Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
piątek, 30 kwietnia 2010
Pożegnanie
Obiecałem wspomnieć jednym zdaniem o wczorajszej mini-imprezie.
Ogólnie bardzo miła inicjatywa… impreza pożegnalna, bo z mieszkania wyprowadzała się koleżanka. Kilkoro znajomych, pogadanki przy kieliszku i przekąskach. I wszystko byłoby niezwykle sympatyczne, gdyby nie jeden problem…
Wyprowadzająca się dziewczyna nie wiedziała nic o imprezie i nie została zaproszona :)
11:56, venomik
Link Komentarze (3) »
Nice day
Minęła dawno druga w nocy. Odpoczywam trochę przed komputerem po ciężkim, ale bardzo udanym dniu. Popijam piwo Noteckie Ciemne, które dostałem od Owcy za pomoc w przeprowadzce.
Bo Owca porzuca stare mieszkanie na rzecz nowego, blisko centrum. Można jej zazdrościć…

- No bo przecież chęć zmiany, jak się siedziało dwa lata w jednym miejscu, to jest argument za przeprowadzką?
- No jest…
- Dziękuję
- …tyle, że bezsensowny :)

Jakoś nigdy nie czułem potrzeby takich zmian – ale może jednak potrafię je zrozumieć. Zwłaszcza po tym jak zobaczyłem nowe mieszkanie, z fajnym widokiem z okna… mógłbym się tam zamiast Owcy przeprowadzić.
I miałbym fajną współlokatorkę… nie poznałem jej wprawdzie, ale na półce z książkami ma Harry’ego Pottera, Mario Puzo, Dobrego Wojaka Szwejka i coś Akunina. Ten ostatni to rosyjski autor kryminałów, nieco na wyrost porównywany z Agathą Christie. Po części dlatego kupiłem lata temu dwie jego książki – jedna mi zaginęła, ale Azazela mam do dziś i chętnie po niego sięgam.

Po przeprowadzce szybko oddać samochód, szybko wrócić, szybko przygotować sobie obiad, potem prysznic (ten akurat trwał długo) i już mnie czas gonił na kurs tańca. Dziś dwie godziny tańca towarzyskiego i dwie godziny salsy, po których nogi cudem nie odmawiają posłuszeństwa.
Chciałem właśnie napisać, że powoli zakochuję się w salsie… ale co Was będę kłamał – zakochałem się już dawno.

- Czego Ty właściwie uczysz się tańczyć?
- Tańca towarzyskiego i salsy.
- Salsa nie jest tańcem towarzyskim?
- Nie w moim wydaniu ;)

Dialog stary. Od tego czasu przestałem uważać, że partnerka trafiająca na mnie w tańcu miała pecha, choć jeszcze kilka godzin kursu brakuje mi do stwierdzenia, że miała szczęście ;)
Ale, chrzanić już skromność, jestem jednym z lepszych na salsie i najlepszych na tańcu towarzyskim.
Zaczęło się od tego, że miesiąc temu zostałem spośród 20 partnerów wybrany do najlepszej trójki na środek by pokazać jak się tańczy disco, bo robiliśmy to najbardziej żywiołowo (Ryś i żywiołowo, tego się do tej pory nie używało w jednym zdaniu).
Przez kolejne tygodnie zbierałem więcej pewności siebie (i pochwał), aż instruktor określił mnie królem jive’a ;)
Sąsiad z dołu z pewnością jest wniebowzięty, że regularne wsłuchiwanie się w odgłosy skakania po jego suficie nie poszły na marne :]
A propos jive’a… to dość widowiskowy taniec. W piątek po kursie wybrałem się z dziewczyną na imprezę (sam zaprosiłem, czego absolutnie nie mam w zwyczaju). Skończyło się na tym, że przetańczyliśmy niemal wszystko, co umiemy. Cha-cha, salsa, disco, rumba… i właśnie jive.
Najpierw ludzie siedzący przy stolikach bezczelnie się zaczęli nas patrzeć. Chwilę później pobliskie osoby przerwały taniec i też zaczęły obserwować. A na koniec dwie dziewczyny wyciągnęły aparaty i zaczęły nas nagrywać :]
Teraz z przerażeniem otwieram wszystkie linki youtube jakie dostaje od znajomych ;)

Ale dawno się tak nie wytańczyłem. Do dziś jeszcze nie udało mi się po tym w pełni wypocząć.

