Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
wtorek, 28 kwietnia 2009
Henry the VIII

Kolejny dowód na to, że piosenka nie musi posiadać mądrych słów, żeby się znakomicie ją słuchało. Spróbójcie sami, polecam. Ale może bierzcie ze mnie pełny przykład - śpiewajcie w pustym mieszkaniu:

 



I'm Henry the eighth I am
Henry the eighth I am, I am
I got married to the widow next door
She's been married seven times before
And every one was an Henry (Henry)
She wouldn't have a Willy or a Sam (no Sam)
I'm her eighth old man,
I'm Henry Henry the eighth I am

 
I tak trzykrotnie. Proste, prawda? Herman's Hermit jest bardzo niedocenianym zespołem z lat 60-tych. W przyszłości jeszcze umieszczę ich największy przebój.

02:41, venomik
Link Komentarze (1) »
Weselnie
Ostatnio dość rzadko wspominałem o tym co się dzieje. Może warto usiąść na kilka chwil i nadrobić te zaległości.

Byłem na weselu. Bawiłem się, o dziwo, bardzo dobrze, choć wszelkie znaki na niebie i ziemi zwiastowały umiarkowaną katastrofę. Pomijając, oczywiście, Ilonę, która odważyła się mnie zaprosić, a która zawsze była jedną z najfajniejszych osób, które poznałem na AE. Chyba nawet kiedyś to usłyszała ode mnie. Jeśli nie – to powinna. Mea culpa.
Zwiastuny katastrofy? Brak uwagi przy praniu. I tak z pralki, zamiast mojej ulubionej białej koszuli w kratę wyciągnąłem ulubioną różową już koszulę w kratę. Pech. Przy okazji w ten sam sposób dorobiłem się różowej bielizny, przyda się na specjalne okazje. Póki co wrzuciłem na dno szafy.
Nową koszulę kupiłem sam, nawet się mojej siostrze spodobała. O dziwo.
Dzień wyjazdu też nie był szczęśliwy. Musiałem pociągiem dotrzeć do Pleszewa i… nie dotarłem. Ba! Ledwie dworzec odwiedziłem… zdradził mnie mój ulubiony tramwaj, piękna dwunastka, psując się w fatalnym momencie i miejscu. Szybki telefon po taksówkę, jeszcze szybsze przekleństwo – w portfelu mam bilet na pociąg, ale nie mam praktycznie gotówki. A taxi już podjeżdża. Wsiadam, najpierw do bankomatu proszę, później na dworzec. Kilkanaście minut później wyskakuję z samochodu, nawet nie zdążyłem zamknąć za sobą, sprintna peron… pusty peron. Widziałem tylko odjeżdżający pociąg, Przekleństwo numer dwa. A potem kilka kolejnych. 
Najbliższy pociąg za 3 godziny. Autobus za 4. Nie wchodzi w rachubę. Kto uratuje? Panna B.? Niestety nie może. Tatko? Może, ale kawał drogi od Poznania jest.
Ostatecznie moim zbawcą okazał się brat chłopaka mojej siostry. A ja w pewnym sensie jego – zamiast pracować w polu wybrał się ze mną na długą przejażdżkę.
W międzyczasie krótka modlitwa do patrona spóźnionych*. Zabiją mnie za to? Nie zabiją? Zabiją? Skoro to czytacie, to jednak nie zabili.
Później było już tylko lepiej. Była pieczona świnia z jabłkiem, były las tui w doniczkach (ich właśnie, zamiast tradycyjnych kwiatów, zażyczyli sobie państwo młodzi), był kogut kaskader, było… bardzo fajnie. Mówię to jako osoba, która wesel nie lubi i zawsze opuszczała salę z ‘wreszcie’ na ustach.
Dzięki Ilona :)


