Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Skopiuj CSS
Kategorie: Wszystkie | Fotoprzepisy | Mój codziennik
RSS
piątek, 17 kwietnia 2015
Karma

Niedawno pewnej osobie podarowałem czekoladę w podziękowaniu za to, ze kilka godzin wcześniej, już dobiegał powoli środek nocy, odwiozła mnie do mieszkania i nie musiałem dreptać przez pól miasta.

Zamiast klasycznego podziękowania otrzymałem krótki wykład, że nie tak działa/nie tak działać powinien świat (choć czekolady już nie odzyskałem!). Okazywane dobro powinno być przekazywane dalej, a kiedyś i tak wróci do Ciebie. Lecz nie chodziło o pojęcie karmy, raczej o proste podejście:

Ryś → Osoba A → Osoba B → Osoba C → Osoba D → Ryś

Ja aż tak bardzo nie ufam ludziom, ufam natomiast rachunkowi prawdopodobieństwa. Im więcej punktów, gdzie łańcuch może się przerwać, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że na końcu wciąż będzie Ryś. Prawdopodobieństwa Wam nie wyliczę (z czystej życzliwości, obok i tak excel z wynikami już odpalony), ale pragmatyczne podejście sugeruje raczej podejście:

Ryś → Osoba A → Ryś

Znacznie lepiej to wygląda, prawda?


Niemniej postanowiłem spróbować także drugiego podejścia.

Kilka dni później ponownie zrobiono dla mnie coś miłego. A wieczorem spotkałem bezdomnego, który pytał czy dam mu kilka złotych. Na alkohol? Nie, panie, ja nie piję, na coś do jedzenia!

Pieniędzy z założenia do reki nie daję. Ale kazałem mu poczekać 20 minut i szybko pobiegłem do pobliskiego sklepu.

Nie zrobiłem mu wielkich zapasów, choć jedzenia kupiłem tyle, że przeciętny student miałby co jeść przynajmniej przez dwa dni, a student informatyki to nawet z 5 (zakładając stały dostęp do alkoholu). Nie wiem jaki jest żywieniowy przelicznik ilości studentów na bezdomnego (boję się nawet zgadywać czy przelicznik byłby mniejszy czy większy od jednego), ale ilość zakupów z pewnością też mała nie była. I z jakąś wewnętrzną radością poszedłem szukać bezdomnego.

Ja go zauważyłem – pił z innymi tanie wino z biedronki. On też mnie chyba zobaczył, w każdym razie mimo że chwilę czekałem już do mnie nie podszedł.

Przez chwilę miałem zamiar sam do niego podejść – zawsze istniała nadzieja, że jak mu dam to jedzenie to on się nim zwyczajnie zadławi. Ale ostatecznie skrzywiłem się tylko i kolejnego jadącego tramwaju już nie ominąłem, zabierając ze sobą torbę z jedzenia.

Powiesiłem je na swoim osiedlu na murku przy pobliskim śmietniku, tam często zostawia się jedzenie, którego nie chce się wyrzucać, dla bezdomnych. I nieraz widziałem jak taka osoba zabierała torebkę z jedzeniem do trzymanej reklamówki.

Morał z tego taki, ze ja jednak wolę swoje tradycyjne podejście. Dlatego też następnego dnia przełożyłem puszkę z moją ulubioną herbatą z szafki 'rzeczy prywatne' do 'rzeczy wspólne' w pracy i tylko patrzyłem jak błyskawicznie znika.

Jeśli nawet zatrzymam się przy podejściu Ryś → Osoba A → Ryś to wcale nie oznacza, że pierwsza strzałka nie może być anonimowa.

Wygląda na to, że to jednak ja wierzę w karmę.

Choć się do tego przed sobą nie przyznaję.

19:05, venomik
Link Komentarze (1) »
środa, 09 lipca 2014
Komentarze programisty

//Święcie przepraszam za to, co ja tutaj napisałem 5 lat temu. Byłem młody i głupi (choć niestety byłem trzeźwy). Teraz już tak nie robię.

