Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
czwartek, 28 stycznia 2010
Rzeczy niemożliwe jednak się zdarzają!
Pik. Pik. Pik. Pik. Pik
- Dziesięć złotych i pięćdziesiąt pięć groszy.
Spojrzałem nieprzytomnie. Wciąż jeszcze nie odpocząłem wtedy po weekendzie (udajmy wspólnie, że to przez huczne zabawy ;) ).
Po chwili jednak zrozumiałem w czym rzecz i podałem kasjerowi w sklepie banknot 50-złotowy.
- Ma Pan może 55 groszy?
- Niestety nie, mam tylko 50.
- Jednak poproszę
Spojrzałem pytająco
- I tak pewnie więcej niż 5 razy nie miałem panu wydać jednogroszówki.

W zasadzie miał rację.
Następnym razem zrobię zakupy i powiem, że nic nie płacę - to za wszystkie chwile, gdy nie mieli wydać.
04:22, venomik
Link Komentarze (1) »
Gość
Na początku był gość. Przybył i został na noc, bo nie miał jak wrócić do siebie.
Gość przyjechał z imprezy nieźle wyposażony: w litr wódki i dwa litery fanty. Zrobił sobie drinka na rozgrzanie, pogoda wciąż mroźna. Ja rozgrzewałem się herbatą, ale różne są gusta i różna odporność na mrozy.
Dzień później gość wrócił do siebie, pozostały po nim tylko wspomnienia.
I zapomniana wódka.
Cóż, odda się przy okazji. Tak wtedy myślałem.
Jako że siostra wieczorem miała do mnie wpaść, chcąc uniknąć uszczypliwych komentarzy – wrzuciłem butelkę do szafki z ubraniami. I zapomniałem.

Minęła kolejna noc. Szykowałem się by wyjść. Sięgnąłem sobie koszulkę z szafki i przez jedną, bardzo długą sekundę obserwowałem:

jak
szklana
butelka
l
e
e
e
c
i

BRZDĘK!


Przez kolejną noc upiłem się samym przebywaniem w pokoju.

04:14, venomik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 stycznia 2010
W tramwaju
Chłopak wyciąga telefon, wybiera numer i...
- Hej. Ja właśnie w szesnastce jestem.
- ...
- Co? Ty i Twoje poczucie humoru. Żaden zboczeniec, ja w tramwaju jestem

Ehh, ludzie :]
11:07, venomik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 stycznia 2010
Złośliwy śnieg
Wracam sobie z tramwaju do mieszkania, trochę naokoło - ale warto rozkoszować się idealną zimą: wszędzie biało, a mróz nie przeszkadza. Nawet chodniki ładnie odśnieżone.
I gdy tak szedłem, kilkanaście metrów obok z wysokiego bloku spadła bryła śniegu. Duża, zmarznięta i jakaś taka złośliwa. Szczęściem nikt tamtędy nie przechodził. 
Ale stojąca blisko babcia nie mogła tego nie skomentować
- No co się dzieje... gdyby tak komuś na głowę spadło to by mogło zabić. Za grosz wyobraźni ludzie nie mają, tak zrzucać śnieg, jeszcze komu krzywdę zrobią.
Z każdym słowem coraz mniej mówiąc do siebie, a coraz bardziej zwracając się do mnie. Jak skończyła to nie wiedziałem, czy jeszcze mogę w milczeniu odwrócić się i pójść w swoją stronę, czy już mam czuć się rozmówcą.
A co tam, odpowiem.
- To chyba nie ludzie, to z dachu topniejący śnieg odpada...
- Co pan tutaj opowiada! - oburzyła się staruszka - to ludzie sobie tak na balkonie sprzatają, wyrzucając śnieg na dół.
Spojrzałem na nią czy nie żartuje, później na blok, znów na nią... z trudem przełykam złośliwe uwagi. W końcu - starsza kobieta. Wiecie, szacunek.
- Nie, to chyba jednak nie ludzie z balkonów. Może z okna ktoś przypadkiem coś zrzucił, ale moim zdaniem to z dachu samo odpadło.
- Panie, pan młody jesteś, nie wiesz jeszcze jacy są ludzie! Ja żyję tyle lat i swoje wiem. Sąsiadki obok to zawsze tak przez balkon wyrzucają, nawet nie spojrzą czy nikt na dole nie przechodzi. Tacy już ludzie są!
Zawahałem się. Powiedzieć? Nie powiedzieć? Powiedzieć? Nie powiedzieć? A co tam, nie będę się wymądrzał. Nie powiem.
- No, może ma pani rację...
Jak się też ucieszyła :)
- Widzi Pan, ja mam rację, bo ja wiem jacy ludzie bywają.
Tu już pożegnałem się grzecznie i ruszyłem przed siebie.

Do teraz się zastanawiam czy i kiedy ta staruszka zauważyła, że po tej stronie bloku nie było żadnych balkonów? :)
13:06, venomik
Link Komentarze (2) »
środa, 13 stycznia 2010
Pod prysznicem
Znalazłem na brodziku ni to kawałki gruzu, ni to błota. Przeszło mi przez głowę, że to w jakiś sposób przez sąsiada, który od dwóch dni kuje w ścianie naszej łazienki. Tylko od drugiej strony.
Ale to był głupi pomysł.
Postanowiłem więc spytać współlokatora:
- Hej, robiłeś niedawno coś dziwnego pod prysznicem?