No dobra. Bo ja tak naprawdę wpadłem na blog tylko napisać, ze wczoraj był Międzynarodowy Dzień Tańca. I z tego powodu mam dla Was piosenkę przy której tańczymy salsę.
Miała się pojawić jeszcze wczoraj, ale niespodziewanie po kursie wypadła mini-impreza i nie zdążyłem.
O niej jeszcze będzie okazja napisać kilka słów – a póki co miłego słuchania:

02:25, venomik
Link Komentarze (4) »
środa, 28 kwietnia 2010
Z kobietami
- Czasami się zastanawiam za co ja Was kobiety tak lubię…
- I co?
- Cóż, dochodzę do wniosku, że albo wy, albo faceci… to wybór jak pomiędzy kiłą i AIDS.
- Z kiłą można przecież żyć
- Z kobietami podobno też…
22:51, venomik
Link Komentarze (1) »
Pisanie bezwzrokowe
- Co się dzieje z Twoją spacją?
- Zacina się od dłuższego czasu
- Hmm… moja klawiatura też jest brudna od dłuższego czasu. Ale zacina się tylko strzałka w prawo, mniej denerwuje niż spacja.
- Moja klawiatura jest czysta!
- Nie udawaj… chociaż na czystych klawiaturach kiepsko się pisze. Nie można pisać bezwzrokowo.
- Dlaczego?
- Nie da się rozpoznać klawiszy po koleinach kurzu ;)
- Ja w ogóle nie umiem tak pisać
- To proste. Wystarczy, że padnie Ci żarówka w pokoju i jakoś zawsze zapominasz kupić nową. Trzeba wtedy pisać nie widząc klawiszy.
- Tylko do czasu kiedy się kupi żarówkę ;)
- Dokładnie. Właściwie najgorsze były pierwsze trzy tygodnie, później poszło z górki ;)

18:19, venomik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 kwietnia 2010
Od czego (nie) zaczynać Lema?
Z Lemem jest taki problem, że naprawdę Ciężko zacząć go czytać. Kompletnie niewiadomo od czego.
Gdyby wziąć 5 fanów jego twórczości, zamknąć w pokoju by wybrali ksiązkę od której najlepiej zacząć… no, myślę, że po 15 minutach dyskusja przerodziłaby się w inną – ‘od jakiej książki Lema zaczynać NIE wolno’, a tutaj szybko zostałoby wymienionych 75% jego książek. Przy czym kilka pozostałych wcale nie byłoby dobrym wyborem.
Cyberiada? 'To Trurl i Klapaucjusz, czyli dwa roboty co się biją po głowie? Czytałem w podstawówce, bo to lektura była. Nie, dziękuję.'
Pilot Pirx? 'No chyba żartujesz, to też lektura. Jedna z najgorszych.'
Solaris? Jest ciężkie, mnie zniechęciło do Lema na pewien czas.
Dzienniki gwiazdowe? Są na tyle specyficzne, że część się zachwyci, inni już nigdy nie sięgną po książkę Lema.
Bajki robotów? Ale kto w tych czasach czyta bajki, albo kto czyta opowiadania o robotach? A oba naraz – wykluczone.
Głos Pana? Książka, która ma niemal sam suchy tekst – pierwszy dialog pojawia się pod koniec książki. Odpada absolutnie.
Pamiętnik znaleziony w wannie? Jedna z najcięższych książek Lema – bez odpowiedniego nastawienia to będzie pierwsza i ostatnia przeczytana jego pozycja.
I tak można o jego całej twórczości.

