też uciekam spać. Jutro wczesna pobudka –trzeba zastąpić wuja w roli kierowcy, bo on sam zbyt pewnym krokiem z dzisiejszej imprezy nie wychodził. Z jednej strony trzymała go ciocia, a z drugiej płot pomagał utrzymać równowagę :)  

01:52, venomik
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 lipca 2009
Ryś - już nie dziewiczy...
... kierowca.
Dziś zmuszony zostałem do zatrzymania się na poboczu i usłyszałem sakramentalne:
- proszę wziąć dowód osobisty, prawo jazdy i podejść do radiowozu.
W międzyczasie dowiedziałem się, że przekroczyłem wyraźnie dozwoloną prędkość i puścić mi płazem tego nie mogą. Mandacik 400 zł i 6 albo 8 punktów karnych (już nie pamiętam). W portfelu miałem raptem kilkanaście złotych, tak tanim kosztem wywinąć się nie mogłem.
Wziąłem głęboki wdech i rozpocząłem negocjacje wszelkimi dostępnymi środkami. Nic odkrywczego: przerażony wzrok, niepewna mina mówiąca ‘O Boże, aż tyle!’, krótkie słowa rozczarowania, że właśnie dostaje pierwszy mandat w życiu i jest mi z tego powodu bardzo przykro… ale wystarczyło :)
Dość szybko policjant zszedł do kwoty 300 złotych, trochę później do 200. Wspomniałem więc, że jestem studentem i w ogóle to dzieje mi się właśnie straszna krzywda.
- Pasy pan miał? – przerwał mi policjant.
- Oczywiście! – akurat pasy zawsze zapinam.
- Od teraz Pan będzie mówił, że nie. Zrobimy taki myk i dam panu mandat za brak pasów wysokości stu złotych. Nic więcej zrobić nie mogę, tylko proszę mi obiecać, że dalej pojedzie Pan bezpiecznie.
Cóż miałem zrobić? Przyjąłem mandat ze szczerym uśmiechem, podziękowałem i obiecałem, że będę już bardziej uważał na znaki.
Jakbym miał piersi i dekolt to by się skończyło na pouczeniu :]

Chwilę później przejrzałem płyty CD w poszukiwaniu piosenki Highway Star i zaśpiewałem razem z wokalistą.

Nobody gonna take my car
Im gonna race it to the ground
Nobody gonna beat my car
Its gonna break the speed of sound


Z dedykacją dla policjanta, oczywiście :)
15:41, venomik
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 lipca 2009
Przygotowania
Pierwsze zakupy przed niedzielną imprezą mojej mamy już za mną.
Wybrałem się do sklepu z krótką listą sprawunków:
- bochenek chleba
- 28 różnych piw
- 5 butelek wódki
- 3 czerwone i 2 białe wina półsłodkie (przemyciłem 'przypadkiem' jedno wytrawne, będzie dla mnie :) )

Spotkałem znajomego w sklepie. Zamiast klasycznego 'cześć' spojrzał na mój wózek.
- Mogę wpaść do Ciebie na imprezę?
- Ale to 50-te urodziny mojej mamy!
- To oznacza, że mogę czy nie mogę?
- A dasz się namówić na wyskoczenie z tortu w samej bieliźnie?
- Nawet i trzy razy.

