Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
środa, 31 marca 2010
Telefony, telefony
Moi rodzice mają niesamowitą intuicję wybierając moment, kiedy będą dzwonić do mnie. Kiedyś uwielbiali chwytać za telefon w momencie jak byłem w ubikacji i nie mogłem odebrać. Pięć minut później oddzwaniałem.
I tak kilka razy w miesiącu. Telefon, chwila ciszy, oddzwaniam.
- Gdzie byłeś?
- W ubikacji
- Znów?
- Mamuś… ja tam bywam codziennie.

Ostatnio jednak znaleźli sobie nowe zainteresowanie. Dzwonią w momencie jak jestem na kursie tańca. Przez miesiąc niemal zawsze – a mam kurs trzy razy w tygodniu.
Dni się nie zmieniają, godziny się nie zmieniają, a telefony… cóż, też się nie zmieniają :)
W czwartki zaczynam kurs o 18.20 i kończę koło 22.45. Więc jeśli nie zadzwonią przed – na pewno zadzwonią w trakcie. Tydzień temu tuż przed kursem napisałem więc sms’a ‘Jestem na tańcach, nie odbieram przez 4 godziny’ i wysłałem go dokładnie w momencie jak instruktor zabierał nas na salę.
Uff… tym razem nie będą dzwonić, odetchnąłem i schowałem telefon do plecaka.
Mija pięć minut. Oczywiście dzwonek. Oczywiście rodzice.
- Cześć
- Cześć tatko
- Co chciałeś?
- Co JA chciałem?!
- Pisałeś przecież sms’a, ale mi się czytać nie chciało to dzwonię.

Widocznie pewne rzeczy po prostu muszą się zdarzać. I nic się na to nie da poradzić.
23:58, venomik
Link Komentarze (1) »
Matematyk a humanista
Wiecie czym się różni matematyk od humanisty? Krótka lekcja poglądowa.

Wyobraźcie sobie kurs tańca. Prowadzący, prawdziwy fascynat, pożycza ćwiczącym filmy na DVD. Oczywiście same dotyczące tańca.
- Kto nie oglądał jeszcze Dirty Dancing 2?
Co myśli humanista?
Nie mam ochoty oglądać tego filmu, a tym bardziej brać go od niego. Siedzę cicho.
Co myśli matematyk?
W zasadzie nic nie myśli – grzecznie podnosi łapkę, bo przecież nie oglądał - a takie było pytanie.
- O, to Pan dostanie ten film!
Ale, ale przecież…
- Ja nie chcę go oglądać… - jęknąłem tylko cicho, ale zostałem zignorowany.

A ja nawet nie mam sprawnego DVD :|

02:19, venomik
Link Komentarze (2) »
wtorek, 30 marca 2010
Kobiety
Coś czuję, że po tym wpisie mogę zginąć śmiercią tragiczną. W najlepszym razie będę musiał często i długo przepraszać. Ale jednak anonimowo zacytuję słowa pewnej dziewczyny:
„Bo ja go lubię nie jak chłopaka, ale jak brata. Nawet ostatnio dziwnie mi się z nim całowało”

Drodzy panowie. Jeśli chcecie zrozumieć kiedykolwiek kobiety, to… dajcie sobie spokój.
Rzeczy niemożliwe mają to do siebie, że się po prostu nie zdarzają.
22:56, venomik
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 marca 2010
Pamiętnik znaleziony w wannie


Pamiętnik

Ludzie nie przestaną mnie zadziwiać.
Czytałem książkę na przystanku tramwajowym. Po drugiej stronie ulicy zobaczyłem koleżankę z drugą, obcą mi dziewczynę. Pomachałem im, odmachały idąc w moim kierunku. Schowałem książkę do plecaka.
Po chwili rozmowy
- Co czytałeś?
- Ja? Czytałem "Pamiętnik znaleziony w wannie".
- Sam go znalazłeś?!
- ...
Brzmi jak dialog z absurdalnie głupiej komedii.
A jednak to prawda.