Na coś takiego można trafić gdy się dostaje kod aplikacji do rozwijania. Od, wydawałoby się poważnej firmy ;-)

20:23, venomik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 czerwca 2014
Monika co się włączyć nie chciała
Ostatnio w pracy dział IT postanowił powyrzucać w końcu popsute laptopy. Wrzucili je w wielki karton i postawili u nas (nawet nie wiem dlaczego). Kilka osób porzuciło pracę na rzecz rozbierania laptopów i wyciągania z nich wszystkich bardziej lub mniej potrzebnych podzespołów. Zwłaszcza jedna osoba przodowała w tym i na jej biurku notorycznie leżały po 4 komputery.
Dzień później znalazła się i kartka 'Monika, nie włącza się'. Zaciekawiło nas to, więc poczekaliśmy aż kolega pojawi się w pokoju.
- Piotr... mam pytanie do Ciebie.
- Tak?
- Znalazłem tę kartkę na Twoim biurku. Monika się nie włącza.
- No?
- Zastanawiam się teraz czy Ty już ponazywałeś te laptopy czy nocą zbudowałeś sobie dziewczynę w garażu.
12:03, venomik
Link Dodaj komentarz »
Support
Godzina 12:30, w pracy, postanowiłem wyjść do sklepu.
- Idę do sklepu, kupić coś komuś?
- W sumie to ja się przejdę z Tobą.
Spoko. 
Idziemy do sklepu:
- Właściwie to ja cały czas nic nie robiłem. Przesiedziałem pół dnia na youtube. (to support)
- Mhm
- Ale później uznałem, że to przesada tak cały dzień siedzieć przed komputerem i zupełnie nic nie robić, bez żadnego wpisu w zgłoszeniu.
- I co zrobiłeś?
- Postanowiłem iść z Tobą do sklepu
11:43, venomik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 kwietnia 2014
Niemal lotto
Zadzwoniła do mnie pani z jakiejś szkoły języka angielskiego z Warszawy, która ma również swoją filię w Poznaniu (tu mieszkam). Pytam najpierw skąd ma mój numer - twierdzi, że został wylosowany. Serio losujecie i akurat trafiliście na osobę z Poznania, gdzie też macie szkołę? - Widzi Pan, ma pan większe szczęście niż w totolotku, bo tutaj wylosowaliśmy 9 cyfr a w totolotku wystarczy sześć - To tak nie do końca, bo w totolotku losuje się najpierw z 49, potem z 48 a ostatnią z 44, więc to co innego niż losowanie 9 cyfr, ale z 10 możliwości. Nawet mniej bo pierwsze cyfry nie są dowolne. Musiałbym mieć chwile, żeby to podliczyć. - głucha cisza - Losowań też więcej, a i nagrody pewnie skromniejsze niż w lotto. Zupełnie nie rozumiem dlaczego jej profesjonalny entuzjazm nagle zniknął. Chyba nie będę się u nich uczył...
23:09, venomik
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 marca 2014
Zero
Kiedy zaczynałem pracę w obecnej firmie miałem sporo osób, które mogłem spytać o działanie naszych aplikacji. Mięło półtora roku i jeśli tylko jest bardziej zaawansowane pytanie wszyscy przychodzą do nie. Ryś będzie wiedział, tylko Ryś Ci odpowie, tylko Ryś to wie.
Zwykle wiem, więc odpowiadam.
Czasami nie wiem, więc sprawdzam.
A czasami nie wiem co odpowiedzieć. Albo zwyczajnie się boję Bo gdy przychodzi konsultant...
- Ryś, czy nasza aplikacja dzieli przez zero?
- Ale...
I jak tu odpowiedzieć? Że nie dzieli? To usłyszę: to błąd aplikacji, następna wersja ma dzielić. Dopiero wtedy będę miał prawdziwy problem.
04:19, venomik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 października 2013
Python
Kontynuując wątek komunikacji informatyków przedstawię Wam w jaki sposób nie powinno się informować współpracowników, że siadamy do interpretatora Pythona i uczymy się programować w tym języku:

- Sebastian, masz dla mnie skompilowane dziś pliki usługi?
- Nie i póki co nie mogę Ci przygotować
- Nie ma problemu, to ja się teraz pobawię moim pythonem

Hmm...
16:04, venomik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 września 2013
Komunikacja informatyków
Praca w dziale IT ma swoje plus m?a swoje minusy. Rzekomi u informatyków jest problem z komunikacją. Ale czy naprawdę>?

- Dla mnie soczek marchwiowy
- Dla mnie tez soczek marchwiowy!
- Właściwie dla mnie dwa soczki marchwiowe. A sa jakieś inne smaki?
- Niż marchwiowy? Pewnie tak
- To jeśli będzie, to chce inny soczek niż marchwiowy. Jak nie to weź marchwiowy. I ten drugi marchwiowy.
- To w końcu jaki soczek, marchwiowy czy nie marchwiowy?
- No jeśli nie będzie innego niż marchwiowy to kup dwa marchwiowe.
- Eee...?
Do tego momentu przyglądałem się dyskusji z rosnącym rozbawieniem. Ale postanowiłem wtrącić się wtrącić.