:)
22:54, venomik
Link Komentarze (5) »
Kolorowe sny, kiedy...
- Wiecie co? – powiedział dziadek do nas – ja niedawno miałem operację…
- Wiemy – odpowiedziały jednocześnie dwie osoby.
- Ale co niby wiecie? Że operacje miałem, ja wcale o tym nie chciałem Wam opowiadać. No więc miałem operację. Już nie pamiętam jak to lekarze zwali, ale usuwali mi kamienie z… nie nerki, nie pęcherza… jak to było? Aha, z woreczka żółciowego mi chyba kamienie usuwali. No więc miałem operacje i mi podali narkozę. Ale ja myślę, że oni mi wcale prawdziwej narkozy nie podali, ale tę, marihuanę. Maryśke mi normalnie podali.
- No co też dziadek opowiada?!
- Naprawdę! Bo ja rozmawiałem z ludźmi, którzy mieli narkozę. I okazało się, że żadnemu nic się nie śniło. A mi śniło, i to jak!
- A co się śniło?
- Śnił mi się las… ale to nie był zwykły las, ale taki kolorowy, świecący, jak z bajki. Naprawdę, bardzo kolorowy. Lasy takie kolorowe nie było. Tak dobre 30 minut po obudzeniu uświadomiłem sobie, że to był nas z olimpiady. Bo jak oglądałem ostatnie igrzyska to obok tego lasu kolarze przejeżdżali. Ale wtedy taki kolorowy nie był… bo wtedy mi nikt maryśki nie podał.
- Ale… najważniejsze, że nie jest dziadek uzależniony.
- No nie jestem po jednym razie. Chociaż… jakby mi ktoś obiecał takie sny i dał maryśki, to na pewno bym wziął. Stary jestem, radości za wiele w życiu już nie mam. Tylko zamiast kolorowych… no, tych drzew, mogłoby coś innego kolorowego stać… ale też tak licznie.
- Niby co?
- A co ja Wam będę tłumaczył, młodzi jesteście, ale nie aż tak. Znacie to z doświadczenia lepiej niż ja. Doświadczenie może krótsze, ale ja swoje już w większości pozapominałem…

Ktoś się domyśla?
01:39, venomik
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 lipca 2009
Straszny pojedynek
W pojedynku na straszenie stare vs nowe 1:0.
Hiszpański ‘Rec’, ponoć jeden z najlepszych horrorów ostatnimi czasy, zupełnie nie wciąga. Historię oglądałem ze znużeniem, a kolejne nielogiczne zachowania bohaterów coraz bardziej irytowały. Plus za kamerę i małą dawkę krwi. Horrory bywają ostatnio przesadnie obrzydliwe.
Mimo wszystko ‘Miasteczko Twin Peaks’ bije ten film na głowę. Oglądałem (a właściwie przeglądałem) ten serial jako brzdąc i zapamiętałem jedynie agenta Coopera, nic więcej. Mimo że już wtedy mi się spodobał, to dopiero dziś poznaję prawdziwy jego urok. Niech się schowają wszystkie Prison Brejki i Losty – z całym szacunkiem dla nich, ale to od (o zgrozo) Lyncha mogą się uczyć jak budować klimat i napięcie.
(gwoli ścisłości, nie cierpię tego reżysera)
Wciąż pozostają tylko dwa horrory, które mi się naprawdę podobały. Mowa o ‘Inni’ i ‘Blair witch project’.

Btw: do czego to doszło, przez ostatnie godziny ściągałem spolszczenie do polskiej gry… polscy piraci, mimo że zawsze ich szanowałem, tym razem rozczarowali.
Za godzinę wracam do domu. Tam będę się cieszył z lepszego komputera… drzyjcie już, Vyverny i Kikimory! Ugniecie się pod ciężarem wiedźminiego miecza :)

Jako bonus - kolejna z obiecanych piosenek:



14:20, venomik
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 lipca 2009
Matematyka winna być przyjazna

Jakiś czas temu pewien profesor popełnił tekst o naukach ścisłych. Nie wypowiadał się o nich zbyt pochlebnie… przez internet przelała się fala krytyki. Nie może to dziwić. Po części dlatego, że internetowe grono jest bardziej wypełnione umysłami ścisłymi niż całe społeczeństwo. Ale głównie dlatego, że ów tekst jest… najzupełniej w świecie głupi. Nie wiem, czy nastawiony na rozgłos czy też (jak jest tłumaczony przez część internautów) autor poprzez wyolbrzymienie sprawy chce dotrzeć do co bardziej zatwardziałych zwolenników nauk ścisłych (mimo częstych dowodów jakoś nie przyjmuje do wiadomości, ze ktoś posiadający profesurę może być po prostu głupi)
Tekst można przeczytać pod tym adresem. Najciekawsze fragmenty padną w drugiej połowie artykułu. 