Ehh...
Czasami naprawdę warto ugryźć się w język i przemyśleć pytanie.
13:53, venomik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 stycznia 2010
Na sen
Środa: Panna P. przyjechała pisać wspólnie pracę. Fajnie. Skończyło się na tym, że nie napisaliśmy ani jednego zdania, a przegadaliśmy całą noc – do szóstej nad ranem. To nic, pomyślałem, wyśpię się w czwartek.
Czwartek: Panna P. została, żeby (tym razem już na pewno!) pisać wspólnie pracę. Fajnie. Skończyło się na tym, że napisaliśmy jedną stronę i przegadaliśmy pół nocy – do czwartej, bo musiałem rano wstać. To nic, pomyślałem, wyśpię się w piątek.
Piątek: Wróciłem do rodzinnego domu na weekend z jednym zamiarem: wyspać się przed sobotnią osiemnastką kuzynki.

Ryś: Na którą jutro jedziemy na osiemnastkę?
Mamuś: Jakie jutro? Impreza jest dzisiaj!
Aha. A jeszcze zgodziłem się być kierowcą.

Kilka godzin później, na osiemnastce, zostałem (jako jedyny trzeźwy) oddelegowany do robienia zdjęć. Ponoć ładne (zdaniem siostry). Ale tatko zdążył podkopać mój autorytet. Na samej imprezie.
- Ryś, zrobisz nam zdjęcie?
Jubilatce (i jej przyjaciółce) się nie odmawia. Chwyciłem aparat w łapki i rozejrzałem się za jakimś ładnym tłem na sali. Wydawało mi się, że znalazłem odpowiednie... aż przyszedł tatko i mnie wyśmiał. Po czym zabrał aparat, zabrał obie kobiety – zaprowadził do sąsiedniej sali, przed wielkie lustro. Po czym zrobił zdjęcie ich odbicia.
Chyba za dużo oglądał zdjęć na naszej-klasie ;-)
(chociaż ponoć modelki zadowolone były, więc się nie czepiam).

17:56, venomik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 stycznia 2010
Akademia Przyszłości

Zgodnie z prośbą.

Pomysł Akademii Przyszłości jest prosty. Jeden opiekun (tutor) pomaga jednemu uczniowi z jednego przedmiotu. Przynajmniej przez jeden semestr.
Nie mówimy o korepetytorze, nauczycielu ani lekcjach - lecz o opiekunie, tutorze i spotkaniach. Bo nie chodzi o samą pomoc w nauce, ale by poprzez gry, zabawy, wycinanki, kolorowanki (i tak dalej) pokazać, że nauka może być naprawdę ciekawa, a w szkole nie musi być nudno.

Moją uczennicą jest Weronika :)

Pierwsze spotkanie. Próbowałem dowiedzieć się czegoś mi przydatnego:
- Co najbardziej lubisz w szkole?
- Dzwonek na przerwę!
- Dzwonek...
- Tak. Ale nie zawsze
- Tak?
(już nabierałem nadziei, gdy...)
- Bo czasami jest za głośny, jak siedzę blisko niego. Wtedy go nie lubię.
:)

To może inaczej...
- Lubisz matematykę?
- Bardzo lubię
- No to super. A co w niej najbardziej lubisz?
- Prawie wszystko. Tylko liczyć nie lubię.
Aha :]

Ale powiem Wam jedno. Trudno o większą radość, gdy po długich minutach rozmów, omawiania i liczenia chcę już się zbierać, bo wszystko zrobiliśmy, ale...
- Kończymy?
- Już tak.
- Dlaczego?
- Wszystkie zadania już za nami, zrobiliśmy Twoją pracę domową...
- Ale to co! My niedawno dodawaliśmy na lekcjach. I odejmowaliśmy. Więc jeszcze nie idziemy. Będziemy dodawać!
Cóż powiedzieć. Dodawaliśmy :)
01:50, venomik
Link Dodaj komentarz »
Hujawiak
Zakochałem się.
Znów.
I znów w piosence. Ale Wy też powinniście:




01:28, venomik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 stycznia 2010
Zakupy
Chłopak przede mną w kolejce do kasy kupował czekoladki, wino i bitą śmietanę*. Aż się kasjerka zarumieniła przyjmując od niego pieniądze.

Zawsze lubię zerkać co kupują ludzie i złożyć z tego logiczną całość. Myślę, że wiele osób tak ma. Z tego powodu nigdy w sobotnie popołudnie nie kupię w sklepie mrożonej pizzy i piwa :)


* kupował też ryż... ale może po prostu był głodny ;-)
00:25, venomik
Link Komentarze (3) »
Dowcip sylwestra
Uwierzcie, swego czasu robił furorę i był naprawdę zabawny:

Czym się różnią murzyni od żydów?
Murzyni jeżdżą na kolonie, a żydzi na obozy.
:)
00:12, venomik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2