* jak się okazało dużo później – nie ma takiego patrona. Zawsze brakuje tych najważniejszych.
02:31, venomik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 kwietnia 2009
Nie rdzewieje?
Z moją byłą dziewczyną rozstałem się (już dość dawno temu) w zgodzie. Od czasu do czasu się widujemy, czasami rozmawiamy na gg i  dzwonimy z życzeniami w urodziny. Spędziliśmy przecież ze sobą długi czas, tego się nie zakopuje jak najgłębiej w pamięci.
Dziś też mieliśmy przyjemność pogawędzić trochę na gg, z rozmowy dowiedziałem się, że ma chłopaka. I…
Nie zrozumcie mnie źle. Była najlepszym, co mnie w życiu spotkało (czasami wątpię, że coś podobnego jeszcze mi się przytrafi). W wielkim stopniu zawdzięczam jej to gdzie i kim teraz jestem. Wciąż zdarza mi się łapać samego siebie w chwilach wyboru na myślach: ‘Co by Asia wybrała?’. Ot, przyzwyczajenie ze starych, dobrych czasów.
Nie wyszło nam. Trudno. Ale wciąż z całego serca życzę jej jak najlepiej – a dla kobiety ‘najlepiej’ oznacza mężczyznę u boku. Lecz...
Cóż, to chyba nigdy nie bywa takie proste, prawda?
17:40, venomik
Link Komentarze (5) »
czwartek, 23 kwietnia 2009
Murphy miał rację
Jeśli coś pędzi do przodu dziwnie szybko i łatwo – wypatruj najgorszego.
Jeśli na nowo kupionym komputerze instalacja systemu, sterowników i oprogramowania bardzo szybkimi krokami zmierza do końca, masz prawo mieć jak najgorsze przeczucia.
Błysk, trzask, swąd spalenizny i głucha cisza…