15:06, venomik
Link Komentarze (3) »
niedziela, 21 marca 2010
Monety
Z Karoliną widuję się rzadko, średnio 1-2 razy w roku. Gdy jeszcze studiowała to zwykle szliśmy do McDonald’sa, pogawędzić trochę, pośmiać się. Jakoś nigdy nie udało mi się przekonać ją do kawiarni.
Stałym rytuałem jest wtedy wymiana dwuzłotówek. Zbieram wszystkie monety kolekcjonerskie jakie wpadną mi w ręce i oddaję Karolinie przy pierwszej sposobności.
Dziś zdobyłem trzy takie monety.
Posłuchajcie…

Na zakupach w markecie (musiałem odkupić współlokatorce zjedzony ser) kobieta w kasie przede mną płaciła właśnie takimi kolekcjonerskimi dwuzłotówkami. Odkupiłem więc od niej tyle, na ile posiadana gotówka pozwoliła. Była bardzo zadowolona, że mogła się ich pozbyć.
Wracając do mieszkania wszedłem jeszcze do małego osiedlowego sklepiku (musiałem odkupić współlokatorce ketchup). Przy kasie zdałem sobie sprawę, że przecież pozbyłem się gotówki, zostały mi tylko te dwuzłotówki, które chciałbym zatrzymać.
Zapłaciłem dwiema z nich. Poprosiłem jednak kasjerkę, by ich nie wydawała. Za godzinę wrócę i je odkupię. Miałem wtedy odebrać Owcę z przystanku tramwajowego, więc było mi po drodze.
Zgodziła się.
I tak sobie czas płynął, Owca napisała, że jednak nie przyjedzie. Czas płynął dalej, o monetach zapomniałem. Ocknąłem się dwie godziny później.
Chwyciłem portfel i poszedłem po monety.
- Dzień dobry
- Dzień dobry
- Przyszedłem odkupić dwuzłotówki!
Zszokowana mina i przerażony kobiecy głos:
- Ale my nie sprzedajemy…
Uświadomiły mi, że to nie ta sama kasjerka :)

01:03, venomik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 marca 2010
Wiśniowe białko
Krótka dyskusja rodzinki przy imieninowym stole u mojego wujka. Przysłuchiwałem się tej rozmowie pałaszując sobie kawałek ciasta z wiśniami (od którego wzięła się rozmowa)
- Kiedyś się wiśni nie pryskało, a i tak nie było w nich robaków.
- Po prostu nie zwracało się na to uwagi, ale się jadło.
- Może czasami jakiś się znalazł, ale nie było tyle co teraz. Przecież w tym roku to co druga wiśnia z robakiem była.
- Gadanie… dwadzieścia lat temu było identycznie. Pamiętam jak zbieraliśmy wiśnie, pełno przy tym jedząc. Później zwieźliśmy mamie kilka zerwanych kilogramów, a ona wszystkie wyrzuciła, bo tylko jedna wiśnia na pięć nie miała robaka. Ale co się wiśni zdążyliśmy najeść, to nasze.
- Obrzydliwe…
- Ale tak było. Pamiętam jak zostawiłam trochę wiśni w misce na dworzu. Przyszedł deszcz i wiśnie potonęły w wodzie – a potem powyłaziły z nich robaki, aż pływały na wierzchu.
- Powyłaziły, bo im się pić chciało!
- To trzeba je wódką najpierw napoić, to wszystkie wyjdą do wody!
- Co tam wódką, od razu ruskim spirytusem.
- Spirytusem nie, bo do wyjścia nie trafią
Na tym rozmowa się urwała. A ciasto zostało niezjedzone…
00:21, venomik
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 marca 2010
Piosenka na dziś: Matt Dusk - Back in Town

Jeśli ktoś zerknął do mojego profilu na last.fm ten zdaje sobie sprawę, że znów się zakochałem. Muzycznie oczywiście.

Matt Dusk (skądinąd przystojny, zdaje się ;) ) Kanadyjczyk to duchowy następca Franka Sinatry. Jako że pod względem muzycznym zaliczam się wciąż do młodego pokolenia - to właśnie on lepiej do mnie trafia niż zmarły dekadę temu Włoch.
Na dzisiaj jedna z moich ulubionych jego piosenek (choć nie ta 'the best').
Polecam
Matt Dusk niedawno koncertował w Polsce, w tym w Poznaniu. Stąd się dowiedziałem o jego istnieniu - sprawdziłem cóż to za wykonawca, który za bilet życzy sobie 80 zł.
Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej żałuję, że jednak się nie skusiłem.
02:29, venomik
Link Komentarze (3) »
Salsa
Na początku był taniec towarzyski. I Ryś stwierdził, że dobre to było. I tańczyć się dało, i muzyka przyjemna, i radość sprawiało.
A potem przyszła salsa.
Wszystko padło.
I już się nie podniosło.