Biada jednak temu, kto szukając pomysłu zerknie na oficjalną stronę Stanisława Lema. Pisarz ten trochę wyłamuje się ze schematu, że autor o własnych książkach na swojej stronie może pisać albo dobrze, albo unikać subiektywnych sądów.
Lem właściwie ma to gdzieś.
Astronauci:
Dziś jestem zdania, że moje pierwsze powieści science fiction pozbawione są wszelkiej wartości (pomimo że doczekały się licznych wydań i zyskałem dzięki nim światowy rozgłos).  Pisałem je - na przykład Astronautów wydanych w 1951 roku - z pobudek, które i dziś rozumiem, choć przedstawiony w nich świat zdecydowanie przeczy wszystkim moim życiowym doświadczeniom.
W pewnym sensie samego siebie nabrałem, bo przecież pisałem tę książkę z jak najzacniejszych pozycji. Dziś wywołuje ona we mnie tylko niesmak.
Człowiek z marsa
Człowiek z Marsa został przeze mnie napisany wyłącznie w celach zarobkowych, "dla chleba", powieść ukazywała się w odcinkach w katowickim czasopiśmie "Co tydzień powieść". Nie mogłem uniemożliwić niektórych wydań zagranicznych tej pozycji, ze względu na charakter zawartych przeze mnie umów, które dawały wydawcy możliwość publikacji wszystkich moich książek. Uznałem więc, że skoro rzecz ukazała się po niemiecku, dziwactwem byłoby odmawiać zgody na polskie wydanie, aczkolwiek uważam tę pozycję za wyjątkowo naiwną, ogromną słabiznę. Pierwociny pisarskie autor bardzo często chciałby na zawsze pogrzebać gdzieś "na cmentarzu ogólnej nieczytelności".
Eden:
Eden jest mi dzisiaj obojętny. Może być - taki sobie. Pisarsko to chyba niewypał, gdyż skażony jest schematyzmem bohaterów i płaskim widzeniem świata, choć jest to, powieść, którą się "czyta". Jest to drugorzędna literatura, która w porównaniu z typową Science Fiction jest może nawet dobra, ale nie można przecież ustawić człowieka o normalnym wzroście wśród garbatych i twierdzić, że to właśnie Apollo.
Obłok Magellana
Obłok Magellana uważam za utwór dosyć słaby, szczególnie ze względu na swoją warstwę językową. Pamiętam, że w czasie pisania tej książki chodziłem z zeszytem, w którym zapisywałem kwiecie stylistyczne, które właśnie wymyśliłem i bałem się zapomnieć. Byłem wtedy pod znacznym wpływem Rilkego, więc moja stylistyka była jakby dziesiątą wodą po tym poecie. Jeśli nałożymy to dodatkowo na przesłodzoną fabułę, uzyskujemy ekstrakt socrealistycznego czasu. 
Opowieści o pilocie Pirxie:
Z wyjątkiem dwóch, trzech opowiadań jest to zbiór niezbyt szczęśliwy. Pierwszą przyczynę tej słabości stanowi jego wtórność wobec Bildungsroman. Właściwie tylko dwa fragmenty mi się do dzisiaj podobają: Ananke i Terminus.
Powrót z gwiazd
Razi mnie sentymentalizm tej książki, krzepa bohaterów, papierowość bohaterki. Coś mi tam zalatuje Remarkiem z jego Trzech towarzyszy. Jest w tym jakieś gówniarstwo. 

Szczególnie lubię ten fragment o Apollo i garbatych ;)
01:17, venomik
Link Komentarze (5) »
czwartek, 22 kwietnia 2010
Problemy z facetami
Pewna dziewczyna ma problem z facetem.
Są trzy kolejne etapy, trzy możliwe poziomy dla rysiowo-kobiecej znajomości. Podsumować to można myślami owych kobiet o mnie:
1. On z pewnością ma raczne włosy
2. On z pewnością jest matematykiem
3. On z pewnością będzie słuchał o moich problemach z facetem.
Nie, żeby mi to przeszkadzało - ale raczej proszenie mnie o radę w relacji damsko-męskiej to prokurowanie sytuacji 'prowadził ślepy kulawego'.

- Bo wytłumacz mi to Ryś. Jak facet, będący chyba w szczęśliwym związku, może oglądać jakieś gołe baby w Internecie? Przecież to jest chore.
- Ja go nie będę tłumaczył. Jeśli się jest w udanym związku to albo się akceptuje całą  drugą osobę, albo próbuje się pewne rzeczy zmienić. Ale oglądanie jakichś nieprawdziwych, wyidealizowanych obrazów jest zupełni bez sensu – później się tylko wraca do żywej osoby i wydaje się, że wszystko mogłoby być lepiej. To tylko pogarsza sytuację. A na pewno w niczym nie pomaga.
- Za dużo się rozpisałeś. Ale masz rację.
- Wiesz, że miałem z dziewczyną ten sam problem?
- Z Asią?
- Mhm
- Asia oglądała w Internecie nagich facetów?!
- Nie, gorzej… oglądała romantyczne filmy, o miłości i idealnych związkach. I to tak bezczelnie – wcale się z tym nie kryła.

