Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
sobota, 27 czerwca 2009
Studenckie rozterki
Gdy na plecach czuć już oddech zbliżającego się terminu:
Co za po*** przedmiot, same pi*** głupoty, jeszcze jakieś je*** wykresy mam rysować.

/świadom tego, że mi się za ten wpis oberwie – umieszczam tylko krótki fragment wiązanki :)
02:30, venomik
Link Komentarze (1) »
Express your feelings


I niech mi ktoś wytłumaczy - po co?
02:26, venomik
Link Komentarze (10) »
czwartek, 25 czerwca 2009
Kochane rodzeństwo
Odwiedziła mnie dziś siostra.
Oczywiście, jak na kochane rodzeństwo przystało, wizyta zupełnie nie bezinteresowna. Potrzebowała ‘małej’ pomocy ze swoimi obowiązkami do pracy. Zrobiliśmy dwuosobową burzę mózgów, ale wciąż czuliśmy się niepewnie. Zaprosiliśmy współlokatora i burza rozszerzyła się na trzy mózgi.
Ostatecznie udało i się przeforsować mój pierwotny pomysł, pomóc w części realizacji (reszta spada na barki siostry). Ale przez skórę czuję, że jeszcze będę za to cierpieć.
Gdy ostatnio pomagałem siostrze z jej zadaniem z pracy (wtedy w zasadzie robiłem za nią) to mój zamysł został przez szefa siostry skreślony. Miałem ochotę przejść się do niego i wyśmiać jego wersję, według której w zasadzie lepiej zapłacić 1,5 mln pośrednikowi i 24 mln za wybudowanie siedziby, niż 3 mln euro pośrednikowi i 18 mln za wybudowanie tego samego.
No, ale to przecież on zarządza biurem i jeździ luksusowym autem, nie ja. Chyba przyda mi się trochę pokory.
Dziś początkowo siostra miała dostać po łbie. Potrzebuje tego na jutro rano, a odzywa się dopiero dziś przed godziną 20 wieczorem. Ale uznałem, że i tak się poprawiła. Ostatnim razem spędziliśmy całą niedzielę wspólnie, a o potrzebie pomocy powiedziała mi dopiero o godzinie 21. W samochodzie, właśnie wyruszaliśmy z powrotem do Poznania i czekało nas półtorej godziny drogi.
Wtedy ostatecznie wszystko skończyłem dopiero o 5 nad ranem.


A tak wygląda moja siostra (a w zasadzie wyglądała rok temu):



Tuż obok jej chłopak.
02:37, venomik
Link Komentarze (5) »
środa, 24 czerwca 2009
Nie ma jak u mamy
Telefon od mamy.
- Co tam słychać u Ciebie?
Przez dwie minuty żaliłem się na mój ciężki los, mając wrażenie, że i tak nikt mnie nie słucha. Przerwałem na chwilę, chcąc opowiedzieć jak to mnie porwali kosmici. Nie zdążyłem
- Zgadnij co robię!
I wszystko jasne.
Zgadywać nie miałem zamiaru, ale też mama takich zgadywanek wcale nie lubi.
- Nie wiem
- Przywieźli nam nowe drzwi. Właśnie sobie przeniosłam fotel, siedzę na wprost nich i patrzę cały czas.
- …


Trzy godziny później kolejny telefon.
- Cześć mamuś, wciąż oglądasz drzwi?
- Nie do końca – zaśmiała się – przyszła sąsiadka i je opijamy. Żeby dłużej takie ładne były.

13:42, venomik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 czerwca 2009
Otwartość
Z SMSa:
I pytam klientkę jak samopoczucie. A ona mi odpowiada: 'Pani, dobrze, tylko hemoroidy mi dokuczają. Wzięłam czopka, ale czy to nie pęknie w środku to ja nie wiem". A w reklamach mówią, że to wstydliwy problem.
22:35, venomik
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 czerwca 2009
Boję się nastolatek
Boję się nastolatek. Szczerze. Gdy je widzę, zwłaszcza w większej grupie, podświadomie spodziewam się ogrodzenia i głosu przewodnika ‘A tutaj po prawej widzicie państwo przykład egzotycznych stworzeń w ich naturalnym środowisku’.
Jeśli mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus, to nastolatki są z planety Melmak.

Tyle tytułem krótkiego wstępu.
Jakiś czas temu umówiłem się na randkę, nazwijmy to, w pół-ciemno. Nie znaliśmy się wcześniej, ale trochę mieliśmy okazję porozmawiać przez internet. Nie jestem zwolennikiem takich spotkań i też do końca nie wiem co mnie podkusiło. Brak doświadczenia zaważył, zakończyło się więc kilkoma błędami:
Błąd pierwszy: nie spytałem wcześniej o wiek. Ostatecznie okazało się, że dziewczę ma osiemnaście lat (nawet niepełne).
Błąd drugi: powiedziałem wcześniej, że deszcz mi nie przeszkadza. Pada czy nie pada – nie przeszkadza mi to, w końcu to tylko woda.
Błąd trzeci: powiedziałem jeszcze wcześniej, że mokre włosy u kobiety wyglądają seksownie. Bo wyglądają. Sam miałem akurat na myśli kobietę wychodzącą spod prysznica, najlepiej ubraną w męski sweter, ale zapomniałem to dodać. I to był największy błąd.
Skończyło się źle.
Miał być dwugodzinny spacer dookoła poznańskiej Malty. Ostatecznie przez połowę tego czasu siedzieliśmy na ławce, najpierw niepewnie przyglądając się wiosennemu deszczowi, później uginając pod ciężarem ulewy. Coraz bardziej zmarznięty, coraz bardziej przemoczony usiłowałem namówić ją, byśmy schowali się do kawiarni (gdzie nie pada i nie wieje) albo przynajmniej pod drzewo (gdzie mniej pada) – ale ponawiane prośby kończyły się tak samo:
- Nigdzie nie idziemy, chcę wyglądać seksownie.