No dobra, spójrzmy prawdzie w oczy. Taniec to nie jest mój żywioł, dynamiczny taniec w szczególności, a ten w którym należy szaleć biodrami… nazwijmy to delikatnie – nie jest stworzony do mnie.
Ale się uparłem. Rezygnować ani myślę. Prędzej się zapiszę na dodatkowe lekcje. Jak już będą – chwilowo są dopiero w planach.
Póki co staram się więc ćwiczyć i być dobrej myśli.
W piątek mała wprawka z Owcą i Iloną u mnie w mieszkaniu. Nie czuję się po tym dużo pewniej w salsie, ale z pewnością były to bardzo wesołe godziny :)
Oczywiście do samego tańca podeszliśmy w pełni profesjonalnie. Odpowiednia muzyka, normalne obuwie, które pozwala na prawdziwy akcent przy uderzeniu stopą w podłogę. I nie pozwala się tak ślizgać – w przeciwieństwie do prób w samych skarpektach.
Po dwudziestu minutach pełnych ćwiczeń okazało się, że sąsiad z dołu też uwielbia salsę! Swoje uwielbienie dla naszych starań postanowił wyrazić wybijając nam rytm – najpierw stukał czymś w kaloryfer, a po chwili zmienił metodę i kijem od szczotki zaczął pukać w swój sufit. Wzruszyliśmy się. Miło wiedzieć, że ma się tak muzykalnego sąsiada. By mu pokazać, że w pełni rozumiemy jego oddanie muzyce zaczęliśmy ćwiczyć ze zdwojoną siłą. Chyba się ucieszył, bo wrócił do wybijania rytmu. Niestety gubił tempo uderzeń, musieliśmy więc podgłosić muzykę, by nic nam się nie myliło. 
Dobrze jednak wiedzieć, że nasz taniec sprawia komuś odrobinę radości. Z pewnością to argument za tym, by za kilka dni ponownie poćwiczyć u nas :)

A tak nieco poważniej – mój taneczny talent zmusił mnie do sięgnięcia po środki ostateczne.
Poprosiłem siostrę by potańczyła ze mną :)
01:58, venomik
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 marca 2010
Pokaż klasę!

I tak nam wśród młodzieży rosną nowi dżentelmeni :)
19:38, venomik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 04 marca 2010
Karta wstępu
Wtorek. Godzina 17.30. Godzina przed kursem tańca towarzyskiego. Niedługo będzie trzeba wychodzić. Tylko gdzie jest moja wtorkowa karta wstępu?! Mam tylko poniedziałkową...
Przeszukałem wszystko. Na biurku, na szafkach, na stole, w szufladach. Wyrzuciłem szpargały z półki z notatkami - wszak ostatnio tam coś upychałem. Nic z tego. Wsiąkła karteczka. Powinienem ją lepiej pilnować - strofowałem siebie w myślach. Mądry Polak po szkodzie.
- Przecież przez te wszystkie dni co chwile mi wpadała w ręce, cały czas ją widziałem! - to już mówiłem na głos. No, sens podobny, ale przekleństw było więcej.
O 18 zrezygnowałem. Trzeba będzie zrobić zaskoczoną, później zbolałą minę i przyznać się, że nie mam. Pewnie i tak mnie wpuszczą. A może dziś nie będą sprawdzać?

- Dzień dobry
- Witam. Mogę zobaczyć pańską kartę wstępu?
No trudno.
Po kolei: otwórz szeroko oczy. Rozchyl w zaskoczeniu usta. Weź głęboki wdech i sięgnij niepewnie po portfel.
Bardzo dobrze.
Teraz przejrzyj do dokładnie (choć wiesz, że jej tam nie ma, ale szukaj w każdej kieszonce). Świetnie. Zamknij oczy, zaciśnij usta w grymasie. Udawaj, że jesteś na siebie zły.
Otwórz już oczy. Zrób minę jak kot ze shreka.
- Nie mam, zapomniałem zupełnie o niej.
Znakomicie. Łamiący się głos da Ci kilka ekstra punktów.
Chwila ciszy...
- No dobrze. Mogę prosić pańskie imię i nazwisko.
Przedstawiłem się.
- To wiele tłumaczy. Pan nie dostał od nas jeszcze karty na wtorkowy kurs, dopiero dziś Panu wypisywałem. Oto ona, proszę.


Dobrze, że nie próbowałem mu wmawiać, że ja tę kartę uszykowałem, ale w ostatniej chwili zapomniałem zabrać ;)
18:16, venomik
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2