A ostrzegałem wcześniej, że nie jestem dziś w nastroju.
03:09, venomik
Link Komentarze (1) »
Czasami tak jest
Jeśli dociera do Ciebie, że coś, czego bardzo byś pragnął, jest niemożliwe – to, wybaczcie dosadność, dość chujowe uczucie. Ale jest coś gorszego. Kiedy udaje się wam spojrzeć na to z lekkim dystansem i zrozumieć, że nie tylko to się nie stanie, ale i stać się nie powinno. Po prostu nie ma prawa. Przeczyłoby podstawowym prawom, na jakich świat się opiera.
I zdrowemu rozsądkowi.
Jeśli wierzyć amerykańskim filmom w takim nastroju trzeba zjeść pudło lodów przed telewizorem albo otrzymać od kogoś wielkie czekoladowe ciasto. Jako że szansa otrzymania takiego ciasta była niewielka, a do sklepu iść mi się nie chciało (telewizora nawet nie mam) – musiałem się zadowolić puszką zielonego groszku.
Ale to był cholernie dobry groszek!
Chciałem sobie zrobić grillowanego kurczaka, ale nic z tego nie wyszło. Wcześniej włączając elektryczny grill do sieci zaczynała się świecić lampka, a teflon robił się gorący. Niestety jedna z tych rzeczy padła. I niestety nie była to żarówka.
A zamiast ciasta była herbata. Tu też pech - skończyła się moja ulubiona, więc musiałem sięgnąć po kolejną. Wypiłem jej już cztery wielkie kubki i nie mogę się zdecydować czy jest naprawdę smaczna czy jednak zupełnie mi nie smakuje. W końcu jednak będę musiał się zdecydować. Cóż, mam nadzieję, że padnie na to pierwsze. W końcu w kuchni leży niemal całe pudełko, nie chciałbym wyrzucać.

Przez cały dzień próbuję sobie wbijać do głowy kilka drobiazgów, niestety lądują one znacznie niżej. I nie mogą się wydostać.
Spisałem za to całkiem niezłą stronę opowiadania. Naprawdę mi się podoba.
I podoba mi się to uczucie, że mi się coś podoba. Z reguły wszystko co napiszę wydaje mi się strasznie kiepskie. Dałem sobie jednak spokój, kiedy brała mnie ochota, żeby ubić bohaterkę. Mógłbym ją spalić żywcem… okazja ku temu była przednia. Ale trochę by mi to komplikowało resztę opowiadania, bo to główna postać.
Sam nie wiem czy to kwestia nastroju czy tego, że ja jej za bardzo nie lubię. Oby to pierwsze – bo to minie jutro. Ale jeśli drugie… cóż, jako piszący mam otwartą drogę – mogę ją zmienić jednym ruchem ręki (metaforycznie, rzecz jasna, bo się będzie trzeba przy tym zdrowo nastukać w klawiaturę). I to w kogo tylko bym chciał – tylko po to, by mi się wydawała trochę fajniejsza.
Powiedzmy – mógłbym jej dodać więcej inteligencji, wcisnąć w usta kilka złośliwych uwag. To jedna opcja. Ale mógłbym też powiększyć jej cycki…
Nie mogę się zdecydować.

02:35, venomik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 kwietnia 2010
Sentencjonalnie
"Wnętrze jest naprawdę zdecydowanie ważniejsze od tego, co widać"
... stwierdził Ryś, kiedy się okazało, że zabrał tylko puste etui od telefonu.
17:01, venomik
Link Komentarze (2) »
Spodnie
Kupowanie sobie ubrania jest trochę jak rozwiązywanie zadań z fizyki kwantowej – fajnie byłoby umieć robić to dobrze, ale z dwojga złego wolę się już poradzić kogoś, kto się na tym lepiej zna. Ot, żeby nie zrobić nic głupiego.
Dlatego zawsze mówię, że wszelkie moje ubrania dzielą się na te w których wyglądam ładnie i na te, które kupiłem sobie sam :)
Rozumiecie więc czemu z pewnym zdziwieniem przyjąłem komplement Panny B. twierdzącej, że mam ładne spodnie. Uznałem, że chciała być miła.
Kobiety czasami tak mają.
Dla pewności godzinę później spytałem Pannę P. czy jej się podobają te spodnie. Przyznała, że tak. Aż mi się w głowie zakręciło. Runął mój cały światopogląd. Czyżbym sam sobie kupił coś ładnego?!
Na szczęście wkrótce wszystko wróciło do normy. Znów świat jest spójny i logiczny (czytaj: piękny). Przypomniałem sobie, że przecież jak je kupowałem to mi się tak średnio podobały.
Uff…
:)

Długi wstęp, a tak po prawdzie chciałem tylko krótką rozmowę przytoczyć:
- Oj, spodnie Ci się popsuły – powiedziała babcia wskazując na przetarcie tuż ponad kolanem
- One już takie były jak je kupowałem - uśmiechnąłem się.
- W promocji były? – babcia wykazała się pełnym zrozumieniem :)

15:42, venomik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 kwietnia 2010
Mały dialog
Jabłko, kefir, ryba, woda.
- To wszystko?
- Tak.
- Reklamówkę do tego?
- Nie trzeba, dziękuję Pani bardzo
- Nie musi Pan dziękować. Ja ją chciałam Panu sprzedać :)


Mały dialog, a cieszy.
Później się człowiek kilka godzin uśmiecha.
00:52, venomik
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2