Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
czwartek, 26 listopada 2009
Gunpowder


Gunpowder
(po polsku proch strzelniczy) to dość charakterystyczna herbata. Swoją nazwę zawdzięcza procesowi produkcji, podczas którego listki zwijane są niezwykle ciasno, dzięki czemu herbata otrzymuje bardzo charakterystyczny wygląd. Wytwarzana przede wszystkim w Chinach, ale najpopularniejsza w Maroku i krajach Środkowego Wschodu (jeśli nie wypijemy tam przynajmniej dwóch filiżanek, gospodarz zapewne poczuje się obrażony).

Herbata o dwóch twarzach. Pierwszy raz piłem ją w Zapiecku. Gorzka, ciężka, nie zachęcała do powtórki. Mimo wszystko skusiłem się raz jeszcze i dostałem... niby tę samą herbatę, ale bardzo łagodną i delikatną. Zupełnie niepodobną.
Teraz już wiem o co chodzi. Wszystko zależy od sposobu zaparzania. Jeśli liście zalewamy wodą w temperaturze 80 stopni (taka jest zalecana) to otrzymamy delikatny napar. Zalanie wrzątkiem da nam herbatę, jak mówi internet, dla fanatyków. Nie wiem, jak rozumieć to określenie, ale zdecydowanie nie poczęstowałbym nią znajomych, którzy wpadli na pogawędkę. No, chyba że chciałbym się ich pozbyć.
Jest też inny sposób parzenia. W temperaturze 50 stopni – ale przez minimum dwie godziny. Czyli nie na moją cierpliwość.
Gunpowder to herbata zielona, więc z założenia jest bardzo zdrowa. Ale nawet na tle innych zielonych herbat mocno się wyróżnia:
- zapobiega udarom mózgu i zawałom serca.
- oczyszcza organizm z toksyn
- wzmacnia układ oddechowy i nerwowy,
- działa bakteriobójczo
- zapobiega powstawaniu wrzodów żołądka i ułatwia przyswajanie pokarmów.
- silnie wspomaga gromadzenie w organizmie witaminy C.
- dostarcza witaminy: B1, B2, K i PP, prowitaminę A, żelazo, potas, wapń i magnez.
- zmniejsza ryzyko zachorowań na choroby nowotworowe (zwłaszcza w przypadku palaczy)
- pomaga w koncentracji
- aktywizuje pracę mózgu
Ja się pod dwiema ostatnimi podpisuję wszelkimi kończynami. Odkąd zacząłem pić herbatę (czyli od przedwczoraj) nawet ilość notek na bloku znacząco wzrosła ;-)
Hmm... jak już wspominałem – pierwszy raz piłem herbatę dawno temu. Drugi raz – niewiele później. Trzeci kubek: przedwczoraj. A dziś, przeliczając szybko pozostałe saszetki, piję 19 raz. Od pewnego czasu koniecznie zalewaną wrzątkiem. Można się uzależnić.
01:23, venomik
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 listopada 2009
Nowy mieszkaniec
W naszym mieszkaniu pojawił się nowy lokator. Zamieszkał tylko na kilkanaście dni. Młody, ale trochę wzrostu ma. Pochodzi z bardzo daleka i nawet nie bardzo wiem jak przyjechał do Polski.
Nie jest zbyt rozmowny. I chyba mnie nie polubił. Pewnie przez to, że przedwczoraj (tuż po tym jak się poznaliśmy) ciągnąłem go przez pół miasta, bo musiałem makaron do obiadu kupić. Pozwoliłem mu poczekać tuż za drzwiami, ale pogroziłem mu palcem i powiedziałem:
- Tylko bądź grzeczny i nigdzie się stąd nie ruszaj!
Wszyscy dookoła jakoś się dziwnie na mnie spojrzeli. Chyba zdziwieni, że zostawiam go tak samego. Jak wróciłem to był ewidentnie zły. Patrzył gdzieś w dal, udając, że mnie nie widzi. I nie odezwał się ani słowem.
Powoli zaczyna mnie to martwić... dobrze, że chociaż na gitarze sobie grywa:



A tak wygląda bez gitary



Tak całkiem poważnie, to prezent dla kuzynki na 18-te urodziny. 
15:08, venomik
Link Komentarze (2) »
Zakupy
- Coś podać?
- Tak... chciałbym pastę pochłaniającą ciepło, której się używa choćby przy montowaniu wentylatora do karty graficznej
- Co pan chce?! Przecież do sklep spożywczy, nie mamy takich rzeczy!
- Macie. Dziesięć minut temu zostawiłem przypadkiem na ladzie robiąc zakupy.

