Okulary przeciwsłoneczne




Lubię czytać
Blog > Komentarze do wpisu
Karma

Niedawno pewnej osobie podarowałem czekoladę w podziękowaniu za to, ze kilka godzin wcześniej, już dobiegał powoli środek nocy, odwiozła mnie do mieszkania i nie musiałem dreptać przez pól miasta.

Zamiast klasycznego podziękowania otrzymałem krótki wykład, że nie tak działa/nie tak działać powinien świat (choć czekolady już nie odzyskałem!). Okazywane dobro powinno być przekazywane dalej, a kiedyś i tak wróci do Ciebie. Lecz nie chodziło o pojęcie karmy, raczej o proste podejście:

Ryś → Osoba A → Osoba B → Osoba C → Osoba D → Ryś

Ja aż tak bardzo nie ufam ludziom, ufam natomiast rachunkowi prawdopodobieństwa. Im więcej punktów, gdzie łańcuch może się przerwać, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że na końcu wciąż będzie Ryś. Prawdopodobieństwa Wam nie wyliczę (z czystej życzliwości, obok i tak excel z wynikami już odpalony), ale pragmatyczne podejście sugeruje raczej podejście:

Ryś → Osoba A → Ryś

Znacznie lepiej to wygląda, prawda?


Niemniej postanowiłem spróbować także drugiego podejścia.

Kilka dni później ponownie zrobiono dla mnie coś miłego. A wieczorem spotkałem bezdomnego, który pytał czy dam mu kilka złotych. Na alkohol? Nie, panie, ja nie piję, na coś do jedzenia!

Pieniędzy z założenia do reki nie daję. Ale kazałem mu poczekać 20 minut i szybko pobiegłem do pobliskiego sklepu.

Nie zrobiłem mu wielkich zapasów, choć jedzenia kupiłem tyle, że przeciętny student miałby co jeść przynajmniej przez dwa dni, a student informatyki to nawet z 5 (zakładając stały dostęp do alkoholu). Nie wiem jaki jest żywieniowy przelicznik ilości studentów na bezdomnego (boję się nawet zgadywać czy przelicznik byłby mniejszy czy większy od jednego), ale ilość zakupów z pewnością też mała nie była. I z jakąś wewnętrzną radością poszedłem szukać bezdomnego.

Ja go zauważyłem – pił z innymi tanie wino z biedronki. On też mnie chyba zobaczył, w każdym razie mimo że chwilę czekałem już do mnie nie podszedł.

Przez chwilę miałem zamiar sam do niego podejść – zawsze istniała nadzieja, że jak mu dam to jedzenie to on się nim zwyczajnie zadławi. Ale ostatecznie skrzywiłem się tylko i kolejnego jadącego tramwaju już nie ominąłem, zabierając ze sobą torbę z jedzenia.

Powiesiłem je na swoim osiedlu na murku przy pobliskim śmietniku, tam często zostawia się jedzenie, którego nie chce się wyrzucać, dla bezdomnych. I nieraz widziałem jak taka osoba zabierała torebkę z jedzeniem do trzymanej reklamówki.

Morał z tego taki, ze ja jednak wolę swoje tradycyjne podejście. Dlatego też następnego dnia przełożyłem puszkę z moją ulubioną herbatą z szafki 'rzeczy prywatne' do 'rzeczy wspólne' w pracy i tylko patrzyłem jak błyskawicznie znika.

Jeśli nawet zatrzymam się przy podejściu Ryś → Osoba A → Ryś to wcale nie oznacza, że pierwsza strzałka nie może być anonimowa.

Wygląda na to, że to jednak ja wierzę w karmę.

Choć się do tego przed sobą nie przyznaję.

piątek, 17 kwietnia 2015, venomik

Polecane wpisy

  • Monika co się włączyć nie chciała

    Ostatnio w pracy dział IT postanowił powyrzucać w końcu popsute laptopy. Wrzucili je w wielki karton i postawili u nas (nawet nie wiem dlaczego). Kilka osób por

  • Support

    Godzina 12:30, w pracy, postanowiłem wyjść do sklepu. - Idę do sklepu, kupić coś komuś? - W sumie to ja się przejdę z Tobą. Spoko. Idziemy do sklepu: - Właściwi

  • Niemal lotto

    Zadzwoniła do mnie pani z jakiejś szkoły języka angielskiego z Warszawy, która ma również swoją filię w Poznaniu (tu mieszkam). Pytam najpierw skąd ma mój numer

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: fantazja, *.dynamic.gprs.plus.pl
2015/12/20 01:21:45
W takim razie nie chcę wiedzieć co się stanie kiedy karma (w którą nie wierzę) w końcu do mnie wróci :-D może pora uwierzyć i zejść na lepszą drogę? Hmm ;)
Dawno mnie u Ciebie nie było :-P