Dwa dni po tym spotkaniu wreszcie udało mi się zwalczyć ryzyko przeziębienia.
Nastolatki? Nigdy więcej.
01:50, venomik
Link Komentarze (6) »
czwartek, 18 czerwca 2009
Powrót fachowców
Wrócili moi ulubieni fachowcy :)
Ci sami, którzy pół roku temu tak ładnie walczyli u mnie w łazience, gdyż u sąsiadów piętro niżej pojawiła się plama wody na ścianie. Ówczesna diagnoza – kabina prysznicowa stara i nieszczelna, trzeba wymienić.
Jak się okazało – niekoniecznie. Minęło kilka miesięcy i plama powróciła. Mimo nowej kabiny. A wraz z plamą powrócili Ci sami fachowcy. I ostro zabrali się do pracy, zaczynając od… zachwalania tego, co ostatnio zrobili. Bo kabina ładna, uszczelnienia działają, silikon świetnie się trzyma, a i kabina stabilna jak żadna inna w Poznaniu. 
Na szczęście to nie ja płaciłem za świetnie wykonaną zbędną usługę, więc trzymałem język za zębami.
- Może kawy zrobić? Albo herbatę lub sok podać?
- Nie – odezwał się ten większy – najlepsza byłaby woda mineralna niegazowana.

Wybredni.
Trzeba było biec do sklepu.
14:10, venomik
Link Komentarze (4) »
Biwak
Biwak z Panną P. w zasadzie planowany nie był. Wypad nad jezioro przypomniał mi, że strasznie stęskniłem się za pływaniem - niech mnie piekło pochłonie, jeśli w najbliższym czasie nie wybiorę się popływać. Nad jezioro, koniecznie. O ile pogoda pozwoli.
Już dziś byłem bliski temu, by wskoczyć do wody.



Tak w ogóle wyglądał nasz biwak. Bez koszyka z jedzeniem, jedynie drobne - i wysokokaloryczne - zakupy po drodze. Za to z nieśmiertelnymi Osadnikami z Catanu (na n-k ta gra jest reklamowana od tygodni). Nad jeziorem zemściłem się za dwie porażki godzinę wcześniej, w mieszkaniu.



A to plansza po jednej z partii. A była ona szczególna - taktyka, choć zwycięska - była na wskroś ryzykowna. Odcięcie się od obu kluczowych surowców (drewna i gliny) mogła sprawić, że przez pół godziny mógłbym jedynie podziwiać ogrywającą mnie Panne P.
Na szczęście handel zamorski mnie nie zawiódł.



A tak wygląda moje ulubione piwo, które 'mrozi się' w jeziorze. Szkoda, że woda chyba cieplejsza od piwa.
I proszę się nie śmiać, że to sok :-]



A tutaj sama Panna P.
Udaje, że woda przyjemna.
00:28, venomik
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 czerwca 2009
Nastolatki
W autobusie:

Nastolatki o tatuażach
(...)
- Albo zrobię sobie różyczkę
- Dlaczego różyczkę? (lepsze to niż wcześniejsze gwiazdki, wstążki czy koliber)
- Bo to symbol przemijania (pierwsze słyszę)
- I co z tego?
- No fajnie mieć
- Ale to tak na całe życie
- No właśnie
- Będzie Ci kiedyś przypominał, że jesteś stara
- Nie, będzie mi przypominał, że byłam młoda i zajebista.
- Niby kiedy?
- Wal się

Urocze.
Ładny wstęp do tego, dlaczego boję się nastolatek. Ale, jak wspominałem w poprzedniej notce - to spiszę w przyszłości.
23:49, venomik
Link Dodaj komentarz »
Pizza
Z Panną B.

Składniki:





(sos zrobiony wczesniej przez Pannę B.)

A tutaj rośnie ciasto. Na samą myśl o jego wyrabianiu (głupio zgłosiłem się dobrowolnie) palce same kleją się do siebie.
Uwaga! Robienie pizzy na kupnym cieście to nie jest robienie pizzy! W takich chwilach zawsze przypomina mi się ten ambitny przepis.



Tutaj ciasto posmarowane sosem 9w tle książka z przepisami):



Pierwsze składniki na cieście i pierwsze kłótnie co do ich kolejności. Chyba ustąpiłem.



I tak dalej, aż do końca:




(tak, powyżej widzicie kiełki)



A tak prezentuje się ostateczny efekt:







Efekt przepyszny!
Ale nie ma się co dziwić, Panna B. należy do tej bardzo skromnej grupy osób, które mogłyby mi gotować codziennie :)
 
1 , 2