Na szczęście się znalazła. Panie myślały, że to tubka kleju. 
00:44, venomik
Link Dodaj komentarz »
Zobowiązany
Auć.
Powoli dociera do mnie, że wziąłem na swoją głowę dodatkowy obowiązek, o którym można powiedzieć, że:
- zupełnie do niego nie pasuję
- przeraża mnie
- trochę czasu mi pochłonie
- jest obarczony sporą dawką odpowiedzialności
I nie, nikt mi za to nie płaci, prędzej sam będę dopłacał. I zrobiłem to w pełni dobrowolnie.
Na starość głupieję. I robię się sentymentalny.
Tylko dobić gdy będzie okazja.
00:34, venomik
Link Dodaj komentarz »
Psychologia przyszłości
W psychologii przyszłości ważną rolę będzie pełniła technika. Wyobraźcie sobie taką scenkę:
Wieczorem, w ciemnym gabinecie, przed dębowym biurkiem siedzi brodaty mężczyzna. Tabliczka na drzwiach sugeruje, że to psycholog. Popija właśnie kawę z rumem i wpatruje się w ekran laptopa. Przegląda profile swoich pacjentów. I kiedy wreszcie zauważy, że jeden z nich w ostatnich dniach spędził kilka godzin słuchając piosenki 'My baby shot me down' wykrzyknie:
- Ojej!
i sięgnie po słuchawkę
- Panie Ryszardzie! W tym tygodniu zalecam podwójną dawkę!

Nie, nic mi nie jest.
Już.
00:26, venomik
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 listopada 2009
Napisy
Zapamiętać na przyszłość.
Jeśli ściągnięte z sieci angielskie napisy do filmów mają w treści same krzaczki:
- nie złorzeczyć
- nie zmieniać programu do oglądania filmu
- nie próbować konwertować na inny format
ALE:
Ściągnąć raz jeszcze. Tym razem już nie arabskie.
12:30, venomik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 listopada 2009
Wiedziałeś?
- Co tutaj taka cisza?
- Nikt Cie nie lubi
- Nic odkrywczego, powiesz mi coś czego nie wiem?
- Nauka zajmująca się glonami to algologia. Nie próbuj udawać, że to wcześniej wiedziałeś :)
13:32, venomik
Link Komentarze (1) »
Wczorajszy
Miniony dzień sponsorowała literka W. W jak wczorajsze.
Jak wczorajsze myśli. Wczorajsze wątpliwości.
I nawet wczorajszą zapiekankę rybną jadłem na śniadanie. Zimna smakuje nawet lepiej niż ciepła.
Poza tym dwukrotnie o mały włos zalałbym herbatę zimną wodą (pięć minut wcześniej zapominałem włączyć czajnik). Postanawiając spisać notkę uruchomiłem arkusz kalkulacyjny i przez kilka chwil nie mogłem zrozumieć, co mi w tym wszystkim nie pasuje.
Cały czas mam wrażenie, jakby 3/4 intelektu wyjechało zostawiając karteczkę „Na urlopie do soboty!”.
I oby to właśnie o sobotę chodziło...
Na domiar złego akurat tego dnia dałem się wmanewrować w zupełnie niepasującą do nastroju sytuację. I zamknąć w pokoju wypełnionym po brzegi ukrytym estrogenem. 
Ryś i osiem kobiet... takie chwile wymagają od mężczyzny maksymalnego skupiania, a ja się skupić zupełnie nie mogłem. To się po prostu musiało skończyć źle.
„Co byś zrobił, gdyby dziecko nagle oświadczyło, że chce wyskoczyć przez okno z trzeciego piętra?”
Zupełnie zaskoczyła mnie tym pytaniem. Miałem dwa wyjścia. Pierwsze – opisać w jaki sposób próbowałbym rozmawiać z dzieckiem. I całkiem nieźle z tego wybrnąć. Ale mogłem też zaproponować coś głupiego...
D: Co byś zrobił, gdyby dziecko nagle oświadczyło, że chce wyskoczyć przez okno z trzeciego piętra?
Ryś: Mamy przeprowadzić symulowany dialog?
D: To bardzo fajny pomysł!

Nie... to nie był fajny pomysł. Ogólnie po 5 minutach tej rozmowy (podczas której zaproponowałem 'dziecku' skakanie ze stołu) sam miałem ochotę wyskoczyć przez okno. Niestety, rzucenie się z okna na parterze nie byłoby wystarczająco spektakularne.

D: Wyskoczę i polecę!
Ryś: Ludzie nie latają...
D: Jak oglądałam film to latali! Albo spadnę na cztery łapy, tak jak mój kot. On skacze i nic mu nie jest!
Padłem, przygnieciony siłą argumentów. 
Jeśli jest coś gorszego od dziecka, które chce wyskoczyć przez okno, to będzie to z pewnością inteligentna 25-latka udająca takie dziecko.