Ludzie wykształceni i ukształtowani w profilach techniczno-inżynierskich są bardziej skłonni do przyjmowania i powielania schematów mentalno-światopoglądowych, podatni na techniki manipulacji i inżynierię społeczną.
Użytkownicy równań, wzorów, regułek i algorytmów mają inklinację do wyobrażania sobie także życia społecznego jako podlegającego koniecznym prawom, mechanizmom i technikom, co czyni ich - zdaniem Marthy Nussbaum - niebezpiecznymi dla demokracji oraz pluralistycznego, otwartego społeczeństwa wolnych obywateli. "Kształcenie nastawione na technikę i biznes produkuje ludzi, którzy są konformistyczni, pokorni wobec władzy i nie myślą krytycznie o propagandzie, którą im podsuwają politycy. Nie potrafią też zrozumieć cierpienia i uczuć ludzi, którzy się od nich różnią".
Ludzie o wąskospecjalistycznym wykształceniu techniczno-inżynierskim często są istotnie bardziej podatni na polityczną agitację i ideologiczne sugestie, wykazując się ignorancją w rozpoznawaniu ich bałamutności.

A uwierzcie, to nie są jedyne oryginalne myśli autora.
Wchodzić w polemikę nie zamierzam. Zrobiło to już wielu przede mną, a i autor artykułu zapewne tutaj nie zerknie. Sam polecam każdemu (zwłaszcza osobom, które uważają się za ścisłe umysły) zaopatrzyć się w sporą dawkę dystansu i poczucia humoru, po czym przeczytać całość.

Mnie natomiast osobiście zaciekawił fragment:
„od tego czasu nastąpiło kilka antypozytywistycznych przełomów demaskujących płycizny, uproszczenia i sprzeczności tego poglądu o świecie i nauce, ma on w niektórych środowiskach nadal bezkrytycznych zwolenników (by nie powiedzieć - wyznawców). Należą do nich twórcy profilu i programu polskiego szkolnictwa powszechnego.” (należałoby załapać szerszy kontekst)