- Sebastian: 
Kup 2 razy soczek marchwiowy
and
if there are inny soczek
kup inny soczek
else
kup marchwiowy

- Co? Aha, ok.
I poszedł. I kupił co trzeba.
Wniosek: Informatycy też mogą być biegli w komunikacji. Byle między sobą.
16:23, venomik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 listopada 2012
Powiedziała Żaba
- Bardzo dobrze, że kupujemy grę Rój - powiedziała Żaba - w końcu będziemy mieć grę logiczną, gdzie nie jest ważne kto ma ile szczęścia.
Ryś się zgodził. Lubi gry o wiedzy zupełnej. Chociaż lepiej mu idzie jednak w grach o wiedzy niezupełnej - gdzie, jak twierdzi, ma wyraźną przewagę intuicji nad innymi graczami (co nie przeszkadza mu twierdzić, że intuicja nie istnieje. To się nie kłóci, możecie mi wierzyć).
- Bardzo dobrze, że kupiliśmy grę Rój - powiedziała Żaba, wygrywając większość z pierwszych partii - jak tylko nie mogę mieć pecha, to wygrywam częściej niż w inne gry.
Ryś zagryzł wargi. Nie chciał tego komentować... choć ostatecznie skomentował. W końcu to Ryś.
Bardzo dobrze, że kupiliśmy grę Rój - podsumowała Żaba po dwóch kolejnych porażkach z rzędu - ale to, kto wygrywa partie, to jest rzecz losowa. Kwestia szczęścia.
01:49, venomik
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 października 2012
O tym jak Keynes z Cantorem ukradli mi randkę. I troche o kupnie mięsa.
Tęsknię za pisaniem. Tak zwyczajnie.
Na blogu od dawna nie pojawiło się nic nowego. I choć w tym czasie nieraz miałem w codziennych sytuacjach nie jeden pomysł na wpis, nawet często machinalnie zaczynałem go w głowie układać, to nic na stronie się nie pojawiło. Dzielę czas pomiędzy pracę, hobby i dziewczynę. I wierzcie, cała trójka bywa naprawdę czasochłonna:
- o pracy nie warto wspominać
- hobby: siedząc przed komputerem na zmianę czytam o Juventusie, oglądam filmy z turniejów tańca, piszę o Juventusie, oglądam poradniki taneczne i rozgryzam taktykę Juve... póki co nie mogę znaleźć nic o tańczących graczach Juventusu, ale nie ustaję w staraniach.
- dziewczyna: wiadomo. Miło mieć wspólne największe hobby (taniec), miło mieć wspólne zainteresowania (gry planszowe) i fajnie, kiedy wiele rzeczy możemy wspólnie robić (choćby oglądać Community do posiłku, taki zwyczaj z ostatnich dni. Teraz bez dziwactw Abeda i sarkazmu Jeffa nie potrafię się najeść). Choć z drugiej strony wyciąganie mnie z ciepłego łóżka już po północy, żebym powybijał złe elfy ze świata Azeroth, jest po prostu... hmm...no... na tyle wspaniałe i cudowne, że lepiej tego nie marnotrawić nazbyt często (tak, Ona to czyta!).

A tak poważnie - brak wspisów nie oznacza, że nic tutaj nie mogłoby się w tym czasie pojawić. Choćby wczoraj przeprowadziłem fascynującą rozmowę w sklepie w dziale mięsnym:
- poproszę filet z kurczaka, pojedynczy, duży
- czyli podwójny?
- nie, nie. Chcę pojedynczy, ale niech pani wybierze z nich jakiś większy
- ale te większe są podwójne!
Zastanowiłem się jak to jasno wyjaśnić... ale to nigdy nie wróży najlepiej
- proszę zobaczyć jakie ma pani filety z kurczaka, ale pojedyncze. To będzie zbiór pojedynczych filetów. I proszę z tego zbioru wybrać jak największy filet.
Rozpormieniła się
- czyli ma być podwójny!
Mogłem się tego spodziewać...