Ostatecznie przez godzinę wchłonąłem tak dużo estrogenów, że po wyjściu ruszyłem dokładnie w przeciwną stronę, niż powinienem. Kobieca, zerowa orientacja w terenie. Wstyd.
Mam kolegę, który kiedyś stwierdził jasno. Najlepszym remedium by odpocząć od wszystkiego, co kobiece – jest ulubione, zimne piwo. Ale gdybym z tego powodu kupił gingersa to by mnie pewnie wyśmiał :]

Napisałem wcześniej, że 'dałem się wmanewrować” w to. To chyba było mało precyzyjne. Bo kilka dni temu to ja napisałem w mailu, że chcę przyjść i się dołączyć, czekam tylko na info jak i gdzie.
03:50, venomik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 listopada 2009
Projekt
(próbując rozpocząć prace nad projektem)

Panna P.: Wiesz na co mam ochotę?
Ryś: Na co?
Panna P.: Zagrać w osadników
Ryś: W sumie to możemy zagrać...
Panna P.: To Ty czytaj ten plik, ja rozłożę planszę i zrobimy sobie przerwę.

(planszę rozkłada się w 5 minut)

Przy okazji: filmy Tarantino mają tak naprawdę jedynie dwie zalety:
- znakomitą muzykę
- którą można posłuchać bez oglądania filmów

Choćby tutaj:



22:45, venomik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 listopada 2009
Scen kilka
Mało ostatnio piszę o sobie, w zasadzie to nic... ale nie ma się czemu dziwić. Gdy mnie ktoś spyta co się dzieje u mnie, odpowiem, że nic ciekawego. Że wszystko po staremu.
Krzyżując ukradkiem palce za plecami. Wtedy ponoć kłamstwo nie będzie grzechem. Jedna z wielu prawd jaką można wynieść z amerykańskich filmów. Zapomnijcie jednak o tym i uznajmy, że jednak mówię szczerą prawdę. Bo poza krzyżowaniem naprawdę nie dzieje się u mnie nic ciekawego.  Ale i tak spróbuję o tym napisać.
Ponoć w ustach Hemingwaya wszystkie szare dni byłyby ciekawe. 
(pewnie dlatego, że był pijakiem)


- Excuse me, is this 'The Settlers of Catan' game?
(zaczepia mnie jakiś chłopak w Ptasim Radiu, kiedy faktycznie gramy z Panną. P w Osadników)
- Yes
- You can speak English!
- A little bit, yes
- Are you from Poland?
- Yes
- Poznałem tę grę jak byłem w Kanadzie. Świetna zabawa.
- Eee... 
Nadmiar języków trochę mnie zakręcił. Nie wiedziałem w jakim myśleć, a co dopiero odpowiadać. 
Żeby w Polsce Polak zaczepiał mnie po angielsku. Kosmopolityzm pełną gębą. Tylko w swojskim wydaniu. Dumnym być z tego czy raczej się wstydzić?

Siedząc Ptasim Radiu obserwowałem dziewczynę naprzeciwko. Na pierwszy rzut oka artystyczna dusza. Wyróżniała się strojem, sama pośród tłumów w kawiarni. Z papierosem i kawą, leniwie czytając kolejne fragmenty gazety.
Wypadałoby tylko owa gazetę podmienić na książkę (na tomik poezji albo cokolwiek w czarnej okładce), no i kawę zabrać, podstawiając... właśnie, co w dzisiejszych czasach piją artystyczne dusze? Absynt? Wódkę jak w czasach bohemy? Wspomniany na wstępie Hemingway pisał, zdaje się, przy whisky. I bimbrze.
Ja w kawiarniach oczywiście tak nie szaleję. Na wódkę czy absynt moja dusza nie jest dość głęboka. Kieszeń zresztą też.
A i tego dnia nie mieliśmy z Panną P. w planach żadnych głębokich dyskusji (tak jakoś pechowo wypadło).
Zamówiłem więc herbatę imbirową.
Dostałem cały komplet naczyń. Imbryk z talerzykiem. Filiżankę z talerzykiem. Oddzielny talerzyk na kawałki imbiru i plaster pomarańczy oraz mała miseczka na miód. Nie do końca mogłem to wszystko ogarnąć. W dzisiejszych czasach nawet picie herbaty się komplikuje. Pamiętacie scenę z Pretty Woman, kiedy główna bohaterka siada do stołu na którym jest więcej sztućców, niż ona w życiu widziała? To rozumiecie, jak się można poczuć.
Imbir z pomarańczą to mam zjeść czy wrzucić do herbaty? Chyba wrzucić. Ale w imbryku już jest i plaster pomarańczy i kilka kawałków imbiru. Więc może zjeść? Miodu jest tyle, że da się posłodzić kilka herbat. Czyżby nie był do słodzenia ale do jedzenia? W końcu jak się je prawdziwe sushi, to każdy kęs różnych elementów potrawy trzeba rozdzielić zjedzeniem kawałka imbiru. Jest ostry, ale dzięki temu przeczyszcza kubki smakowe. I można delektować się każdym kawałkiem potrawy z osobna.
Postanowiłem zjeść. Imbir maczany w miodzie jest pyszny.
Poczęstowałem Pannę P.
- Ale uważaj, to jest dość ostre.
Koniec końców i tak mimo ostrzeżenia po chwili z bolącą miną wypiła duszkiem trzecią część swojej gorącej czekolady :)
I pewnie byłoby to zabawniejsze wspomnienie. Ale jest jeden szkopuł. Dwadzieścia minut później to ja brałem głębokie wdechy, to mi łzy napływały do oczu. Zapijanie moją pikantną herbatą oczywiście nic nie pomagało.
Tak. Imbir jest pyszny… ale bardzo ostry.