Z drugiej strony – instalacja sterowników i programów właśnie dobiegła końca.
13:56, venomik
Link Komentarze (2) »
środa, 22 kwietnia 2009
Książek czar
Odkąd zacząłem kupować książki lubię patrzeć, jak stopniowo rozrasta się moja (bardzo skromna – ale jeszcze) biblioteczka. Nie kupuję póki co książek, które już wcześniej czytałem. Nawet jeśli je bardzo cenię… na to jeszcze przyjdzie czas. Na sagę o Wiedźminie, na ‘Fiasko’ czy ’Pamiętnik znaleziony w wannie’ Lema, sagę Tolkiena, ‘Zbrodnię i karę’ a także Harry’ego Pottera (bez komentarzy, proszę :-) ).
Będąc w domu przejrzałem domową biblioteczkę w poszukiwaniu moich książek, które watro byłoby zabrać do Poznania – gdzie mógłbym sięgnąć po nie raz jeszcze, nawet jeśli nie po to by czytać całość, a jedynie fragmenty.
Z pewnym sentymentem rozpoznawałem książki, które były serwowane na zakończenie roku szkolnego w podstawówce, jako nagrody za wyniki w nauce. Nauczyciele stanowczo mnie wtedy przeceniali. Gdy inni cieszyli się z książek Makuszyńskiego (mój ulubiony wówczas autor) ja w wieku 9 lat dostałem „Bracia Wright” – o tym jak słynne rodzeństwo zapisywało się w annałach historii swoim dwunastosekundowym lotem.
Krótki fragment:
„Tutaj znajduje zastosowanie prawo fizyki, zwane zasadą Bernoulliego. Mówi ono, że kiedy rośnie prędkość gazu lub cieczy, ciśnienie wywierane przez na otaczające je powierzchnie zmniejsza się. Tak więc powietrze poruszające się ponad skrzydłem samolotu wywiera na nie mniejsze ciśnienie, niż powietrze poruszające się pod nim.. Zmniejszone ciśnienie wywołuje nad skrzydłem efekt ssania, zwany siłą nośną. W rezultacie powietrze poruszające się ponad płatem nośnym zasysa go – czy też podciąga – w górę. Siła nośna zwiększa się wraz ze wzrostem szybkości poruszania się płatu nośnego do przodu”. Później można jeszcze poczytać o oporze powietrza, o kącie natarcia i tym podobnych.
Owszem, książka ciekawa – ale o tym przekonałem się dziesięć lat później. Wtedy pozostało mi oglądanie obrazków.
Dwa i trzy lata później dostałem ‘Faraona’ oraz, o zgrozo, ‘Chłopów’. Żadnej z tych książek nie przeczytałem do dziś, choć w przypadku ‘Faraona’ przez pół wakacji się starałem – w obawie, że moja nauczycielka polskiego postanowi mnie spytać, jak mi się podobało.
Ale poległem.
Nie powiem, że te książki do niczego się nie przydały, wręcz przeciwnie. Ze względu na swoje gabaryty były wykorzystywane gdy coś kleiłem i trzeba było to ściskać przez dłuższy czas. Albo wyprostować pogniecioną lub wilgotną kartkę papieru.
Gdy trafiłem na studia obie pozycje przeniosły się na swoje miejsce – do domowej biblioteczki. I te dziewicze jeszcze strony czekają na pierwszą eksploracje… czyli prawdopodobnie do mojej emerytury.
Prawdą jest, że do niektórych książek trzeba przecież dorosnąć.
20:43, venomik
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 kwietnia 2009
Naród żałuje
Przez lata w polityce mocne słowa padały nader często i to przy sprawach raczej dość błahych. Hańba, skandal, 'pod trybunał!' - leciało regularnie z głośników telewizora. 
Później przychodzi większa sprawa. Weźmy na tapetę sprawę przejścia Beger do PiSu. Miałem ubaw oglądając polityków PO czy SLD, którzy próbowali to komentować. Widać było, jak gotowali się w sobie, starając się znaleźć naprawdę mocne określenia.
Ale nic z tego. 
Wszystkie zostały już wykorzystane – i to wykorzystane po przypadkowych wypowiedziach, nieobecnościach na posiedzeniach czy zwyczajnych kłótniach.
Mamy żałobę. Zdaje się, że wszystkie koncerty są odwołane, w radio leci smutniejsza muzyka, a telewizor, gdybym go tylko podłączył do sieci, nie pokazałby niczego wesołego. Został tylko mecz Ligi Mistrzów, bo, choć to też rozrywka, to jednak zbyt droga by odwoływać. No i portale internetowe nie serwują nam informacji o muzyce i seksie w szarych barwach.
Słusznie, nie pasowało im.
Dlaczego wspomniałem o spowszednieniu języka politycznego?
Nie chcę, by podobnie się stało z żałobą narodową. By ta wyjątkowa (teoretycznie) możliwość stała się czymś normalnym. 
Bo żałoba narodowa, jak sama nazwa wskazuje, dotyczy narodu i jest oficjalnym pokazaniem jak naród się czuje (a nie sugestią jak ma się czuć, bo tak chce władza). 
A jak się czuje naród? 99,9% ludzi czuje się normalnie. Nie myśli, nie żałuje, nie uzewnętrznia tego. 5 minut po wyłączeniu telewizora zapomina o wszystkim. Pozostały odsetek to politycy, którzy właśnie zbijają kapitał polityczny i mieszkańcy Kamienia Pomorskiego. 