Największe wrażenie jednak zrobiła na mnie babcia stojaca bezpośrednio przede mną. Podczas gdy kolejka w dziale mięsnym była już dość długa, obsługa pozostawała jednoosobowa. Druga ekspedientka kroiła niestety klientom sery.
- Taka długa kolejka, dlaczego nie ma więcej pracownic?
- Koleżanka sprzedaje sery obok. A więcej już nie mamy.
Babcia wróciła na swoje miejsce mamrocząc coś pod nosem
- Nie ma pracowników. Każdy szuka pracy, a oni pracowników nie mają!
Uśmiechnąłem się do niej
- Przecież nie mogą zatrudnić nowej osoby tylko po to, żeby sprzedawała coś pomiędzy godziną piętnastą a siedemnastą (tylko w takich godzinach są tutaj kolejki).
- Nie mogą, nie mogą - rzuciła babcia w przestrzeń - jakby zapłacili bardzo dużo to by się pracownik znalazł.
Piękne podsumowanie zasad ekonomicznych. Jeśli się odpowiednio dużo zapłaci, to znajdzie się pracownika gotowego robić dwie godziny dziennie... a ja jak głupi zasuwam kilka razy więcej.

A propos wcześniej wspomnianych zbiorów. I przy okazji jasnego wyjaśnienia o co mi chodzi. Na drugim roku studiów uczyłem się w czytelni o historii ekonomii. Naprzeciw mnie dwie studentki próbowały rozgryźć różnice pomiędzy podejściem kolektywnym a dystrybutywnym do grupy elementów (nie powiem: zbioru, gdyż matematycznie zbiór zawsze ma charakter dystrybutywny). Strasznie przy tym rzecz mieszając i komplikując.
Sam na studiach tego nie miałem, ale zainteresowania matematyczne robią swoje. Pierwsze kroki w teorii mnogości stawiałem jeszcze w szkole podstawowej, kiedy na gwiazdkę dostałem od rodziców książkę o zbiorach (wcale nie byli sadystami! Naprawdę świetnie się ją czytało!).
Sam problem zajmujący owe dziewczyny faktycznie był prosty.
Grupa w ujęciu kolektywnym: grupa elementów skłądowych tworząca całość, zwykle fizyczną całość
Grupa w ujęciu dystrybutywnym: grupa elementów posiadających określoną cechę.
Ewentualnie: w ujęciu kolektywnym element części grupy jest jednocześnie elementem grupy, w ujęciu dystrybutywnym już nie.
Przykład: planety układu słonecznego to grupa w ujęciu dystrybutywnym. Grupa elementów posiadających cechy: bycie planetą, krążenie wokół słońca. Jednocześnie element planety (jak choćby słynna marsjańska twarz czy zwykły głas) nie jest częścią zbioru. Bo owa twarz czy głaz nie są planetami układu słonecznego.
Grupą w rozumieniu kolektywnym może być grupa elementów tworzaca konkretny samochód. Samochód składa się z silnika, kół, foteli, itp. Jednocześnie fragment silnika (jak układ rozrządu) jest elementem samochodu.
Prawda, że proste?
To samo wtedy pomyślałem, kiedy zabrałem się za tłumaczenie tym dwóm biednym (jak się okazało) studentkom. Chciałem im tę skomplikowaną dla nich rzecz wyjaśnić tak, że po minucie same uznają ją za banalną. I nie robiłem tego by im zaimponować czy je poderwać. Absolutnie nie. Naprawdę!
No, może trochę...
Niestety z moim talentem do tłumaczenia zamiast im to uprościć tylko wszystko pokomplikowałem. I zamiast podziwu, że trudne wcześniej dla nich definicje wyjaśniam w prosty sposób, zaimponowałem im faktem, że takie skomplikowane pojęcia matematyczne są dla mnie proste i oczywiste.
Efekt niby podobny, ale poziom frustracji zupełnie inny. A wkurzałem się w (trochę) większym stopniu na siebie niż na nie. Ostatecznie zamiast wymiany numerami telefonów albo propozycji dalszych korepetycji, ale już u mnie w pokoju, uśmiechnąłem się i grzecznie (jak na moje wyczucie) uciąłem rozmowę. Wróciłem do czytania o krańcowej skłonności do konsumpcji i jej wpływie na wielki kryzys w Ameryce na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku (nie żartuję!). Zirytował mnie trochę fakt, że zamiast spróbować zrozumieć kluczowy element teorii mnogości byłem obiektem taniej kokieterii: ‘Ale Ty musisz być inteligentny, że to wszystko tak po prostu łapiesz. Ciekawe o ile mniej będę mógł opowiadać wnukom o młodzieńczych przygodach ze względu na brak odpowiednich matematycznych predyspozycji u płci przeciwnej...
06:39, venomik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41