Pamiętam naukę matematyki przez końcowe lata podstawówki oraz całe liceum (mnie ominął urok gimnazjum). Sięgałem często po rozlatujące się trochę podręczniki mojej mamy, starsze ode mnie, ale znakomicie zredagowane. Miały tylko jeden mankament – zadania wyglądały tak, jakby liczby w nich wybierane były metodą na chybił-trafił. Nic się nie chciało skrócić, wynik był z reguły kosmicznym ułamkiem albo pierwiastkiem z kilkucyfrowego tasiemca.
Nowsze podręczniki były dla mnie idealnym kompromisem. Liczby były przyjemniejsze, dopasowane tak by wynik był w miarę uproszczony, ale jednocześnie nie uciekały od liczenia na większych ułamkach albo na pierwiastkach.
A teraz?
Moja mama jest matematyczką, więc jestem w miarę na bieżąco z materiałem i sposobem jego nauczania. Samego materiału czepiać się nie będę, choć stopniowo jest coraz bardziej okrajany. Bawi mnie za to cała otoczka.
Rodzicielka nie tylko uczy matematyki w szkole. Udziela także prywatnie korepetycji. Ma swoje ulubione książki i ulubione zadania, na podstawie których tłumaczy zawiłości ukochanego przedmiotu (co się chwali). Pojawiają się z tego powodu zabawne historie, gdy na korepetycjach zjawiają się uczniowie z innych szkół. W których matematyki uczy się w sposób przyjazny i nowoczesny.
Niejeden raz mama opowiadała mi, że taki uczeń otrzymując w środku zadania wynik (powiedzmy) pierwiastek z 12 przerywa liczenie. Dlaczego? Bo nie ma pierwiastka z dwunastu, więc coś jest nie tak. A że pierwiastek z 12 to też dwa razy pierwiastek z 3? Co z tego, z trójki pierwiastka też się wyciągnąć nie da.
Podobnie postępują gdy wyjdzie nieprzyjemny ułamek, czasami nawet jak za duża liczba. Dlaczego? Nauczeni są, że rozwiązanie musi być ładne, więc jeśli nie jest liczbą naturalną, najlepiej mniejszą niż 10, to jest ono podejrzane. Albo z założenia złe.
Cóż, nauka powinna być fajniusia i milusia, prawda?
Osobną kwestię stanowią całe podręczniki z tymi zadaniami. Są duże, kolorowe, pełne zbędnej treści, obrazków, odniesień. Działania tłumaczone przy pomocy cukierków, trygonometria z krasnoludkami… a wszystko coraz bardziej banalne, na najprostszych przykładach, z wykorzystaniem najprostszych liczb. Koniecznie bez wyjątków, bez szczególnych przypadków, bo wówczas przestaje być sympatycznie.
Zrozumiałbym, gdyby dotyczyło to tak zwanych ‘humanistów’, którzy matematykę powinni opanowywać w stopniu podstawowym (pozostałe godziny mogłyby być zastąpione choćby elementami przedsiębiorczości czy ekonomii, co byłoby bardziej przydatne w życiu). Ale jeśli przyszłego inżyniera podręcznik zachęca nie do czytania treści, ale do oglądania obrazków i podziwiania historyjek – coś jest nie tak.

Zamiast:
„Nauka powinna być przyjemna, by łatwiej przekazać program”
jest:
„Program powinien być łatwy, by nauka była przyjemna”


* wiem, że w tym działaniu są dwa błędy. Po pierwsze – nie jest skrócone do końca, bo literka ‘c’ występuje w liczniku i mianowniku (więc wynik to: koham/ie). Po drugie – ponoć w samych obliczeniach jest coś nie tak. Nie wiem, nie sprawdzałem.

02:20, venomik
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 lipca 2009
Spacja
Na gg:

Mamuś: strasznie sie zacina spacja
Mamuś: i wyrazy wychodza laczone 
Ryś: Wyjmij spację i ją umyj  :)
Mamuś: wiem ale nie mam czasu 
(chwilę później)
Mamuś: alebruduwsrodku 
Ryś: Ja mam fajną klawiaturę, bo wystarczy ze zdejme gęrę, umyję pod prysznicem i zostawię do wyschnięcia 
Mamuś: jaterazniemogejejwlozyc 
Ryś: Musisz :)
Mamuś: spadamniechtatasiemeczy 
Mamuś: Pa

Biedak :)
Ta spacja to moja wina. Ostatnio jak byłem w domu to zalałem ją winem i nie wyczyściłem do końca. Szczęście, że wakacje są, remont w domu i mama praktycznie nie używa komputera.

Dwadzieścia minut później

Mamuś: juz klawisz zrobiony 
Mamuś: ale i tak                    ciezko chodzi 
Mamuś: musisz sam zobaczyc jak przyj 
Ryś: Jak wrócę to wyczyszczę klawiature 
Mamuś: ok
Mamuś: spadam bo idziemy do poani mirki, na razie
Ryś: Miłej zabawy 
Mamuś: na pogaduszki tylko bomnie boli zoladek 
Mamuś: nie manawet piwka 
Ryś: Przykro mi  
Mamuś: mnie tez 

Musiałem być adoptowany. Stanowczo za mało miję jak na tę rodzinę.
22:36, venomik
Link Komentarze (1) »
środa, 08 lipca 2009
50-te urodziny
Maice może jakiś pomysł na fajny prezent dla Rodzicielki na 50-te urodziny?
Deadline - najlepiej do niedzieli.
19:35, venomik
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2