Nie, naród nie ma żałoby. Nie ma sensu nikomu tego wmawiać.
20:48, venomik
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 kwietnia 2009
Mała noc
Już wtorek.
Nie objadłem się, nie zanudziłem, nawet alkoholu nie piłem.
W ogóle nie czuję, że własnie minęły jakiekolwiek święta.
00:16, venomik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 kwietnia 2009
Klasa
Wciąz na imprezach rodzinnych wolę towarzystwo dzieci od dorosłych. Może jednak nie starzeję się tak szybko jak myślałem.
Dziś dwukrotnie ograłem moją 13-letnią kuzynkę w grze w klasy. Za drugim razem wprawdzie na ostatnim polu, ale wciąż się liczy.
I nikt mi nie wmówi, że przesiadywanie w zadymionej kuchni rozmawiając o kolorach obrusu czy sposobach na pieczenie ciasta byłoby lepszą rozrywką.
20:14, venomik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 kwietnia 2009
Trup
Dwa dni po tym, jak z zazdrością obserwowałem biegaczy nad poznańską maltą sam wybrałem się przetestować swoją kondycją. Planem minimum, jak zawsze, jedno okrążenie. Zwykle na tym właśnie się kończy, bo świadomość: albo przebiegnę drugie pełne okrążenie albo będę miał daleko na przystanek tramwajowy trudno nazwać motywującą.
Tak było i tym razem. Wprawdzie końcówka biegu okazała się najprzyjemniejsza, jednak krótki rzut oka na drugi koniec jeziora maltańskiego przekonał mnie, że ten nagle stał się baaaardzo odległy. 
Jak na pełne słońce wczesnym popołudniem ubrałem się znakomicie: czarne spodenki, czarna koszulka, czarne buty, czarne skarpetki (czas zrewidować trochę poglądy na temat własnej inteligencji). Przynajmniej miałem wodę do picia i polewania (czarnej, oczywiście) czupryny.
Jedno okrążenie przebiegłem, ale w międzyczasie sporo naprzeklinałem się w myślach na pogodę, strój i własną głupotę (zdaje się, że w zupełnie odwrotnej kolejności). Ale nigdy nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Agatha Christie mawiała kiedyś, że pomysły na kryminały przychodzą jej najczęściej podczas mycia naczyń. Tak nienawidziła tej czynności, że myśli o morderstwach same wpadały jej do głowy. Coś w tym jest.
W chwilach gdy ma się dość biegu, choć koniec jeszcze odległy, zawsze warto myśleć o czymkolwiek innym, choćby najbardziej dziwacznym. I tak, przeskakując z jednego tematu na drugi, przyszedł mi o głowy pomysł na opowiadanie kryminalne. Według starej szkoły, oczywiście. Morderstwo niemal doskonałe i detektyw, który ‘drogą dedukcji’ (jak mawiał Holmes), przy pomocy ‘małych, szarych komórek’ (tak zwykł mówić Poirot) potrafi połączyć ze sobą, z pozoru sprzeczne, elementy układanki.
Jeszcze nie wiem kto i dlaczego zginie. Nie wiem kto zabił, ilu będzie podejrzanych i w jaki sposób zagadka ostatecznie się wyjaśni.
Ale jest trup. To i tak znakomity początek.
12:45, venomik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 kwietnia 2009
Zielona koszulka
Kilka dni temu wybraliśmy się na rodzinne zakupy. Tata, mama, ja, siostra i chłopak siostry (ok., to jeszcze nie rodzina, nie chcę zapeszać :) ).
Początkowo chodziliśmy wspólnie, ale szybko zrozumiałem, że do tego przydałyby się dwie książki albo przynajmniej laptop z dostępem do internetu. I porcja chemicznej cierpliwości w postaci musujących tabletek. Wrzuca się taką do wody, słyszy kojące ‘Szszszsz…’, a sam napój dodaje energii nogom (do stania) i oczom (żeby można było nimi regularnie przewracać).
Na szczęście szybko się od nich odłączyłem.
Czas pokazał, że miałem rację. Gdy spotkaliśmy się 3 godziny później ja miałem już zwiedzonych pięć hal, oni zaczynali dopiero drugą.
Wtedy właśnie spytałem tatę, jak im idą zakupy.
- Jak wam idą zakupy? – spytałem.
- Ja kupiłem sobie zieloną koszulkę…
- Naprawdę? – przerwałem mu – ja też zieloną!
- Z paskami?
- Tak, ciemnymi, poprzecznymi.
Spojrzeliśmy na siebie.
- Cienkie paski? – spytałem.
- Cienkie – niepewnie potwierdził.
Nie chciałem mieć identycznej koszulki, jak mój tata. Ze strachem w oczach patrzyłem jak sięga ręką do torebki.
- Co? To mają być cienkie paski? – odetchnąłem z ulgą – przecież Ty masz pół koszulki ciemne. Szybko zapomniałeś jaką koszulkę sobie kupiłeś :)
- Tak wyglądają cienkie paski – dodałem po chwili, sięgając do plecaka. Po czym wyciągnąłem błękitną koszulkę.
Fuck :|

00:11, venomik
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2