Pewnie jesteście ciekawi, co z dziewczyną, o której wspominałem kilka chwil wcześniej? Cóż, po pewnym czasie dosiadł się do niej chłopak. I zaczęli rozmawiać. A skoro nasze stoliki stały blisko siebie…
„Natchnieniem, muzą, aniołem była!
Lecz tylko póki ust nie otworzyła”


Godzinę później kupiłem sobie książkę. Nie wiem do końca co mnie natchnęło, by wybrać właśnie tę. Może to tytuł: ‘Osiem kroków tanga’. Może okładka, na której ów tytuł błyszczącymi bordowymi literami przykrywał kobiece nogi uchwycone w tanecznej pozie. Może to postrzępione kartki, ładnie się z okładką komponujące.
Albo pierwsze słowa książki:
„Tango jest bezpośrednim wyrazem czegoś, co poeci często próbowali powiedzieć słowami – przekonania, że można krok po kroku celebrować walkę” spisane bardzo ładną czcionką. Taki ze mnie czytelnik-esteta :)
Ale dopiero jakiś czas później dotarło do mnie, że kupiłem książkę, jak mówi okładka ‘o męskiej przyjaźni, miłości i wierności’. To zdecydowanie nie jest szczyt moich czytelniczych marzeń… czyżby więc jednak te kobiece nogi? ;)
Całość pisana przez polskiego miłośnika tanga i opowiadająca, a jakże, o miłośniku tego tańca.
A ja tanga nie lubię. Ciężko się zapomnieć w agresywnych krokach, w zmiennym rytmie. A taniec jakoś nie chce przypominać tego, co pokazywał kiedyś niewidomy Al Pacino.


W poniedziałek ominął mnie wypad do teatru z… no, bardziej z nieznajomymi niż znajomymi. Niestety znów odezwało się moje nieprzystosowanie do życia.
Kilka dni wcześniej odezwał się do mnie znajomy, którego nie widziałem od dawna. Poprosił o rozwiązanie kilkunastu zadań z pogranicza matematyki i ekonomii. I w poniedziałek wpadł po rozwiązania. Razem z kolegą.
Głupio mu było je wziąć w progu i wyjść. Mi było głupio wyprosić ich po kilku minutach rozmowy. Więc gość, jak na niego przystało, się rozgościł a ja wypełniałem obowiązki gospodarza. I tak sobie wspominaliśmy dawne czasy, marudziliśmy na obecne, udawaliśmy, że nas interesuje co słychać u drugiej osoby. Ot, standardowa rozmowa pomiędzy dwojgiem osób, które się nie lubią. I które chciałyby uniknąć tego kontaktu, ale nie wiedzą jak z niego zręcznie wybrnąć.
I ostatecznie jak dostałem sms'a z informacją o której jest przedstawienie (a miałbym wtedy z 20 minut by się uszykować i wyjść) zamiast przeprosić i odprowadzić gości do drzwi (z czego szczerze by się cieszyli) odpisałem, że jednak nie mogę iść.
Następnym razem będe mądrzejszy...


Na koniec jeszcze wiersz, który mi się przypomniał gdy pisałem tę notkę:

dlaczego poeci piją wódkę 

piją bo wiedzą 
co w nich siedzi 
i co jeszcze może 
z nich wyjść 

piją bo nie mogą słuchać 
tego co inni mówią do nich 
i tego co sami mówią 
do siebie 

piją bo chca podrzucić świnię 
koledze po piórze 
a na trzeźwo 
są tacy szlachetni 

piją do lustra bo się boją 
że zobaczą w nim tego drugiego 
lepszego i "piękniejszego" 
lustereczko lustereczko 
powiedz przecie... 

piją bo wiedzą co już 
napisali 
i nie wiedzą co jeszcze 
napiszą
00:32, venomik
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2